Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Świat

Iran a ceny paliw. Blokada cieśniny Ormuz to szach-mat

Przez Pokój Prasowy20 marca, 20266 min odczytu

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu „Interia bliżej świata” publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Brytyjski „The Economist”, z którego pochodzi poniższy artykuł, ukazuje się nieprzerwanie od 1843 r. i należy do najpopularniejszych na świecie magazynów poświęconych tematyce politycznej i biznesowej. Ma opinię jednego z bardziej wpływowych tytułów prasowych na świecie. Tygodnik od samego początku niezmiennie trzyma się liberalnego kursu.

Donald Trump przekonał się już, ile kosztuje nakładanie ceł; teraz dowiaduje się, ile kosztuje wojna.

9 marca prezydent USA ogłosił, że kampania przeciwko Iranowi zakończy się „bardzo szybko”. W efekcie ceny ropy zaliczyły gwałtowny spadek z odnotowanego dzień wcześniej poziomu niemal 120 dolarów za baryłkę do blisko 80 dolarów (dla porównania: przed wybuchem wojny cena wynosiła 70 dolarów).

Irańska blokada cieśniny Ormuz stała się faktem, odcinając świat od niemal 15 proc. światowych dostaw ropy.

W cieniu nadchodzących wyborów środka kadencji i narastającej frustracji Amerykanów drożyzną, Donald Trump sygnalizuje odwrót. Prezydent nie zamierza płacić politycznej ceny za chaos, tak jak wiosną 2025 roku, gdy wygasił wojnę handlową z Chinami w obawie przed rynkowym załamaniem.

Amerykański prezydent pozostaje równie nieprzewidywalny w kwestiach bezpieczeństwa, co w polityce gospodarczej. Po serii irańskich ataków na statki ruch w cieśninie Ormuz zamarł, a ceny ropy błyskawicznie przebiły barierę 100 dolarów za baryłkę.

Mimo rynkowej paniki retoryka Waszyngtonu nie łagodnieje. Sekretarz obrony Pete Hegseth zapowiedział kontynuację ofensywy i bezwzględne działania odwetowe.

Ten chaos pokazuje, że prezydent ma bardzo ograniczone pole manewru. O ile złagodzenie napięć handlowych w dużej mierze zależy od jego decyzji, o tyle przywrócenie stabilizacji na rynkach paliw pozostaje poza jego zasięgiem. Niezależnie od dalszego rozwoju wydarzeń świat wchodzi w nową epokę niepewności na rynku energetycznym.

Ropa droższa niż kiedykolwiek


Skala wstrząsu wywołanego przez tę wojnę może być ogromna. Co prawda świat jest dziś mniej uzależniony od ropy niż w 1973 roku, gdy arabskie embargo wywindowało ceny czterokrotnie, czy w latach 1979-80, kiedy rewolucja w Iranie i wojna z Irakiem uderzyły w podaż. Wtedy ropę powszechnie wykorzystywano jeszcze do produkcji energii elektrycznej. Dziś używa się jej znacznie rzadziej; służy przede wszystkim w transporcie i w przemyśle petrochemicznym.

Ta zmiana ma jednak drugie dno. Dzisiejszy popyt na ropę jest mało elastyczny, więc przy zakłóceniach podaży ceny rosną szybciej niż kiedyś. Tym razem problem jest wyjątkowo poważny – spadek dostaw przewyższa ten z obu kryzysów lat 70. Nawet
w najtrudniejszych momentach rynki nie zakładały scenariusza długotrwałego zamknięcia cieśniny. Gdyby do niego doszło, cena ropy potrzebna do zrównania popytu z podażą mogłaby przekroczyć 150 dolarów za baryłkę.

Kraje należące do Międzynarodowej Agencji Energetycznej mają do dyspozycji 1,8 mld baryłek rezerw strategicznych, z czego już uwalniają 400 mln. Problem w tym, że dostęp
do tych zapasów bywa ograniczony przez przepustowość rurociągów i inne wąskie gardła logistyczne. Nawet Chiny, które zgromadziły własne ogromne rezerwy, zdecydowały się wstrzymać eksport części paliw rafinowanych. A ponieważ transport jest fundamentem działania dużej części światowej gospodarki, takie zakłócenia mogą wyrządzić poważne szkody.

Szok nie ogranicza się jednak do ropy. Największa na świecie rafineria skroplonego gazu ziemnego (LNG) w katarskim Ras Laffan pozostaje zamknięta po ataku dronów, co wyeliminowało z rynku niemal jedną piątą globalnej podaży. Odłożono również w czasie plany zwiększenia mocy produkcyjnych terminalu.


Rafineria w katarskim Ras LaffanSTRINGER© 2026 Associated Press


Brak dostaw z Kataru wywołał gorączkowe poszukiwanie alternatyw w Azji. W Europie, gdzie magazyny gazu są o tej porze roku prawie puste, ceny wzrosły o ponad połowę. Stany Zjednoczone mogłyby wprawdzie zwiększyć eksport LNG, ale tam akurat rośnie obecnie krajowy popyt na gaz ziemny m.in. przez boom na energochłonne centra danych.

Iran może próbować przedłużać konflikt, by pokazać, że to on, a nie Wuj Sam, rozdaje karty.

11 marca reżim uderzył w trzy statki towarowe w cieśninie Ormuz, a później także
w dwa tankowce w pobliżu Iraku. Podobnie jak jemeńscy rebelianci Huti, którzy mimo prób powstrzymania ich przez technologicznie zaawansowane państwa NATO nadal skutecznie atakują żeglugę na Morzu Czerwonym przy użyciu prostych środków, irański reżim przekonał się, że może atakować dronami statki i infrastrukturę energetyczną nawet wtedy, gdy sam jest intensywnie bombardowany.

Nawet gdy wojna się zakończy, świat będzie już inny. Nowy, twardogłowy najwyższy przywódca Iranu Modżtaba Chamenei wie już, że ceny energii są słabym punktem Ameryki.


osoba ubrana w jasne ubranie przechodzi po dużych, ciemnych skałach na tle spokojnego morza, na którym w oddali widoczne są liczne statki

Cieśnina Ormuz to wąskie gardło światowej gospodarkiALTAF QADRI© 2026 Associated Press


Nowa rzeczywistość inwestora


Doświadczenia z Ukrainy pokazują, że nawet rozwinięte systemy antydronowe nie są szczelne. Część maszyn, w tym tych wzorowanych na irańskich, wciąż przedostaje się przez zabezpieczenia. Stany Zjednoczone nie zamierzają okupować Iranu, by powstrzymać ataki, a jednocześnie nie są w stanie chronić każdego tankowca, nawet jeśli oferują armatorom tanie ubezpieczenia.

Zakłócenia na rynkach energii będą więc powracać wraz z kolejnymi napięciami geopolitycznymi, zwłaszcza jeśli Iran uzna, że dla własnego bezpieczeństwa potrzebuje broni jądrowej.

To nowa rzeczywistość, w której muszą odnaleźć się inwestorzy, firmy i decydenci. Dla inwestorów kontrast między coraz bardziej niestabilnym światem a wciąż rozgrzanymi rynkami akcji stał się jeszcze bardziej uderzający. Chaos na Bliskim Wschodzie to kolejny punkt na długiej liście zagrożeń dla rynków – od ponurych scenariuszy związanych ze sztuczną inteligencją, przez problemy na rynku hipotecznym po spadające zaufanie do zadłużonych państw.

Od początku kryzysu rośnie też rentowność obligacji skarbowych, szczególnie w Europie Południowej oraz w Wielkiej Brytanii, która jest silnie uzależniona od importu LNG.

Nowa premia za ryzyko. Dlaczego łańcuchy dostaw znów muszą zostać przebudowane?


Firmy muszą liczyć się z nową premią za ryzyko, bo ceny energii odzwierciedlają stałe zagrożenie eskalacją konfliktu. Podobnie jak po pandemii i wybuchu wojny w Ukrainie firmy znów muszą dokładnie analizować ryzyka w łańcuchach dostaw, w tym swoją ekspozycję na gospodarki Zatoki Perskiej, których reputacja stabilnych partnerów została nadszarpnięta i które mogą teraz przyciągać mniej inwestycji oraz turystów.

Przed decydentami rysują się trudne wybory. Jednym z cząstkowych rozwiązań jest zwiększanie zapasów energii. Błędem było, że Donald Trump nie uzupełnił amerykańskich rezerw ropy przy niskich cenach sprzed wojny – teraz ich odbudowa będzie droższa.

Wysokie ceny powinny z czasem skłonić do zwiększenia wydobycia poza Bliskim Wschodem. Do tego czasu jednak kraje takie jak USA mogą mieć problem z powstrzymaniem się od protekcjonizmu energetycznego. Gdy producenci ropy i rafinerie – w tym Chiny i Indie – zaczynają ograniczać eksport, by chronić własnych konsumentów przed wysokimi cenami, skutki dla innych państw bywają bardzo dotkliwe.

Banki centralne będą musiały zmierzyć się z odnowioną presją inflacyjną, która zwiększa ryzyko zarówno recesji, jak i spirali płacowo-cenowej. Politycy z kolei staną wobec wyborców domagających się dopłat do energii – podobnych do tych, które po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w wielu krajach europejskich przekroczyły 2,5 proc. PKB, powiększając zadłużenie.

W praktyce oznaczałoby to przerzucenie części kosztów na uboższe państwa, zwłaszcza w Azji, tak jak miało to miejsce w 2022 roku w Bangladeszu, borykającym się z przerwami w dostawach prądu.

Trudno dziś przewidzieć, jak ten kryzys się zakończy. Już teraz jednak widać, że wojna uczyniła światową gospodarkę mniej zamożną, bardziej niestabilną i trudniejszą do zarządzania.

Tekst przetłumaczony z „The Economist” © The Economist Newspaper Limited, London, 2026

Tłumaczenie: Monika Bortnowska

Tytuł, śródtytuły, lead oraz skróty pochodzą od redakcji

  • „Financial Times”: Iran może wszcząć „wojnę tankowców”
  • Groźby Iranu przyniosły skutek. Tak chcą wpłynąć na świat i Biały Dom

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

Czytaj Dalej

Iran miał zaatakować myśliwiec F-35. Wojsko USA potwierdza

Bruksela. Donald Tusk o tym co ustalono w UE ws. ETS o ETS 2. Wskazał na Włochy

Wojna na Bliskim Wschodzie. Nowa fala aktów Izraela, odwet Iranu

Iran ma otrzymać wsparcie od sojusznika z Azji Środkowej. Tajemniczy konwój

Węgry blokują pożyczkę dla Ukrainy. Unia Europejska reaguje

Grenlandia. Media: Duńczycy szykowali się na wojnę o Grenlandię

Iran – USA. Nagła deklaracja Donalda Trumpa. „Nie wysyłam wojsk”

Chile. Polski turysta zapalił papierosa w parku narodowym. Zapłaci wysoką karę

Węgry wesprą USA w Zatoce Perskiej? Deklaracja bliskiego człowieka Orbana

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.