-
158 żółwi słoniowych wyhodowanych z osobników zawierających geny wymarłego podgatunku wypuszczono na wyspie Floreana.
-
NASA dostarczyła zdjęcia i mapy satelitarne, które umożliwiły analizę warunków wyspy dla żółwi.
-
Projekt obejmuje także usunięcie inwazyjnych gatunków, takich jak szczury i zdziczałe koty.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Przybycie ludzi na wyspy Galapagos, co znamy chociażby z opowieści o Charlesie Darwinie, który tam tworzył swoją teorię ewolucji albo z filmu „Pan i władca na krańcu świata”, zmieniło je raz na zawsze. Samo pojawienie się człowieka na izolowanych wyspach doprowadziło do wielu zmian. Także tych niekorzystnych. Sporo galapagoskich, endemicznych gatunków wymarło.
Dzisiaj należące do Ekwadoru wyspy Galapagos mają wiele obszarów chronionych albo wręcz w ogóle niedostępnych dla ludzi, niemniej poniosły już wiele przyrodniczych strat. Np. wymarła część żyjących tam żółwi słoniowych, które na kolejnych wyspach Galapagos osiągnęły ogromną różnorodność.
Żółwie zmieniły się w zależności od lokalnego środowiska, co stanowi kolejną cegiełkę w teorii ewolucji gatunków Darwina. Proces ten zaszedł tak daleko, że zoologowie zastanawiają się, czy nie wyodrębniać ich w osobne gatunki, a nie jedynie wyspiarskie podgatunki.
Żółwie z Floreany wymarły 200 lat temu
Takie wątpliwości dotyczyły chociażby podgatunku Chelonoidis niger niger, który niekiedy jest zaliczany do odrębnego gatunku Chelonoidis elephantopus. Gad ten występował niegdyś w południowej części Galapagos, na wyspie Floreana. Wymarł jednak krótko po przybyciu tam Europejczyków, w XIX w.
Wykończyły go przywleczone na wyspę szczury i świnie, które pożerały np. jaja zwierząt. Dorosłe żółwie były zaś wyłapywane przez wielorybników i zanoszone na statki, gdzie przez tygodnie służyły jako „żywe konserwy”. Żółwi nie trzeba było karmić codziennie, gdyż to zwierzęta zmiennocieplne. A podczas tygodni żeglugi po Pacyfiku stanowiły zapas mięsa.
W ten sposób wymarły, ale teraz wracają. 158 takich żółwi wyhodowanych dzięki osobnikom zawierającym jak najwięcej genów wymarłego podgatunku wypuszczono na wyspie Floreana, co jest przełomowym wydarzeniem w dziejach wysp Galapagos.
Jest to niezwykle ważne, gdyż żółwie słoniowe stanowiły na Galapagos odpowiednik największych roślinożerców. Miały duży wpływ na środowisko, w tym na rozrost roślin. Bez nich wszystko na wyspie Floreana się załamało.
NASA sporządziła mapy dla żółwi słoniowych
Pomogła w projekcie NASA, której wkład był – jak się podaje – nieoceniony. Agencja przygotowała dokładne zdjęcia i mapy satelitarne, wedle których można było przeprowadzić analizę poszczególnych miejsc wyspy, rosnącej tam roślinności, przestrzeni lęgowej i przydatności tych miejsc dla żółwi. Tak, aby wypuścić je tam, gdzie mają największe szanse na przetrwanie.
„Przeszliśmy od działań intuicyjnych do dużej precyzji” – relacjonuje Christian Sevilla, dyrektor ds. ekosystemów z Parku Narodowego Galapagos.
Częścią tego projektu jest nie tylko osadzenie żółwi słoniowych na takich wyspach jak Floreana, ale także usunięcie inwazyjnych gatunków jak szczury i zdziczałe koty.
Żółwie słoniowe to jedne z największych żółwi lądowych świata. Osiągają ponad półtora metra długości i ważą ponad ćwierć tony, a najcięższe osobniki przekraczały 400 kg.
Gafów tych pod żadnym pozorem nie należy nazywać żółwiami olbrzymimi i mylić z tym gatunkiem, który żyje po drugiej stronie globu, na Seszelach na Oceanie Indyjskim. Żółwie olbrzymie są jeszcze większe, a z żółwiami słoniowymi z Galapagos nie są blisko spokrewnione.
