Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Polska

Myślenie jak sprzed kilkudziesięciu lat i brak szacunku. Tak pracują salowe w Polsce

Przez Pokój Prasowy22 lutego, 20266 min odczytu

– Odczułam na własnej skórze, co to znaczy być potraktowaną jak śmieć – mówi Kasia. Ma 58 lat, jako salowa pracuje od dziewięciu lat. Kiedy nie podobał jej się sposób, w jaki odzywała się do niej kierowniczka, reagowała.

– A ona odpowiadała agresją. Mówiła: co pani tutaj ugra? No wie pani, ja mam wykształcenie, a pani jakie ma? Ja nie boję się o swoją pracę, a pani powinna. Wyszła z założenia, że my, salowe jesteśmy po podstawówce, ewentualnie po zawodówce i właściwie nie używamy własnego rozumu. Do dzisiaj nie mogę spokojnie o tym mówić – opowiada.

„Agresja to chleb powszedni mojej pracy”


Brak szacunku, jak tłumaczy, jest w jej pracy na porządku dziennym. Nie ze strony pacjentów, a ze strony przełożonych. – Agresja i mobbing to chleb powszedni mojej pracy – mówi. Odczuwa to na każdym kroku.

– To po prostu mania wyższości. Z czym by człowiek nie przyszedł, słyszy: „Pamiętaj, że jesteś w pewnym sensie ode mnie zależna i to ja rządzę”. Kierowniczki piszą SMS-y po godzinach pracy, wzywają ze zmiany na zmianę. Po dwunastogodzinnym dyżurze znowu każą przyjść na kolejny, dwunastogodzinny. Troszczą się tylko i wyłącznie o swoje stanowiska – podkreśla.

Kasia źródła problemu upatruje w dobieraniu nieodpowiednich osób na stanowiska kierownicze. – Kierownicy nie są przygotowani do swojej pracy, nie są nauczeni współpracy z ludźmi. A ja uważam, że dobre słowo do personelu, którym się zarządza, zdziała więcej. Da pracownikowi więcej motywacji niż wieczne karanie, mobbing i ubliżanie ludziom – zauważa.

Kasia nie ukrywa, że ma w sobie duże poczucie niesprawiedliwości i niewysłuchania. – Gdy nie podobało mi się zachowanie współpracowniczki, to mnie przeniesiono na inny oddział, bo tamta osoba była koleżanką kierowniczki – wspomina.

Tym bardziej nierówności bolą, bo pracuje najlepiej, jak potrafi. – Staram się, żeby oddział wyglądał jak najlepiej, był dokładnie doczyszczony. Pomagam pielęgniarkom, choć w wielu sytuacjach nie należy to do moich obowiązków. Jestem od pomocy, a nie od wykonywania zadań za kogoś.

– Jako salowe jesteśmy personelem, który się starzeje. Warto byłoby, żeby to doceniono. Mówią, że są inni na nasze miejsce. Ale ja chętnych nie widzę – dodaje.

Poczucie niebezpieczeństwa


– Kiedyś do wykonywania moich obowiązków były zatrudnione trzy osoby. Dzisiaj wszystko robię sam – mówi Krzysztof. Od 34 lat pracuje w Szpitalu Neuropsychiatrycznym. – Jest coraz gorzej. Jest nas mało. Na przykład na ponad 80 dorosłych pacjentów psychiatrycznych, na nocnym dyżurze przypadają dwie pielęgniarki i ja. To jest nie do ogarnięcia – przyznaje.

W pracy brakuje mu poczucia bezpieczeństwa. – Coraz częściej dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Zdarza się, że pacjent obleje pielęgniarkę wrzątkiem, mojej znajomej salowej wybił zęby. Pacjenci są różni, w różnych stanach. Bywa tak, że jeden pacjent pomaga w unieruchomieniu drugiego, bo brakuje personelu, a ja sam nie dam rady – opowiada.

A zadań przybywa: umyć salę, wydać posiłki, zmienić pampersy. – I jeszcze monitorować, czy ktoś nie rozpiął się z pasów. Wykorzystywani jesteśmy do wszystkiego. Trzeba posprzątać, trzeba pacjenta przebrać. Nieraz wykonujemy zadania za pielęgniarki. My to robimy, a ona mówi – cytuję – Ja nie po to robiłam magistra, żeby czyścić pacjentów czy oglądać jakieś stare jaja – przytacza.

Problem, jak mówi, leży w systemie. – Gdyby były jasno określone procedury i nasze zadania, być może byłoby mniejsze pole do wykorzystywania nas. Dla siebie pewnie sprawiedliwości już nie wywalczę, bo zostało mi siedem lat do emerytury, ale może dla kolejnych pokoleń. Bo z roku na rok ręce opadają coraz bardziej – dodaje.

Na braki personalne i pracę ponad siły zwraca uwagę też Magda. – Pracujemy na oddziałach praktycznie pojedynczo. Nieważne, czy jest jeden pacjent, czy trzydziestu. A i tak jesteśmy proszone o pomoc na innych oddziałach. Jest naprawdę ciężko – mówi.

W zawodzie pracuje od ośmiu lat. W szpitalu, w którym jest zatrudniona, trwają obecnie grupowe zwolnienia. – Dyrektor zapewniał, że będzie przyjmował nowe osoby, a tymczasem tylko zwalnia. Nie wychylamy się, siedzimy cicho, bo każdy boi się o swoje miejsce pracy. Ale ręce opadają, bo już teraz pracujemy ponad siły – tłumaczy.

Zmiany trwają po 11 godzin, obowiązków jest mnóstwo, a wsparcia właściwie brak. – W naszym szpitalu jesteśmy określane jako „robotnik gospodarczy” i to określenie nas gubi, bo nasze obowiązki daleko wykraczają poza zakres tego stanowiska.

Wymaga się od nas sprzątania zgodnie z procedurami, ale nie zapewnia się odpowiednich środków czystości. Jeden z detergentów silnie poparzył mi ręce. Kiedy zgłosiłam to przełożonym, nikt nie zareagował – opowiada.

W obawie przed utratą pracy Magda nie korzysta ze zwolnień lekarskich. – Wiadomo, człowiek to nie maszyna, zdarza się zachorować. Ale zwolnienia nie są mile widziane, dlatego gdy choruję, wykorzystuję swoje dni wolne. Tak się u nas przyjęło – wyjaśnia.

Mimo wszystko Magda bardzo ceni swój niewielki zespół na oddziale. – Nie powiem złego słowa o lekarzach i pielęgniarkach. Jesteśmy traktowane na równi z innymi. Na innych oddziałach bywa różnie. Dyrekcja ma też inne zdanie – mówi.

Relacje z pacjentami również są różne. – Zdarzają się osoby, które przedstawiają nas w złym świetle przed dyrekcją w ankietach czy mailach. Bywają trudni, niemili pacjenci, ale bierzemy na to poprawkę. To przecież ludzie chorzy, często rozdrażnieni – dodaje.

Walka o równe traktowanie


Anna od sześciu lat pracuje na SOR-ze, współtworzy związki zawodowe personelu niemedycznego.- Nie chcą nas widzieć. Pokutuje myślenie sprzed kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat, że salowymi i sanitariuszami są prości ludzie, bez wykształcenia, mało wymagający. Utarło się, że takimi osobami można sterować i można je zastraszyć. Nic bardziej mylnego – mówi.

Jak przyznaje, walczy o równe traktowanie, które wciąż nie jest czymś oczywistym. – Jako personel niemedyczny nie dostajemy dodatkowej pensji, pracując w dni świąteczne. Dyrekcja tłumaczy się tym, że jesteśmy personelem niemedycznym i nie mają podstawy, żeby nam wypłacić za te dni. Chcemy, żeby ministerstwo dołączyło nasze zawody do grona medycznego i wtedy dużo się dla nas zmieni – mówi.

Na pewno zwiększy się poczucie bezpieczeństwa. – Teraz jesteśmy przy pacjentach zachowujących się w różny sposób, ale nie mamy ochrony, bo pracowników niemedycznych nie traktuje się jako funkcjonariuszy – mówi. Kiedy te potrzeby zgłasza, spotyka się ze ścianą.

– Od przełożonych nie raz słyszałam: nie podoba się, drzwi otwarte, my tutaj nikogo na siłę nie trzymamy, na wasze miejsce jest tysiąc innych osób, Bardzo często zdarzają się takie teksty, a to boli – mówi.

Boli też nierówne traktowanie. – Najbardziej ze strony pracodawców. Lekarze i pielęgniarki niby nas wspierają, ale jak przychodzi co do czego, to nasze potrzeby zostają odłożone na później. Jak jest potrzeba, żebyśmy coś zrobili dodatkowo, to jest w porządku, ale na co dzień niejednokrotnie czujemy się nierówni. A przecież jesteśmy równi. Jak będziemy równo traktowani to będziemy czuć się bezpieczniej w pracy – dodaje.

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

Czytaj Dalej

Nowy sondaż partyjny. Partia Razem przekracza próg, dwóch koalicjantów nie

Prezydent odpowoada KO ws. afery Zondacrypto. „Rozliczcie siebie”

Paulina Hennig-Kloska odpowiada Polsce 2050. Wystosowała oficjalne pismo

Ceny paliw. Obniżone stawki VAT i akcyzy. Jest decyzja ministra finansów

Zatoka Gdańska. Gigantyczny zielony wir. Świadczy o degradacji środowiska

Tatry. Turysta zginął na Świnicy. Spadł po słowackiej stronie grani

Tusk mówił o wojnie, echa wywiadu. Przydacz: Szeroki raport od ministra

Łatwogang i Cancer Fighters. Sukces czy sygnał alarmowy dla rządzących?

Immunitet Mariusza Kamińskiego. Wniosek trafił do Parlamentu Europejskiego

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.