-
„Agregat do domu”. Skok zainteresowania m.in. po ataku dronów
-
Ataki na polską infrastrukturę. Ciepło w domach było zagrożone
-
„Kupiłem agregat. I nie chodzi tylko o wojnę”
-
Ekspert: Agregaty konieczne w miejscach tymczasowego schronienia
-
Samorządy kupują na potęgę. „Takiego piku nie pamiętam”
-
Przykład Ukrainy. „Europa, w tym Polska poniekąd to naśladują”
– Mam coraz więcej zapytań o agregaty prądotwórcze od prywatnych klientów. Ludzie decydują się na ich kupno i dzwonią się poradzić. Pytają, co polecam i na co zwrócić uwagę. Natomiast w hurtowaniach elektrycznych wzrósł czas oczekiwania na te urządzenia – mówi Interii Marcin, prowadzący firmę oferująca usługi elektryczne w Małopolsce.
Ta lokalna perspektywa wpisuje się w sytuację na terenie całego kraju.
– Dane GUS wyraźnie potwierdzają wzrost sprzedaży agregatów prądotwórczych każdej kategorii: od małych, przez średnie, aż do tych większych. Wzrost zainteresowania widać w każdej grupie zakupowej od gospodarstw domowych, czyli osób prywatnych przez przedsiębiorstwa oraz samorządy – wylicza w rozmowie z Interią Janusz Pietruszyński, analityk i komentator gospodarczy, redaktor naczelny portalu CIRE.
„Agregat do domu”. Skok zainteresowania m.in. po ataku dronów
„Agregat prądotwórczy”, czy „agregat do domu” to frazy popularne w wyszukiwarkach internetowych. W ostatnich miesiącach liczba takich zapytań stale rośnie – wynika z danych Google Trends i ma bezpośredni związek z zagrożeniem związanym z wojną za naszą wschodnią granicą. Jak w soczewce pokazał to wrześniowy incydent, kiedy rosyjskie drony wleciały w polską przestrzeń powietrzną.
– Widzieliśmy wtedy skok zainteresowania agregatami. Wzrosła liczba fraz wpisywanych do wyszukiwarki Google. I nie ukrywajmy, firmy wyczuły, że można na tym zarobić, bo od razu pojawiło się dużo reklam – mówi Janusz Pietruszyński.
Ataki na polską infrastrukturę. Ciepło w domach było zagrożone
Zagrożenie jest realne, a polska infrastruktura energetyczna stała się celem w wojnie hybrydowej. W styczniu odbyła się pilna narada rządu związana z cyberatakami, do których doszło 29 i 30 grudnia. Ataki był punktowe, a na cel wzięto m.in. dwie elektrociepłownie oraz system, który umożliwia zarządzanie prądem pochodzącym z OZE, czyli odnawialnych źródeł energii, jak wiatraki i farmy fotowoltaiczne.
– Wiele wskazuje na to, że te ataki były przygotowane przez grupy wprost związane z rosyjskimi służbami – powiedział premier Donald Tusk po wspomnianym spotkaniu. Jednocześnie przyznał, że zagrożone było nie tylko bezpieczeństwo energetyczne, czyli prąd i ciepło w domach, ale także – bezpieczeństwo państwa.
Polska się obroniła. Ale gdyby się tak nie stało, wielu Polaków mogłoby obchodzić najgorszego sylwestra od lat.
„Kupiłem agregat. I nie chodzi tylko o wojnę”
Pan Józef, mieszkaniec Małopolski nabył agregat jesienią. Zakup rzeczywiście zbiegł się z incydentem dronowym, ale jak zapewnia nasz rozmówca, rozważał go od dłuższego czasu i rozeznawał się na rynku.
– Wojna za naszą granicą, akty dywersji, ogólny wzrost zagrożenia powodują, że człowiek myśli o tym, co by było, gdyby… Zresztą nie chodzi tylko o zagrożenie wojną. Widzę, co się dzieje w pogodzie. Ryzyko związane z katastrofami jak huragany czy powodzie nie maleje. Do tego doszedł fakt, że zbliżała się zima, a ja drugi rok ogrzewam dom piecem gazowym, który bez energii elektrycznej nie będzie działał. Ten ostatni argument przeważył – przyznaje.
Choć jak dodaje, było to spore obciążenie dla jego budżetu. Agregat kosztował nieco ponad 5 tys. zł, ale w razie awarii pozwoli zasilić nie tylko piec, ale i niewielki dom.
Ekspert: Agregaty konieczne w miejscach tymczasowego schronienia
Na posiadanie alternatywnego źródła zasilania zwrócono także uwagę w rządowym poradniku bezpieczeństwa.
„Brak prądu spowodowany katastrofą naturalną lub celowym działaniem może potrwać nawet kilka dni. Stracisz wówczas dostęp do wody, ogrzewania, internetu i telefonu oraz możliwości płacenia kartą” – czytamy w poradniku na stronie dotyczącej długotrwałego braku prądu (blackout). Polakom radzi się, by przygotowali alternatywne źródła światła, ogrzewania, łączności.
„Rozważ zakup agregatu prądotwórczego” – napisano.
– Nie ma takiej możliwości, by agregat był w każdym domu. Natomiast jeśli ktoś jest w stanie go kupić, to w razie kryzysu może pomóc sąsiadom. Najważniejsze, by agregaty znajdowały się w gminach, miasteczkach, tak by w razie kryzysu można było korzystać z energii np. w miejscach tymczasowego schronienia – podkreśla ekspert ds. bezpieczeństwa z Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Artur Gruszczak.
Tak powinno być już wkrótce, bo poza indywidualnym klientem, agregaty i małe magazyny energii nabywa coraz więcej samorządów, w ramach Rządowego Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej.
Samorządy kupują na potęgę. „Takiego piku nie pamiętam”
– Jeżeli popatrzymy na minioną dekadę, wyraźnie widać, że agregaty kupowano raczej okazjonalnie. Gminy bardzo często wypożyczały te urządzenia od prywatnych firm np. na dożynki czy inne imprezy masowe – zwraca uwagę Janusz Pietruszyński.
Rządowy Program Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej, który ma poprawić bezpieczeństwo Polaków oraz przygotowanie kraju na sytuacje kryzysowe, zmienia tę sytuację. Pojawiły się pieniądze, a gminy zaczęły zakupy, mające realizować cele dotyczące zagrożeń kryzysowych w sytuacji pokoju jak np. pożar, powódź, czy blackout a także na wypadek konfliktu zbrojnego.
Bo jak mówi stare przysłowie: „chcesz pokoju, szykuj się do wojny”. Profesjonalne reagowania na zagrożenia kryzysowe, nie tylko związane z ryzykiem konfliktu, polega na działaniach wyprzedzających, a nie po tzw. fakcie, w sytuacji stresu i chaosu.
Jak ustaliła Interia, samorządy wyposażają się także w cysterny na wodę pitną, które szczególnie przydają się w czasie powodzi, destabilizującej działanie sieci wodociągowych. Kupowane jest także przenośne oświetlenie, nagrzewnice, sprzęt budowalny. Inwestują także w tworzenie tzw. miejsc schronienia oraz budowę schronów, czy magazynów.
Jednak wśród tych zakupów wyraźnie dominują agregaty prądotwórcze i małe magazyny energii. – Tak dużego piku zakupowego nie pamiętam w ostatnich latach. Wzrost sprzedaży agregatów w samym tylko roku 2025 jest kilkukrotny – wskazuje analityk rynku energii.
Przykład Ukrainy. „Europa, w tym Polska poniekąd to naśladują”
Specjaliści są zgodni – to dobry kierunek, który poprawi bezpieczeństwo energetyczne Polaków. Przykładem może być Ukraina.
– Kiedy wybuchła wojna, władze podjęły decyzję, która była mocno analizowana w Europie. Teraz Europa, w tym Polska poniekąd to naśladuje – mówi Interii Janusz Pietruszyński.
Przed pełnoskalową agresją Rosji ukraiński system energetyczny opierał się na skoncentrowanych jednostkach wytwórczych czyli dużych elektrowniach. Ich zaatakowanie powodowało blackouty na dużych obszarach. Ukraina podjęła decyzję, by pieniądze z pomocy europejskiej i światowej, przeznaczać na energetykę rozproszoną, stawiając dużo mniejszych instalacji (wiatraki, fotowoltaika, agregaty).
– W 2022 roku Rosjanie mieli łatwiej. Teraz w Ukrainie jest kilka tysięcy mniejszych obiektów. To jeden ze strategicznych elementów myślenie o bezpieczeństwie energetycznym. Polska także musi rozpraszać źródła energii na terenie całego kraju – wskazuje ekspert.
A wszystko po to, by uniknąć sytuacji, kiedy miasto korzysta z jednego zakładu energetycznego i nie ma alternatywy. Zdestabilizowanie rzeczonego zakładu oznacza poważne problemy dla wszystkich mieszkańców.
– Natomiast jeśli obok konwencjonalnej energetyki będziemy mieli OZE, sieć agregatów i magazyny energii, to utracenie jednego źródła niczego nie zmienia dla mieszkańców. Nadal będzie prąd i bezpieczeństwo – kwituje ekspert.