Wciąż nie wiadomo, kiedy i na jakim obszarze Katowice wprowadzą Strefę Czystego Transportu, ale jedno jest pewne – władze miasta zostały podstawione pod ścianą i nie mogą już dużej zwlekać. W połowie stycznia do katowickiego urzędu trafiło pismo z Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Z dokumentu wynika, że zakres i regulamin strefy ma być gotowy do kwietnia, a najpóźniej od września Strefa Czystego Transportu powinna zacząć obowiązywać.
Decyzja resortu opiera się na odczytach z jednej stacji pomiarowej. Problem w tym, że nie stała ona na osiedlu czy w centrum miasta, ale przy autostradzie A4 (Aleja Górnośląska). To jedna z najbardziej zatłoczonych arterii tranzytowych w Polsce, którą zarządza Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, a nie miasto.
Skąd pośpiech? Chodzi o to, że strefy są częścią tzw. kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy. Krótko mówiąc – chodzi o unijne pieniądze.
– Jeżeli nie realizujemy tych wytycznych, które narzuca Komisja Europejska, to wtedy mogą wstrzymać finansowanie. To jest twardo zapisane – tłumaczył w telewizji publicznej Marcin Krupa, prezydent Katowic.
Strefa Czystego Transportu. Dane z jednej stacji
Zgodnie z obowiązującymi przepisami Strefę Czystego Transportu trzeba wprowadzić w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców i kiedy średnia roczna norma dwutlenku azotu jest przekroczona. Obecnie wynosi ona 40 mikrogramów na metr sześcienny dla stężenia średniorocznego. Od 2030 roku będzie to 20 mikrogramów, rekomendacje WHO mówią o 10 mikrogramach.
Co ważne, dane powinny pochodzić z tzw. stacji komunikacyjnych, którymi zarządza Główny Inspektorat Ochrony Środowiska.
– W Katowicach działa 1 z 18 w Polsce stacji komunikacyjnych GIOŚ monitorujących jakość powietrza – mówi w rozmowie z Interią Sandra Hajduk, rzecznik prasowa urzędu miasta w Katowicach.
Do marca 2025 r. jedyna stacja komunikacyjna znajdowała się w Katowicach właśnie przy autostradzie A4. Jak wynika z rocznej oceny jakości powietrza w województwie śląskim za 2024 r. (najbardziej aktualna) średnia roczna norma wynosiła 47 mikrogramów na metr sześcienny i była przekroczona o 17 proc.
Władze Katowic próbowały przekonać ministerstwo, że wprowadzenie strefy na podstawie danych z autostrady jest niemiarodajne. Dopiero w pierwszym kwartale zeszłego roku udało się przekonać GIOŚ do przeniesienia stacji komunikacyjnej na ulicę Dudy-Gracza, w centrum miasta.
„Tam przez ani jeden dzień nie zanotowaliśmy przekroczeń wynikających z przepisów” – mówił w styczniu dla „Dziennika Zachodniego” Marcin Krupa.
Szkopuł w tym, że żeby dane ze stacji były miarodajne, musi ona funkcjonować pełen rok kalendarzowy. Oznacza to, że dane ze stacji przy ulicy Dudy-Gracza mogą być brane najwcześniej pod uwagę dopiero na początku 2027 r. A do tego czasu strefa w Katowicach musi już działać.
Co ciekawe, w Katowicach działa jeszcze jedna stacja pomiaru jakości powietrza, za którą odpowiada GIOŚ. Ta znajduje się przy ulicy Kossutha, a średnia roczna dwutlenku azotu wynosi 24 mikrogramy na metr sześcienny. Nie jest uznawana ona jednak za stację komunikacyjną i jej wyniki nie wpływają na ewentualną decyzję o strefie.
– Obecnie koncentrujemy się na przygotowaniu założeń dotyczących Strefy Czystego Transportu. Ze względu na terminy wyznaczone przez ministerstwo, w jakich SCT musi zostać wdrożona w Katowicach, czas na realizację tego procesu jest bardzo ograniczony – mówi rzeczniczka Hajduk.
– Dla porównania w Krakowie i Warszawie prace nad wprowadzeniem SCT trwały od dwóch do trzech lat, natomiast w Katowicach na cały proces przewidzianych jest zaledwie kilka miesięcy. Należy przy tym podkreślić, że obowiązkowym elementem wdrażania Strefy Czystego Transportu są konsultacje społeczne – dodaje.
Choć to właśnie w okolicach katowickiego odcinka autostrady A4 są przekroczone normy dwutlenku azotu, to przepisy zabraniają wprowadzenia strefy na drogach krajowych i autostradach. Dodatkowo także w sąsiedztwie katowickiego odcinka autostrady – jak przekonują władze miasta – nie można wprowadzić strefy, ponieważ znajdują się tam szpitale, jednostki straży pożarnej czy prokuratura.
„To są miejsca, do których musi być swobodny dojazd dla obywatela i to w przepisach jest jasno opisane. Ustawodawca nie przewidział ani wielkości tej strefy, ani jej położenia. Ważne, żeby była na obszarze miasta, w którym stwierdzono przekroczenia” – przekonywał kilkanaście dni temu na łamach „Dziennika Zachodniego” prezydent Krupa.
Dlatego władze miasta zamierzają przekonać rząd i ministerstwo klimatu, aby zadaszyć część autostrady A4, co miałoby poprawić jakość powietrza. Urzędnicy szacują koszt na ponad pół miliarda złotych.
Dodatkowo w maju zeszłego roku Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (GZM) opublikowała raport dotyczący stężenia dwutlenku azotu w regionie. Badania były prowadzone w styczniu i lutym 2025 r. w 14 miastach. Pod lupę wzięto blisko 700 lokalizacji. Były to najczęściej przestrzenie przy ruchliwych ulicach i gęstej zabudowie, które sprzyjają koncentrowaniu się zanieczyszczeń. Dopuszczalne normy przekroczono w 8 proc. lokalizacji.
– Badanie miało przede wszystkim charakter edukacyjny i informacyjny, a jego celem było pokazanie, w jakich warunkach jakości powietrza funkcjonują mieszkańcy na co dzień oraz zwrócenie uwagi na wpływ transportu drogowego na jakość powietrza, a nie zastępowanie oficjalnego systemu monitoringu – wyjaśnia Łukasz Zych, rzecznik GZM.
W Katowicach pod lupę wzięto 122 lokalizację. Z raportu wynika, że tylko w 12 z nich obecnie obowiązujące normy były przekroczone.
Raport został przygotowany przez Krakowski Alarm Smogowy za 128,5 tys. zł.
– Nie jest źle, ale oczywiście może być lepiej – mówił Igor Śmietański, wiceprzewodniczący zarządu GZM po publikacji raportu. – Dla nas są one impulsem do dalszych działań na rzecz rozwoju transportu publicznego oraz wspierania gmin w ograniczaniu niskiej emisji transportowej, chociażby poprzez wymianę taboru na bezemisyjny – dodawał Śmietański.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: [email protected]