Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu „Interia bliżej świata” publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Brytyjski „The Economist”, z którego pochodzi poniższy artykuł, ukazuje się nieprzerwanie od 1843 r. i należy do najpopularniejszych na świecie magazynów poświęconych tematyce politycznej i biznesowej. Ma opinię jednego z bardziej wpływowych tytułów prasowych na świecie. Tygodnik od samego początku niezmiennie trzyma się liberalnego kursu.
W Westminsterze rozpoczął się sezon polowań. Jak zawsze, gdy nastroje są buntownicze, jego mieszkańcy wypatrują grupy fantomowych ministrów, znanych czasem jako mężczyźni w szarych garniturach. Chodzą plotki, że w najbliższych miesiącach mogą dotrzeć pod numer 10 i powiedzieć Keirowi Starmerowi, że jego czas dobiegł końca. Jeśli jednak wyciągać lekcje z przeszłości, to ta widmowa grupa raczej się tam nie pojawi.
Historia oferuje lekcje dla posłów Partii Pracy, nadal mających nadzieję na obalenie Starmera. Dotyczą one różnych partii i czasów – od dawnych pełnych szacunku do dzisiejszych, w których brytyjscy przywódcy polityczni mają taką samą żywotność jak modele smartfonów.
Ważna wskazówka dla spiskowców dotyczy właśnie owych mężczyzn (lub kobiety) w szarych garniturach. Nie ma sensu czekać, aż jakaś widmowa postać wykona po cichu brudną robotę. Trzeba chwycić za topory, otwarcie i wspólnie.
Lekcja pierwsza: Wybierzcie odpowiedni moment
Pierwsza lekcja dla buntowników brzmi: wybierzcie odpowiedni moment. Konsekwencje bolesnych wyborów uzupełniających – takich jak te w Gorton i Denton 26 lutego – mogą wydawać się korzystne dla spiskowców. Muszą jednak zwracać uwagę na szerszą chronologię. Obalenie lidera w trakcie kadencji parlamentu zachęca do przeprowadzenia wyborów, które partia będąca w zastoju może przegrać. Poczekajcie zbyt długo, a może okazać się zbyt późno, by zmienić opinię publiczną.
Ten „problem złotowłosej”, jak określa to Philip Cowley z londyńskiego Uniwersytetu Królowej Marii, dotyczy również stanu ducha całego narodu. Nie ma sensu obalać przywódcy, gdy wszystko jest wspaniale. Jednak atakowanie kogoś w sytuacji kryzysowej może wydawać się samolubne (chyba że ktoś to sam sprowokował, tak jak Liz Truss).
– Nie ma czasu na nowicjusza – ogłosił Gordon Brown, waleczny premier z Partii Pracy w trakcie kryzysu finansowego w latach 2007-2009. Była to prześmiewcza uwaga skierowana częściowo do pretendentów z jego własnej partii. Dzisiejszy niepewny rynek również nie sprzyja wstrząsom.
Przywódcy myślą, że są niezniszczalni. Nie mają racji
Jeśli dobrze zaplanują zasadzkę, rebelianci mogą wykorzystać naturalne atuty. Po pierwsze, premierzy skupiają się przede wszystkim na rządzeniu krajem: zmagająca się problemami przywódczymi Margaret Thatcher poleciała w 1990 roku na szczyt kończący zimną wojnę.
Po drugie, zarówno ona, jak i Boris Johnson (w 2022 roku) zorientowali się, że przywódcy mogą być zbyt zamknięci lub wyniośli, by zrozumieć niebezpieczeństwo, jakie im grozi.
– Są na tyle twardogłowi, by wiedzieć, że ich koledzy zabiliby ich, gdyby mogli. Jednocześnie myślą, że są niezniszczalni i to ostatecznie odwraca się przeciwko nim – mówi Sir Vernon Bogdanor z londyńskiego King’s College.
Tak jak w innych dziedzinach życia, tylko bardziej, każda wrogość, jaką wzbudził przywódca, każda zamierzona lub nieumyślna zniewaga, powraca do niego w ostatecznej rozgrywce. Wszyscy posłowie pozbawieni rządowych posad, osoby zdegradowane lub pominięte mogą się zemścić. Im dłużej funkcjonuje rząd, tym bardziej wydłuża się lista osób zwolnionych lub pominiętych.
Konserwatywni posłowie, którzy nie znosili niegodziwości i kłamstw Johnsona, mieli okazję ukarać go w 2022 roku. Władczość Thatcher irytowała wielu ministrów. Z drugiej strony mogła ona liczyć, podobnie jak Brown, ale nie jak Starmer, na pretoriańską straż akolitów.

Na szczęście dla królobójców walka nie jest sprawiedliwa. Nawet jeśli premierzy uzyskają większość głosów, mogą zostać śmiertelnie zranieni w trakcie walki o przywództwo lub głosowanie nad wotum zaufania.
– Możesz znaleźć się w martwym punkcie, nawet jeśli z technicznego punktu widzenia wygrałeś – mówi historyk Sir Anthony Seldon. Thatcher pokonała swojego konkurenta Michaela Heseltine’a w pierwszym głosowaniu w Partii Konserwatywnej w 1990, ale nie ostatecznie. Neville Chamberlain wygrał w 1940 roku głosowanie w parlamencie, ale zbyt wielu posłów go opuściło, co ostatecznie doprowadziło do jego obalenia.
„Mam przyjaciół w Izbie Gmin” – ogłosił pochopnie Chamberlain, podnosząc stawkę kluczowej debaty. Gdy siła przywódców budzi wątpliwość, ci najbardziej przebiegli unikają jej weryfikacji.
Dymisje początkiem efektu kuli śniegowej
Impulsem kryzysu może być dymisja na wysokim stanowisku, tak jak miało to miejsce w przypadku wicepremiera w gabinecie Thatcher Geoffrey’a Howe’a w 1990 roku, czy Rishiego Sunaka, który zrezygnował z funkcji kanclerza skarbu w 2022 roku.
Najbardziej nerwowym dniem w pełnej intryg kadencji Browna, był ten, w którym minister pracy i emerytur James Purnell zrezygnował w 2009 roku, mówiąc Brownowi, by też odszedł ze stanowiska.
Co ważne, jedno odejście raczej nie wystarczy. Podobnie jak lider Szkockiej Partii Pracy Anas Sarwar, który zasugerował, że Starmer powinien się spakować, tak samo Purnell zorientował się, że nie ma za sobą nikogo. Wtedy podobnie jak teraz byli tacy, którzy z nim sympatyzowali, ale odmówili strajku. Mężczyźni w szarych garniturach okazali się nieuchwytni.
Inny skutek miała seria rezygnacji w gabinecie Johnsona. Thatcher również poddała się, gdy wielu ważnych ministrów powiedziało jej, że jest skończona. „Straciłam poparcie gabinetu. To był koniec” – pisała później.
Tymczasem przywódcy zapędzeni w kozi róg, również mają swoje atuty. Jak twierdzi inny weteran, premier zachowuje machinę rządową, wpływową pozycję i możliwość sprawowania patronatu, co pozwala mu rozdawać prestiżowe tytuły, takie jak „stanowisko wicepremiera”.
Gdy Purnell odszedł, pierwszą myślą na Downig Street było: „gdzie jest David Miliband? Połączcie mnie z nim!” (ówczesny minister spraw zagranicznych był postrzegany jako główny rywal Browna). Tak jak zrobił to zespół Starmera 9 lutego, zwolennicy Browna zaczęli wydzwaniać, szukając poparcia. W skrajnych przypadkach można wysłać swoich ludzi, aby pilnowali niezdecydowanych.

Pośpiech również może pomóc oblężonym przywódcom. Członkowie gabinetu mogą mieć tylko kilka minut, by wybrać, czy ślubują wierność, czy się buntują. Potencjalni zabójcy muszą natychmiast rozważyć, czy szanse na sukces przeważają koszty porażki.
– Ten, kto dzierży nóż, nigdy nie nosi korony – narzekał Lord Heseltine, który przegrał wybory (na lidera Partii Konserwatywnej – red.) w 1990 roku. To nie do końca prawda. Zarówno Johnson, jak i Sunak byli biegli w posługiwaniu się sztyletem, ale wymachiwanie nim i chybianie wygląda źle. Lojalność może się bardziej opłacić na dłuższą, a nawet na krótszą metę. Winston Churchill bronił rządu Chamberlaina w 1940 roku, ale czyniąc to, zauważył pewien poseł, pokazał „swoją błyskotliwością, że nie ma nic wspólnego z tą zagubioną i nieśmiałą bandą”. Dwa dni później sam został premierem.
Najlepsza broń dla premiera? Niepewność
Główną bronią przywódcy jest niepewność. Powiedzmy, że rywale obalają Starmera. Nikt nie wie, kto przyjdzie po nim. Mogą wygrać oni lub ich sojusznicy, ale też wrogowie. Co istotne, jak zauważa Sir Vernon Bogdanor, zarówno laburzyści, jak i torysi wybierają obecnie lidera w dwuetapowym procesie: posłowie wskazują kandydatów, ale to członkowie partii wybierają zwycięzcę. Ta nieprzewidywalność podnosi ryzyko i zniechęca do działania. W erze wrogości wobec polityków opinia publiczna niekoniecznie musi woleć nowego lidera od poprzedniego.
– Możecie zmierzać w kierunku góry lodowej, ale trudno przewidzieć, czy wyrzucenie kapitana za burtę poprawi sytuację – mówi były poseł Partii Konserwatywnej Graham Brady. Jak twierdzi, partia popełnia królobójstwo, kiedy „nie potrafi wyobrazić sobie innego rozwiązania”.
Ostateczna lekcja z historii jest taka, że w sytuacji, gdy strach przed porażką lub przed Nigelem Faragem przeważa nad strachem przed nieznanym, a partia uważa, że nadal ma szansę, ale jej lider nie – koniec kariery premiera może nadejść bardzo szybko. Przypomnijmy, że wicepremier Howe podał się dymisji 1 listopada 1990 roku. Thatcher ogłosiła własne odejście trzy tygodnie później. Dwa dni po odejściu Sunaka odszedł również Johnson.
– W jednej chwili wygłaszasz przemówienie, a za chwilę jesteś przyparty do muru – mówi Cowley. Ostateczny cios zadany Starmerowi, jeśli nadejdzie, może być szybki i brutalny jak inne formy rewolucyjnej przemocy. Nie ma ostatniej podróży i pożegnania u stóp szubienicy. Zamiast tego potępiony premier wygłasza ostatnie słowa na Downing Street, a później jedzie do pałacu, by pożegnać się z monarchą. Reszta to wspomnienia i żale.
Tekst przetłumaczony z „The Economist”© The Economist Newspaper Limited, London, 2026
Tłumaczenie: Krzysztof Ryncarz
Tytuł, śródtytuły, lead oraz skróty pochodzą od redakcji