-
Oceany zgromadziły rekordową ilość ciepła w 2025 roku, już dziewiąty rok z rzędu.
-
Ocieplenie oceanów prowadzi do nasilenia ekstremalnych zjawisk pogodowych i wpływa na tempo wzrostu poziomu mórz.
-
Badania potwierdzają, że ciepło przenika coraz głębiej w oceany, co oznacza długotrwałe skutki dla klimatu.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Choć na co dzień najczęściej mówi się o rekordach temperatury powietrza, to właśnie oceany przechowują większość „nadmiarowego” ciepła w systemie klimatycznym. Ich nagrzewanie przebiega wolniej niż atmosfery, ale skutki są znacznie trwalsze. Raz zgromadzona energia pozostaje w wodzie przez dekady, a nawet stulecia, stopniowo wpływając na pogodę, lodowce i ekosystemy morskie.
Oceany jako magazyn ciepła planety
Oceany pochłaniają ponad 90 proc. dodatkowego ciepła zatrzymywanego przez gazy cieplarniane. Dzięki temu przez lata „chroniły” lądy przed jeszcze szybszym wzrostem temperatury powietrza. Jednocześnie sprawiło to, że zmiany zachodzące w oceanach są dziś jednym z najpewniejszych dowodów długoterminowego ocieplenia klimatu.
W przeciwieństwie do temperatury powietrza, która silnie waha się z roku na rok, zawartość ciepła w oceanach rośnie niemal nieprzerwanie. To sprawia, że naukowcy traktują ją jako bardziej stabilny i wiarygodny wskaźnik globalnego ocieplenia niż pojedyncze rekordy upałów na lądzie. „Globalna zawartość ciepła w oceanach to najlepszy pojedynczy miernik tego, że planeta się nagrzewa” – mówi „Inside Climate News” Kevin Trenberth z Narodowego Centrum Badań Atmosfery w USA.
Gdzie oceany nagrzewają się najszybciej
Najnowsza analiza opublikowana właśnie przez uczonych objęła górne 2 tys. metrów wód oceanicznych, czyli warstwę kluczową dla obiegu ciepła na Ziemi. Najsilniejsze tempo ocieplania odnotowano w regionach, które odgrywają ważną rolę w globalnej cyrkulacji oceanicznej, m.in. na południowym Atlantyku i wokół Antarktydy.
To istotne, bo zmiany temperatury w tych obszarach wpływają na prądy morskie, które rozprowadzają ciepło po całej planecie. Osłabienie lub przesunięcie tych prądów może zmieniać warunki pogodowe nawet tysiące kilometrów dalej, w tym w Europie.
W 2025 r. aż 16 proc. oceanów osiągnęło najwyższą temperaturę w historii pomiarów, a ponad połowa znalazła się w gronie pięciu najcieplejszych lat.
Ciepło schodzi coraz głębiej
Jeszcze w drugiej połowie XX wieku nadmiarowe ciepło koncentrowało się głównie w górnych kilkuset metrach oceanu. Dziś badania pokazują, że przenika ono nawet do głębokości 2 tys. metrów, czyli znacznie poniżej warstw bezpośrednio ogrzewanych przez Słońce. Ten proces działa jak opóźniony zapłon. Ciepło, które dziś dociera w głębiny, zostało pochłonięte przez oceany kilkadziesiąt lat temu. Oznacza to, że nawet szybkie ograniczenie emisji nie zatrzyma natychmiast skutków obecnego ocieplenia. „To ciepło już tam jest i będzie wpływać na system klimatyczny przez bardzo długi czas” – podkreśla Trenberth.
Cieplejsze oceany zwiększają parowanie wody, a to oznacza więcej wilgoci w atmosferze. Wilgotniejsze powietrze sprzyja intensywniejszym opadom, silniejszym burzom i dłuższym falom upałów. Naukowcy zwracają uwagę, że wiele katastrofalnych zjawisk pogodowych ostatnich lat nie byłoby tak niszczycielskich bez wcześniejszego nagromadzenia energii w oceanach. Dotyczy to zarówno gwałtownych powodzi, jak i długotrwałych susz, które są drugą stroną tego samego procesu.
„To nie jest pojedyncze zdarzenie, ale nowy wzorzec pogodowy” – mówi John Abraham z Uniwersytetu św. Tomasza w Miami. „Im cieplejsze oceany, tym bardziej ekstremalna staje się pogoda”.
Topnienie lodu i wzrost poziomu mórz
Oceany nie tylko nagrzewają atmosferę, ale także bezpośrednio oddziałują na lodowce. Ciepła woda podmywa lodowe platformy u wybrzeży Grenlandii i Antarktydy, przyspieszając ich pękanie i zsuwanie się lodu do morza. Ten proces jest szczególnie groźny, ponieważ prowadzi do trwałego wzrostu poziomu mórz. Nawet niewielkie przyspieszenie topnienia przekłada się na zagrożenie dla milionów ludzi mieszkających na nisko położonych wybrzeżach i deltach rzek.
Wzrost poziomu morza to nie tylko ryzyko powodzi, ale także zasolenie gleb i wód pitnych, które może podważyć bezpieczeństwo żywnościowe całych regionów. Woda morska stopniowo przesiąka do zbiorników wody gruntowej sprawiając, że przestają nadawać się do spożycia przez ludzi i zwierzęta czy do podlewania pól.
Najważniejszą ofiarą tego procesu mogą jednak być rafy koralowe, które należą do najbardziej wrażliwych ekosystemów morskich. Gdy temperatura wody utrzymuje się zbyt długo powyżej normy, koralowce tracą symbiotyczne glony, które dostarczają im energii. Proces ten, zwany wybielaniem, nie zawsze oznacza natychmiastową śmierć rafy. Problem polega na tym, że fale morskich upałów pojawiają się dziś tak często, że koralowce nie mają czasu na regenerację.
„To tak, jakby organizm był w ciągłym stanie gorączki” – tłumaczy Lijing Cheng z Chińskiej Akademii Nauk. „W pewnym momencie system po prostu się załamuje”.

Dlaczego aerozole miały znaczenie
Ostatnie lata przyniosły również spadek emisji aerozoli siarczanowych, głównie dzięki zaostrzeniu norm dotyczących paliw i jakości powietrza. Choć poprawiło to zdrowie ludzi, miało niezamierzony efekt klimatyczny. Aerozole odbijały część promieniowania słonecznego, działając jak tymczasowa osłona planety. Ich ograniczenie sprawiło, że pełna siła ocieplenia wywołanego przez gazy cieplarniane stała się bardziej widoczna, także w oceanach.
To pokazuje, jak złożony jest system klimatyczny i jak działania w jednym obszarze mogą wpływać na inne.
Czy da się jeszcze odwrócić kurs
Naukowcy są zgodni: dopóki świat nie osiągnie zerowych emisji netto, zawartość ciepła w oceanach będzie rosła. Zmiany zachodzące w głębinach są w praktyce nieodwracalne w skali życia jednego pokolenia.
Jednocześnie badacze podkreślają, że tempo dalszego ocieplenia wciąż zależy od decyzji politycznych i gospodarczych. Każde ograniczenie emisji spowalnia proces i zmniejsza skalę przyszłych szkód.
„Nie cofniemy czasu, ale możemy zdecydować, jak gorąca stanie się przyszłość” – podsumowuje Michael Mann.