-
W gminie Cisna na Podkarpaciu odnotowano wzrost incydentów z udziałem niedźwiedzi, w tym niedawny atak na mężczyznę.
-
Mieszkańcy zgłaszają częste wizyty niedźwiedzi na posesjach, a samorząd apeluje do Ministerstwa Klimatu i Środowiska o natychmiastowe działania.
-
Ministerstwo wdraża projekt ochrony niedźwiedzia brunatnego, przewidujący m.in. grupy interwencyjne i monitoring zwierząt za pomocą obroży telemetrycznych.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Kalanica, bieszczadzka gmina Cisna. Około 300-400 metrów od zabudowań niedźwiedź atakuje idącego lasem 53-latka. Lokalni leśnicy podejrzewają, że spacerując, mężczyzna zaskoczył wygłodzonego samca, który mógł bronić pożywienia. Niedźwiedź przewrócił go i odszedł. Jednak kiedy przestraszony 53-latek zaczął uciekać i krzyczeć, rozdrażniony zwierz ruszył za nim i ponownie powalił go na ziemię, powodując dodatkowe obrażenia.
Mężczyzna wyszedł z opresji poturbowany, ale żywy. Początkowo trafił do szpitala, ale dość szybko został wypisany do domu.
Cisna kontra niedźwiedzie. „Schemat jest ten sam”
Zdarzenie z Kalanicy poruszyło lokalną społeczność, ale nie zaskoczyło. Dlaczego? Mieszkańcy gminy Cisna od początku roku zgłaszają kolejne incydenty z udziałem tych zwierząt. Niedźwiedzie wdzierają się na podwórka, buszują w śmieciach.
Z początkiem marca niedźwiedź w biały dzień wywrócił śmietniki i stojak z butlami z gazem na stacji paliw. W tym samym czasie widziano niedźwiedzicę z młodymi między domami. Zwierzęta budzą strach i wyrządzają szkody.
– Raz moja żona wygląda przez okno i mówi: „Mamy niedźwiedzia koło tarasu” – relacjonuje Interii przewodniczący Rady Gminy Cisna Mateusz Świerczyński.
– Schemat jest ten sam. Mimo ogrodzeń niedźwiedzie pchają się na posesje, poszukując pożywienia. Proszę sobie wyobrazić, że wychodząc rankiem do pracy, spotyka pani niedźwiedzia. Nikt nie wie, jak taki zwierz się zachowa – dodaje radny.
Kiedy rozmawiamy, jest tuż po spotkaniu, zwołanym przez wójta w związku z kłopotami, jakie w gminie Cisna sprawiają niedźwiedzie. Byli na nim przedstawiciele sąsiednich gmin, Lasów Państwowych, policji. To właśnie ci ostatni odbierają zgłoszenia, że na posesję wszedł niedźwiedź.
Policjanci zastanawiają się, dlaczego to oni mają jeździć „do niedźwiedzi”, nie mając ku temu żadnych uprawnień. – Oni w zasadzie mogą tylko krzyczeć – mówi Interii Mateusz Świerczyński.
„Ludzie się boją”. Atak należy do rzadkości, ale…
– Sytuacja jest złożona. Z jednej strony ludzie się boją. Sam jestem leśnikiem i widzę, że także nasi pracownicy obawiają się o swoje bezpieczeństwo o tej porze roku – przyznaje radny. Podkreśla, że problem dotyczy właśnie przełomu zimy i wiosny, kiedy wygłodniałe zwierzęta budzą się ze snu, a ponieważ w lesie brakuje dla nich pożywienia, schodzą w pobliże domów.
Dodatkowo wraz z końcem zimy rodzą się młode, a niedźwiedzice są rozdrażnione. Jednak atak niedźwiedzia należy do rzadkości.
– Z reguły takie ryzyko istnieje w sytuacjach, kiedy trafimy na samicę z młodymi lub kiedy zwierzę pilnuje pożywienia – tłumaczy Świerczyński. Jeśli już dojdzie do takiego spotkania, należy zachować spokój, co z pewnością jest trudne. – Trzeba się wtedy spokojnie wycofać. Spotykałem niedźwiedzie kilkaset razy i w każdym przypadku one uciekały. Natomiast jeśli już dojdzie do ataku, jedyne co możemy zrobić, to położyć się na ziemi i osłonić rękami kark – wyjaśnia.
Mieszkańcy boją się nie tylko niedźwiedzi, grasujących w pobliżu koszy czy kompostowników, gdzie poszukują pożywienia.
– Jesteśmy gminą turystyczną. Około 80 proc. ludzi żyje tu z turystyki. Nie chcemy, żeby w Polskę szedł przekaz, że u nas jest niebezpiecznie. Ten problem jest teraz, ale kiedy w lesie pojawi się więcej pożywienia, sytuacja się uspokaja. Przez lato i jesień nie mamy takich problemów – słyszę.
Radny zapewnia, że gmina stara się walczyć z problem, zwiększając częstotliwość wywozu śmieci, by nie kusić zwierząt, nasilono kontrole m. in. wobec restauracji, które nielegalnie wyrzucały odpadki. – Są spotkania z restauratorami. Prosimy też mieszkańców, by dobrze zabezpieczali śmieci. Sam mam kompostownik pod napięciem – mówi.
Apel do resortu klimatu. „Sytuacja staje się krytyczna”
Samorządowcy apelują do Ministerstwa Klimatu i Środowiska o natychmiastowe działania, które mają zapobiec eskalacji problemu. Ich zdaniem, choć sygnalizują go od dawna, wciąż nie mają realnych narzędzi, by skutecznie zwalczać „zadomawianie się” niedźwiedzi. Problem nagłaśnia m.in. poseł polski 2050 Bartosz Romowicz, który sam pochodzi z Bieszczad.
– Sytuacja staje się krytyczna. Z reguły taka liczba zdarzeń z niedźwiedziami była nie w marcu, ale w połowie kwietnia. To wskazuje, że w tym roku tych incydentów będzie więcej. Chcemy, żeby Ministerstwo Klimatu i Środowiska, zamiast pudrować rzeczywistość, dało realne narzędzia do rozwiązania tego problemu – mówi Interii poseł.
Samorządowcy z Cisnej zwracają uwagę na istotne rozbieżności w kwestii liczebności bieszczadzkiej populacji.
– Według organizacji ekologicznych w całych Bieszczadach jest około 100 niedźwiedzi. W nadleśnictwie Cisna rozmieściłyśmy fotopułapki i policzyliśmy zwierzęta, które zarejestrowano, uzupełniając je szacunkami na podstawie codziennych obserwacji w lesie. Naszym zdaniem, tylko na terenie nadleśnictwa Cisna (obszar 20 tys. hektarów) jest około 70 niedźwiedzi. Jeśli w całych Bieszczadach może być sto, to coś nie gra w tych danych. Sam jednego dnia widziałem osiem różnych niedźwiedzi. Nie wierzę, że jednego dnia widziałem aż osiem procent całej populacji – mówi radny Mateusz Świerczyński.
Ministerstwo: Będą grupy odstraszające i obroże
Ministerstwo Klimatu i Środowiska, we współpracy z Generalną Dyrekcją Ochrony Środowiska, od lipca ubiegłego roku wdraża pakiet działań, mających na celu przeniesienie w Bieszczady modelu z Tatr.
– Projekt Ochrony Niedźwiedzia Brunatnego zakłada m.in. utworzenie całodobowych grup interwencyjnych, znakowanie wybranych osobników poprzez zakładanie obroży telemetrycznych, finansowanie zabezpieczeń miejsc gromadzenia odpadów, możliwość płoszenia niedźwiedzi przy użyciu gumowej amunicji (tzw. niepenetracyjnej). Podstawą skuteczności jest eliminowanie przyczyn zbliżania się niedźwiedzi w okolice domostw, a więc właściwe zarządzanie odpadami i płoszenie zwierząt – informuje Interię resort klimatu.
W Sejmie trwają także prace nad zmianami w prawie, które umożliwią takie odstraszanie: specjalnym grupom, ale także każdemu myśliwemu.
„Nie potrzebujemy zmian za dwa miesiące, lecz teraz”
Lokalna społeczność czeka na zmiany, które są potrzebne, ale ich zdaniem mocno spóźnione.
– Już w zeszłym roku słyszeliśmy zapewnienia z resortu klimatu, że program ruszy. Jest marzec, incydenty się nasilają, a u nas realnie nie zmieniło się nic. My nie potrzebujemy grup odstraszających za dwa miesiące, ale teraz. Bo problem jest od końca lutego do kwietnia – mówi przewodniczący Rady Gminy Cisna.
Poseł Bartosz Romowicz zwraca z kolei uwagę, że by móc skutecznie odstraszać niedźwiedzie, trzeba wiedzieć, ile rzeczywiście ich jest w Bieszczadach i obserwować jak się poruszają.
– Bez monitoringu ruchu tych zwierząt, grupy odstraszające nie mają większego sensu, bo jeśli mieszkaniec zadzwoni, że widzi niedźwiedzia na terenie Cisnej, a grupa będzie w Krośnie, to zanim dojedzie zwierzęcia już nie będzie – mówi.
Rozwiązaniem miałyby być obroże telemetryczne, które pozwolą monitorować, gdzie zwierzęta zbliżają się do siedlisk ludzkich. – Jedna to koszt rzędu 10-15 tys. zł – wskazuje poseł Polski 2050.
Dotychczas, jak przekazał Interii resort klimatu, w Bieszczadach zaobrożowano… pięć niedźwiedzi. Kolejne czekają na swoje obroże.
– Czujemy, że to kolejny sezon, kiedy zostaliśmy sami z problemem. Dla niektórych osób ta sytuacja może nawet wydać się zabawna, że gdzieś na końcu Polski jakiś lud Gallów zmaga się niedźwiedziami. Tymczasem to realny problem, który nierozwiązany może doprowadzić do tragedii – kwituje Świerczyński.
Jolanta Kamińska-Samolej
-
Mieszkańcy nie chcą u siebie strzelnicy. „Póki łopata nie została wbita, walczymy”
-
Rząd chce wprowadzić zmianę w całym kraju. Oni już to zrobili. Efekty?