-
„Operacja Czarzasty” stała się tematem wykorzystywanym przez PiS i Pałac Prezydencki do skupienia uwagi na domniemanych powiązaniach Włodzimierza Czarzastego z Rosją.
-
Po ujawnieniu przez „Gazetę Polską” podejrzeń wobec Czarzastego do sprawy włączył się prezydent, a następnie doszło do eskalacji polemik między Kancelarią Sejmu a Pałacem Prezydenckim
-
Oświadczenie ambasadora USA i stanowisko Lewicy wobec Donalda Trumpa wprowadziły nowy wymiar do dyskusji, przy czym PiS sugeruje możliwy wpływ Amerykanów na polską scenę polityczną.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
„Operacja Czarzasty” to, jak chwalą się politycy PiS, jeden z lepiej rozegranych ostatnimi czasy przez prawicę tematów. I choć zarówno Pałac Prezydencki, jak i politycy Prawa i Sprawiedliwości zarzekają się, że nie było tu żadnej koordynacji, to trudno oprzeć się wrażeniu pewnej synergii działań.
Wszystko zaczęło się od publikacji „Gazety Polskiej”, która zarzuciła Włodzimierzowi Czarzastemu podejrzane kontakty biznesowe z Rosjanką, podlewając to dodatkowym zarzutem, że Czarzasty – jako członek sejmowej komisji ds. służb specjalnych – nie wypełnił ankiety bezpieczeństwa, która dawałaby mu dostęp do ściśle tajnych informacji.
„Operacja Czarzasty” w wykonaniu PiS i Pałacu
– Mateusz jest czuły na punkcie walki z postkomunistami, więc od razu poczuł, że to temat dla niego. Ma do tego dobry mandat ze swoją przeszłością antykomunistyczną, postacią ojca i tak dalej. Poza tym, atak na Czarzastego pozwala nam w końcu wyjść z przepychanek wewnątrz PiS i zjednoczyć się w walce z prawdziwym przeciwnikiem. To temat dla nas absolutnie idealny – nie kryje jeden ze stronników Morawieckiego.
Sprawa nabrała całkiem nowej dynamiki, gdy włączył się w nią Pałac Prezydencki.
Karol Nawrocki od dawna miał swoje porachunki z Włodzimierzem Czarzastym. Czarzasty, odkąd został marszałkiem, nie krył niechęci wobec prezydenta. W pierwszym orędziu zapowiedział „weta marszałkowskie” i chętnie blokuje albo spowalnia prezydenckie projekty ustaw, które trafiają do Sejmu.
Prezydent z kolei, zwołując we wtorek Radę Bezpieczeństwa Narodowego w sprawach dotyczących głównie bezpieczeństwa państwa, celowo więc dodał do agendy punkt dotyczący „wyjaśnienia wszelkich okoliczności wschodnich kontaktów towarzysko-biznesowych Marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego”.
W odpowiedzi Kancelaria Sejmu zgłosiła chęć rozmowy na RBN o „charakterze kontaktów Prezydenta Nawrockiego ze środowiskami pseudokibiców oraz osobami powiązanymi z przestępczością zorganizowaną, a także jego pracy w charakterze ochrony w Grand Hotel Sopot”. I choć Pałac zgody na rozszerzenie tematyki obrad nie dał, to marszałek Sejmu i tak ostrzy sobie zęby na spotkanie z prezydentem Nawrockim. Rada Bezpieczeństwa Narodowego ma się odbyć w środę 11 lutego.
– Nie ma tu żadnego drugiego dna ani robienia komukolwiek na złość. Po prostu Karol Nawrocki, jako były szef IPN, jest bardzo wyczulony na tematy współpracy z Rosją i niejasnych powiązań, więc kiedy przeczytał o Czarzastym był naprawdę zbulwersowany. Druga osoba w państwie powinna być nieskazitelna. Prezydent nie będzie udawał, że go to nie obchodzi. Wyborcy głosowali na niego, bo chcieli twardego podejścia i rozliczania rządu Donalda Tuska. To właśnie robimy – deklaruje jeden ze współpracowników prezydenta.
Włodzimierz Czarzasty zadowolony. Polaryzacja służy Lewicy
Marszałek Włodzimierz Czarzasty i politycy Lewicy nie kryją, że są zadowoleni z wymiany ciosów z Pałacem Prezydenckim, bo polaryzacja im służy. Dla najtwardszych wyborców koalicji rządzącej Czarzasty, ścierający się z prezydentem, stał się bohaterem. – Mamy bardzo pozytywny odzew w internecie i duże zasięgi, dlaczego mamy się martwić? – pyta jeden z polityków Lewicy.
– Nawet jeśli sytuacja była dla nas niepewna, to w momencie oświadczenia, które wydał Dobrzyński, wiedzieliśmy, że jest pozamiatane – dodaje.
Ma na myśli oświadczenie Jacka Dobrzyńskiego, rzecznika koordynatora służb specjalnych, który stwierdził, że „podlegający ochronie kontrwywiadowczej ze strony polskich służb specjalnych Marszałek Sejmu RP Włodzimierz Czarzasty posiada dostęp do informacji o najwyższej klauzuli tajności„. Dodał też, że „służby specjalne nie mają w tym zakresie żadnych zastrzeżeń i bezwzględnie realizują przepisy obowiązujące w tym zakresie”.
Sam Czarzasty tłumaczył dziennikarzom, że w sprawie „niejasnych kontaktów” nie ma sobie nic do zarzucenia. Kontakty z Rosjanką Swietłaną Czestnych miały sprawdzać się do czysto biznesowych – należące do Czarzastych wydawnictwo MUZA najpierw wydało dwie książki, których była współautorką, a później została współwłaścicielką Hotelu Mościcki w Spale (zasiada we władzach spółki razem z żoną Włodzimierza Czarzastego).
Brak sprawdzenia przez służby tłumaczy zaś tym, że nie miał takiego obowiązku, bo było to „opcjonalne”, a poza tym był sprawdzany już wcześniej, gdy zasiadał w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji (w latach 1999-2005).
„Operacja Czarzasty”. USA wchodzą do gry. Czy jest drugie dno?
„Ze skutkiem natychmiastowym nie będziemy już utrzymywać kontaktów ani komunikować się z marszałkiem Sejmu Czarzastym, którego oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Donalda Trumpa poważnie zaszkodziły naszym doskonałym relacjom z premierem Tuskiem i jego rządem” – napisał Tom Rose.
„Nie pozwolimy nikomu szkodzić stosunkom amerykańsko-polskim ani okazywać braku szacunku prezydentowi Donaldowi Trumpowi, który tak wiele uczynił dla Polski i Polaków” – dodał ambasador USA.
Wcześniej Czarzasty zadeklarował, że nie poprze wniosku o przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla prezydentowi USA, bo – jak ocenił – amerykański prezydent na nią nie zasługuje. PiS nie kryje radości z takiego obrotu spraw.
– Niech teraz cały rząd broni jak niepodległości Czarzastego i jego niejasnych kontaktów z Rosjanami wbrew Amerykanom – zaciera ręce jeden z polityków PiS.
Lewica specjalnie się reakcją ambasadora nie przejęła, bo w jej elektoracie administracja Donalda Trumpa, jak i sam prezydent USA nie są specjalnie lubiani i szanowani. Każdy opór wobec nich spotyka się więc z pozytywnym przyjęciem. – To nas tylko dodatkowo uwiarygadnia w elektoracie koalicyjno-lewicowym – mówi polityk Lewicy.
Political fiction czy realny scenariusz?
Tymczasem PiS jest przekonane, że mocne słowa ambasadora amerykańskiego to sygnał wysłany do… PSL, bo Amerykanie mają grać na wywrócenie obecnej koalicji i stworzenie rządu z udziałem PiS, PSL i części polityków Polski 2050. Brzmi jak political fiction, ale ten scenariusz krąży już w PiS i jest powtarzany przez polityków tej partii od pewnego czasu. – Kosiniak-Kamysz chwali się dobrymi relacjami z USA i ma tu współodpowiadać za budowę Fort Trump, więc teraz Amerykanie mówią mu: sprawdzam. Albo grasz z nami, albo z Czarzastym. Coraz ciekawiej się robi – uważa nasz rozmówca z PiS.
-
Trump strofuje reporterkę. „Nigdy nie widziałem twojego uśmiechu”
-
Porażający raport z USA. Analitycy alarmują, chodzi o ruchy Trumpa
To zapewne nie koniec wymiany ciosów między Kancelarią Sejmu a Pałacem Prezydenckim, wspomaganym przez PiS. Obie strony zapowiadają, że tematu nie odpuszczą i stawiają sobie za punkt honoru, aby to starcie wygrać.
– Marek Migalski miał takie świetnie pasujące do tej sytuacji powiedzenie, że gdzie dwóch się bije, tam dwóch korzysta. Taka polaryzacja pasuje tutaj wszystkim – komentuje jeden z polityków prawicy.
– Może poza Donaldem Tuskiem, który chciał przykleić wszystkim dookoła łatki prorosyjskie, a teraz sam musi się tłumaczyć ze swojego marszałka Sejmu i jego dziwnych związków z Rosjanką. A do tego Czarzasty buduje się tą historią i bardzo zyskuje wśród Silnych Razem, co Tuskowi nie może się podobać. Dla nas to sytuacja idealna – mówi nasz rozmówca z PiS.
-
Synoptycy biją na alarm, Polska w alertach. Czeka nas trudna noc
-
Adam Andruszkiewicz ma usłyszeć zarzuty. Prezydent zabrał głos