-
Minister obrony Belgii Theo Francken ocenił, że wieloletnie zaniedbania Europy w wydatkach na obronność osłabiły NATO i wywołały napięcia w Sojuszu.
-
Francken wskazał na nadal istniejące różnice między Europą a Stanami Zjednoczonymi oraz podkreślił, że Europa nie jest gotowa do samodzielnego zastąpienia militarnej roli USA.
-
W artykule pojawiło się ostrzeżenie, że dalsze osłabienie współpracy w NATO może przynieść korzyść Rosji, Iranowi i Chinom.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Sojusz Północnoatlantycki obchodzi 77. rocznicę powstania, ale – jak ocenia minister obrony Belgii Theo Francken – jubileusz przypada na moment wyjątkowych napięć i niepewności. W obszernym wpisie na platformie X polityk przypomniał fundamenty NATO, jednocześnie wskazując na błędy Zachodu i rosnące różnice między Europą a Stanami Zjednoczonymi.
Francken podkreślił, że od 1949 roku kluczowa zasada Sojuszu pozostaje niezmienna. Odwołując się do słynnego hasła z powieści Alexandre’a Dumas, przypomniał: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Jak zaznaczył, znajduje ono odzwierciedlenie w artykule 5 traktatu NATO, zgodnie z którym atak na jednego członka oznacza atak na wszystkich. „Okazało się to niezwykle skuteczną gwarancją pokoju. I tak jest już od 77 lat” – napisał.
Belgijki minister obrony gorzko o Sojuszu. „Sami podłożyliśmy bombę”
W swoim wpisie belgijski minister odniósł się również do krytyki rozszerzania NATO po zakończeniu zimnej wojny. Jak zaznaczył, przyjęcie 16 państw Europy Wschodniej nie było „ekspansjonizmem”, lecz świadomym wyborem nowych demokracji. „Dla tych, którzy mają Rosję za sąsiada, członkostwo w NATO nie jest luksusem, lecz warunkiem prawdziwej niepodległości” – podkreślił, wskazując na los państw pozostających poza Sojuszem, takich jak Mołdawia, Gruzja czy Ukraina, które zostały zaatakowane przez Moskwę po 1989 roku.
Jednocześnie Francken ostro skrytykował politykę obronną Europy po upadku Związku Radzieckiego. Jego zdaniem tzw. „dywidenda pokoju” została szybko roztrwoniona, a wydatki na wojsko drastycznie ograniczono. „Czyniąc to, sami podłożyliśmy bombę pod sojusz NATO” – ocenił. Przypomniał też ostrzeżenie byłego sekretarza obrony USA Roberta Gatesa z 2011 roku, który mówił o „ponurej przyszłości” NATO, jeśli Europa nie zacznie inwestować więcej w bezpieczeństwo.
Jak zauważył belgijski minister, przez lata europejscy sojusznicy ignorowali te sygnały, co doprowadziło do narastającej frustracji w Waszyngtonie. Sytuacja zmieniła się dopiero po rosyjskiej inwazji na Ukrainę oraz pod presją ze strony Donald Trump. „Większość Europejczyków nadal się ociągała” – zauważył jednak Francken, dodając, że osiągnięcie poziomu 2 proc. PKB na obronność zajęło niektórym państwom- w tym Belgii – ponad dekadę. Jednocześnie zaznaczył, że poprzeczka została już podniesiona wyżej i w przyszłości wydatki będą musiały wzrosnąć nawet do 3,5 proc. PKB.
„Kryzys małżeński” w NATO. „Stracimy na tym wszyscy”
W dalszej części wpisu Francken zwrócił uwagę na napięcia polityczne wewnątrz Sojuszu, które określił mianem „kryzysu małżeńskiego”. Choć podczas szczytu NATO w Hadze Donald Trump potwierdził zobowiązania wynikające z artykułu 5, jednocześnie nie wykluczył użycia siły wobec Grenlandii, jeśli nie uda się jej odkupić od Danii. Jak podkreślił belgijski minister, Europa postawiła w tej sprawie „czerwoną linię”, broniąc integralności terytorialnej swoich członków.
Kolejnym źródłem napięć była sytuacja związana z Iranem, rządzonym wówczas przez Aliego Chameneiego. Część państw europejskich odmówiła udostępnienia swoich baz amerykańskim siłom powietrznym, co spotkało się z ostrą reakcją USA. „Nie byli przyjaciółmi, kiedy ich potrzebowaliśmy” – miał powiedzieć Trump. Zdaniem Franckena pokazało to, że problem dotyczy nie tylko pieniędzy, ale także realnej gotowości do współpracy wojskowej.
Minister odniósł się również do obaw o przyszłość zaangażowania Stanów Zjednoczonych w NATO. Choć – jak przypomniał – dzięki inicjatywie m.in. Marco Rubio prezydent nie może samodzielnie wycofać kraju z Sojuszu, to w praktyce możliwe jest ograniczenie obecności wojskowej w Europie czy współpracy wywiadowczej. „Jeśli hasło 'Ameryka przede wszystkim’ przekształci się w „Tylko Ameryka’, stracimy na tym wszyscy” – ostrzegł.
Na zakończenie Francken podkreślił, że Europa nie jest dziś gotowa, by samodzielnie zastąpić militarną rolę USA. „W Moskwie, Teheranie i Pekinie będą strzelać korki od szampana” – ocenił, wskazując potencjalnych beneficjentów osłabienia Sojuszu. Jego zdaniem rocznica NATO powinna być okazją nie tylko do świętowania, ale przede wszystkim do refleksji i działania. „Razem jesteśmy wciąż o wiele silniejsi niż w pojedynkę. Zapomnienie o tym byłoby kardynalnym błędem o dramatycznych konsekwencjach” – podsumował.