W kwietniu minęła 10. rocznica wprowadzenia programu 500 plus, które przed dwoma laty zostało podniesione do kwoty 800 zł. Świadczenie miało służyć nie tylko finansowemu wsparciu rodzin, ale też zahamowaniu spadku dzietności. Po dekadzie widać, że cel ten nie został zrealizowany, co przyznają nawet twórcy programu.
Bon mieszkaniowy zamiast 800 plus?
Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej w rządzie Prawa i Sprawiedliwości Bartosz Marczuk przyznał w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że świadczenie poprawiło sytuację materialną wielu gospodarstw domowych, ale nie przyniosło oczekiwanego efektu demograficznego. W jego ocenie należy zmienić sposób wspierania rodzin i zamiast wypłacać 800 zł na każde dziecko rodziny mogłyby otrzymać specjalny bon mieszkaniowy. Pieniądze byłyby „znaczone”, czyli rodziny mogłyby wykorzystać je wyłącznie na określone cele związane z posiadaniem mieszkania.
— Po raz pierwszy nie wysyłalibyśmy gremialnie ludzi do banków (po kredyt hipoteczny — red.), tylko dalibyśmy im „znaczone” pieniądze, które mogliby przeznaczyć na wkład własny przy kupnie mieszkania, albo na remont nieruchomości, albo na materiały budowlane w markecie — proponuje Marczuk.
Współtwórca 500 plus proponuje, aby bon w wysokości do 100 tys. zł przysługiwał rodzinom za urodzenie trzeciego dziecka. Rozwiązanie miałoby być skierowane przede wszystkim do par, które już mają dwoje dzieci, ale z powodów mieszkaniowych odkładają decyzję o powiększeniu rodziny. Marczuk uważa, że Polacy “chcą mieć więcej dzieci, niż mają, tylko jest wiele powodów, które im to utrudniają”. Jednym z nich jest sytuacja życiowo-materialna.
Jednocześnie były wiceminister rodziny uważa, że należy wrócić do kryterium dochodowego, jeśli chodzi o wypłaty świadczenia na pierwsze dziecko (takie kryterium obowiązywało w przypadku 500 plus w latach 2016-2019). Marczuk przekonuje, że wystarczyłoby to na sfinansowanie bonu mieszkaniowego na każde dziecko.
Eksperci o pomyśle Marczuka
Jak do tego pomysłu podchodzą eksperci? Jarosław Sadowski, dyrektor Departamentu Analiz Rankomat.pl w komentarzu dla „Faktu” ocenia go jako interesujący, zastrzegając jednak, że jego skuteczność będzie zależała od szczegółowych zasad. Ekspert zwraca uwagę przede wszystkim na ryzyko, że dodatkowe pieniądze zwiększą popyt na mieszkania, a w konsekwencji przyczynią się do wzrostu ich cen. — Wszystko zależy tak naprawdę od szczegółów — ocenia Sadowski.
Rozmówca dziennika uważa, że ewentualny program powinien być skonstruowany tak, aby poziom wsparcia automatycznie dostosowywał się do sytuacji gospodarczej.