Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Świat

Wybory na Węgrzech. Rozpoczęło się głosowanie. Orban może stracić władzę

Przez Pokój Prasowy12 kwietnia, 20267 min odczytu

  • Węgry przeprowadzają wybory parlamentarne, z szacowaną rekordową frekwencją i wyjątkowo napiętą atmosferą polityczną.

  • Realną szansę na wejście do Zgromadzenia Krajowego mają trzy prawicowe ugrupowania: Fidesz-KDNP, TISZA oraz Mi Hazánk, przy czym przekroczenie progu przez tę ostatnią partię pozostaje niepewne.

  • Wysoka polaryzacja społeczeństwa oraz wzajemne oskarżenia głównych ugrupowań o możliwe fałszerstwa wyborcze i ingerencje zewnętrzne prowadzą do braku perspektyw na polityczny kompromis.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

Lokale wyborcze pozostają otwarte od szóstej rano, a oficjalne zakończenie głosowania zaplanowano na godz. 19. Najprawdopodobniej jednak, ze względu na ogromne zainteresowanie, praca wielu komisji zostanie wydłużona. O ile dokładnie? Tego na razie nie wiadomo. W tych wyborach padły już bowiem dwa rekordy: bezprecedensowa jest liczba obywateli chcących oddać głos za granicą (91 tys.), a także liczba osób, które pobrały zaświadczenia o prawie do głosowania poza swoim miejscem zamieszkania.

Z kolei w 106 okręgach jednomandatowych (JOW) o poselski mandat powalczy łącznie 639 kandydatów. Co ciekawe, 41 polityków wycofało się z wyścigu już po oficjalnym zarejestrowaniu ich kandydatur. Część z nich zrobiła to celowo, by przekazać poparcie partii TISZA – byli to m.in. kandydaci Koalicji Demokratycznej czy Partii Psa Dwuogoniastego. Równolegle o miejsca z ogólnokrajowej listy ubiega się pięć komitetów, z czego realne szanse na wejście do Zgromadzenia Krajowego mają trzy: walcząca o piąte z rzędu zwycięstwo koalicja Fidesz-KDNP, wspomniana TISZA oraz skrajnie prawicowa Mi Hazánk (Nasza Ojczyzna). Znamienne jest to, że wszystkie liczące się siły polityczne na Węgrzech reprezentują prawicę, a różni je jedynie stopień radykalizmu. Umownie najbliżej centrum plasuje się TISZA, dalej na prawo znajduje się Fidesz, a skrajny prawy biegun zajmuje Mi Hazánk.

Przekroczenie progu wyborczego przez tę ostatnią partię wcale nie jest jednak przesądzone. Jak ocenia Dániel Róna z ośrodka analitycznego 21 Research Center, im wyższa będzie ostateczna frekwencja, tym mniejsze są szanse skrajnej prawicy na wejście do parlamentu. W wywiadzie dla opozycyjnego portalu 24.hu Róna zwrócił uwagę, że elektorat Mi Hazánk znacznie rzadziej deklarował chęć udziału w głosowaniu. Tymczasem mobilizacja wśród zwolenników TISZY oraz Fideszu jest gigantyczna i według badań dobija do 90 proc.

Brak ciszy wyborczej na Węgrzech. Sobota pod znakiem wieców


Na Węgrzech nie obowiązuje cisza wyborcza, dlatego ogromne emocje towarzyszyły kampanii do samego końca. Fidesz i TISZA zakończyły wczoraj wieczorem swoje kampanie – Fidesz w Budapeszcie, TISZA w Debreczynie. Emocje będą także dzisiaj.

Jak wskazywałem w piątkowej analizie, liderzy głównych partii od dawna przygotowują swoje elektoraty na warianty ekstremalne. Z jednej strony mowa o podważeniu uczciwości głosowania i oskarżeniach o systemowe fałszerstwa (to narracja bliska zwolennikom TISZY), z drugiej – o z góry zakładanym braku akceptacji demokratycznego werdyktu i celowej destabilizacji ze wsparcie „zagranicznych agentów” (przed czym ostrzega Fidesz).

Wieczory wyborcze wystartują wraz z planowanym zamknięciem lokali i z pewnością potrwają do późnych godzin nocnych. Warto pamiętać, że w 2018 r. ostatnie obwody zamykano dopiero po godz. 23. Sztab partii TISZA na czele z Péterem Magyarem będzie śledził spływające od około godz. 20 wyniki podczas otwartego dla sympatyków spotkania na placu Batthyány, zlokalizowanym naprzeciwko gmachu parlamentu. Zoltán Kovács, rzecznik rządu, zasugerował w sobotę, że ten wybór nie jest przypadkowy – w razie niekorzystnego rezultatu tłum mógłby w kilka chwil przemieścić się pod pobliską kancelarię premiera (co w domyśle miało sugerować próbę jej siłowego szturmu). Z kolei Fidesz, tradycyjnie już, organizuje swój wieczór wyborczy w naddunajskim centrum Bálna (węg. Wieloryb). W przeciwieństwie do opozycji będzie to jednak impreza zamknięta.

Atmosfera wokół samego przebiegu głosowania jest niezwykle napięta. Już w sobotę obie strony wzajemnie oskarżały się o planowanie manipulacji przy urnach. Dodatkowy niepokój budzą analizy ekspertów do spraw wschodnich, którzy ostrzegają przed możliwymi prowokacjami w Budapeszcie, organizowanymi pod „fałszywą flagą”. Według tych doniesień w planowanie ewentualnych zamieszek – we współpracy z rosyjskim wywiadem wojskowym (GRU) – mieliby być zaangażowani dawni członkowie Berkutu, czyli specjalnych jednostek ukraińskiej milicji, które brutalnie tłumiły proeuropejski Majdan w 2014 r.

Wybory na Węgrzech. Co może się wydarzyć?


Węgry stały się w tych dniach swoistym „laboratorium wyborczym”, w którym zbyt wiele zmiennych wciąż pozostaje niewiadomymi. Z jednej strony do urn ma pójść znacznie więcej młodych ludzi, co powinno jednoznacznie faworyzować partię TISZA. W wyborach weźmie udział jakiś odsetek ludzi, którzy w ogóle nie znają świadomego życia bez Fideszu. Z drugiej – ogromny stopień skomplikowania ordynacji wyborczej, o którym pisałem na łamach Interii, każe podchodzić do jakichkolwiek kalkulacji z dużą dozą ostrożności.

  • Wybory na Węgrzech tuż-tuż. Kreatywna ordynacja wspiera Fidesz
  • Wybory na Węgrzech. Opozycja może wygrać, ale przegrać

Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada zwycięstwo ugrupowania TISZA, jednak bez zdobycia większości konstytucyjnej. Jak wskazywałem w piątkowej analizie, będzie to dla partii Pétera Magyara wyzwanie bez precedensu. W praktyce nie będzie on miał de facto wpływu na zmianę ustawodawstwa, którą obiecywał w kampanii, a która jest absolutnie niezbędna do odblokowania zamrożonych funduszy z Unii Europejskiej. Taka sytuacja oznacza wejście państwa w tryb permanentnej kampanii wyborczej – ewentualny paraliż prac rządu i nieuchwalenie budżetu państwa doprowadzi zapewne do rozpisania przedterminowych wyborów już w przyszłym roku.

Jeżeli różnica głosów między TISZĄ a Fideszem okaże się niewielka, możemy spodziewać się ostrego kryzysu powyborczego. W przypadku przegranej Fidesz z pewnością będzie kontestował wyniki, oskarżając o ingerencję w proces wyborczy podmioty zewnętrzne – przede wszystkim Unię Europejską i Ukrainę. W odwrotnym scenariuszu to TISZA, bazując na głębokim braku zaufania do instytucji państwowych, nie zaakceptuje werdyktu. Pojawią się wówczas zarzuty o zaangażowanie w wybory Rosjan oraz Amerykanów. Te ostatnie obawy podsycił w piątek wieczorem sam prezydent USA, Donald Trump, pisząc wprost: „Mój rząd jest gotowy wykorzystać całą potęgę gospodarczą Stanów Zjednoczonych, aby wzmocnić gospodarkę Węgier. (…) Z entuzjazmem zainwestujemy w przyszły dobrobyt, który wygeneruje dalsze przywództwo Orbána”.

O amerykańskim zaangażowaniu w tę kampanię pisałem już w listopadzie ubiegłego roku. Węgierski premier chwalił się wówczas, że wrócił z Waszyngtonu z „workiem pełnym dolarów”, a zawarte wtedy porozumienie finansowe, obejmujące „różne instrumenty”, pozwoli jego rządowi na realizację celów strategicznych. Piątkową deklarację Trumpa można jednoznacznie interpretować jako obietnicę alternatywnego finansowania Węgier w obliczu przedłużającej się blokady środków przez Komisję Europejską – co po ewentualnej wygranej Orbána prawdopodobnie by się utrzymało. Węgierska polityka pełna jest jednak paradoksów. Gdyby Fidesz utrzymał władzę i w tym scenariuszu na pewno stracił większość konstytucyjną, a w pewnym momencie faktycznie chciał znowelizować prawo blokujące unijne fundusze, musiałby prosić o poparcie… partię TISZA. Péter Magyar znalazłby się w pułapce: musiałby te projekty poprzeć, gdyż w przeciwnym razie zostałby oskarżony przez rządzących o celowe blokowanie unijnych miliardów dla Węgrów.

Węgry. Czy jest możliwy wariant masowych protestów?


Czy na Węgrzech możliwy jest scenariusz masowych, antyrządowych protestów, mimo że w tamtejszej kulturze politycznej brakuje silnej tradycji tego typu zrywów? Historycznie rzecz biorąc, nawet w latach osiemdziesiątych wolność nie została wywalczona na ulicach, a demonstracje ograniczały się do obchodów rocznic, obrony mniejszości w Rumunii czy sprzeciwu wobec budowy tamy Gabčíkovo-Nagymaros. W nowszej historii największe zamieszki z 2006 r. wywołane taśmami premiera Ferenca Gyurcsánya, nie wyszły poza Budapeszt, a rozlane na prowincję protesty przeciwko zmianom w kodeksie pracy z 2018 r. nie przyniosły politycznego przełomu.

Z perspektywy partii TISZA o ewentualnym sukcesie ulicznej mobilizacji zdecydują struktury terenowe i to, czy setki spotkań z wyborcami przekonały mniejsze ośrodki do poparcia Pétera Magyara. Na to pytanie wciąż nie ma jasnej odpowiedzi w przededniu ogłoszenia wyników wyborczych. Fidesz z kolei dysponuje potężną przewagą, opierając się na lojalnym zapleczu kadrowym i państwowej machinie logistycznej gotowej skutecznie bronić interesów partii rządzącej.

Stopień polaryzacji węgierskiego społeczeństwa osiągnął poziom bez precedensu, tworząc dwa nieprzenikające się światy. Widać to w badaniach społecznych: podczas gdy w elektoracie TISZY często dostrzega się zwolenników rządu, wyborcy Fideszu rzadko przyznają się do znajomości z sympatykami opozycji. Jak tłumaczy przywołany wcześniej Dániel Róna z ośrodka 21 Research Center, zwolennicy obozu rządzącego zamknęli się w szczelnych bańkach, obracając się niemal wyłącznie wśród osób o tożsamych poglądach.

Utrzymywanie tak ekstremalnego podziału społecznego niesie ze sobą ogromne ryzyko utraty kontroli nad nastrojami wewnętrznymi. Choć nie oznacza to natychmiastowego widma wojny domowej, Węgry zmagają się z głębokim rozdarciem obywateli, którego nie sposób będzie łatwo zszyć. Szanse na polityczny kompromis w najbliższej przyszłości są skrajnie niewielkie.

Sándor Kopácsi, szef policji w Budapeszcie w 1956 roku, opisywał czas antykomunistycznego zrywu w swojej słynnej książce „Trzynaście dni nadziei”. Dla jednych nadchodzące trzynaście godzin głosowania będzie czasem ogromnej nadziei, dla innych zaś – trzynastoma godzinami politycznej beznadziei.

  • Grupa z czarną przeszłością ma działać na Węgrzech. Kijów ostrzega
  • Zagraniczne wsparcie na ostatniej prostej. Orban dziękuje przyjaciołom

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

Czytaj Dalej

Wojna na Ukrainie. Tysiące naruszeń zawieszenia broni

Pielgrzymka Leona XIV. Jako pierwszy papież odwiedzi Algierię

Wybory na Węgrzech. Viktor Orban i Peter Magyar oddali głosy

Haiti. 30 osób zginęło w panice w turystycznej atrakcji Cytadeli Laferriere

Węgry. Rozpoczęły się wybrory. Lokale wyborcze otwarte

Negocjacje USA – Iranem zakończone fiaskiem. J.D. Vance wraca do kraju

Wybory na Węgrzech. Czy Victor Orban pójdzie do więzienia? Lider opozycji deklaruje

Donald Trump krytykowany przez sojuszników. MAGA podzielone ws. Iranu

Niemcy były wzorem dla Polaków. „FAS”: Te czasy bezpowrotnie minęły

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.