Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Lokalne

Referendum. Jak Aleksander Miszalski chce uratować fotel prezydenta?

Przez Pokój Prasowy20 kwietnia, 20266 min odczytu

Zaledwie dwa lata po objęciu urzędu Aleksander Miszalski staje przed najtrudniejszą polityczną próbą w karierze: obronienia stanowiska. Referendum w sprawie jego odwołania zaplanowano na 24 maja.

Nowa sytuacja wymusiła na jego otoczeniu stworzenie strategii, która nie tylko pozwoli mu przetrwać głosowanie, ale przede wszystkim zneutralizować politycznych przeciwników.

Trzy filary obrony. Po pierwsze: frekwencja


„Zachęcam was wszystkich do skorzystania ze swojego obywatelskiego przywileju. To wy zdecydujecie, kto będzie reprezentował miasto” – wygłaszał profrekwencyjne apele w marcu 2025 r. Aleksander Miszalski. Wówczas, przed wyborami uzupełniającymi do Senatu, miasto wydało blisko 67,5 tys. zł w mediach na kampanię mającą zachęcić do głosowania. Wybory ostatecznie wygrała partyjna koleżanka Miszalskiego, Monika Piątkowska.

Minął rok, a podejście Miszalskiego do frekwencji uległo radykalnej zmianie. W obliczu majowego referendum prezydent Krakowa otwarcie przyznaje: „Naszym zwycięstwem będzie niska frekwencja w referendum i wysoka w dniu każdych wyborów”. Tym razem miasto nie planuje wydawać ani złotówki na zachęcanie Krakowian do pójścia do urn. W urzędowej gazetce na próżno szukać informacji o głosowaniu.

– Frekwencja zadecyduje – mówi jeden z polityków z otoczenia Miszalskiego. I dodaje, że zniechęcenie mieszkańców do głosowania to jeden z filarów strategii mający obronić prezydenta Krakowa przed odwołaniem.

Pod pojęciem „mieszkańców” kryją się konkretne osoby. To wyborcy Koalicji Obywatelskiej z ostatnich wyborów samorządowych oraz młodzi ludzie. To właśnie oni mogą zdecydować o politycznym być albo nie być Miszalskiego. Z sondaży wynika, że spora część głosujących w ostatnich wyborach na polityka KO teraz zastanawia się nad jego odwołaniem. Z kolei młodzi mieszkańcy Krakowa wciąż wahają się, czy do referendum w ogóle pójść. Stronnicy Miszalskiego woleliby, żeby ci ludzie 24 maja zostali w domach.

– To nie przypadek, że Olek miał ostatnio kilka spotkań w ramach „ławek dialogów” w szkołach. Chodzi o pokazanie młodym, jak wiele dla nich zrobił i wsłuchanie się w ich głos – mówi inny polityk KO.

Dodatkowo lokalni działacze Koalicji Obywatelskiej na swoich oficjalnych kontach w mediach społecznościowych przekonują, że brak udziału w referendum też jest formą głosowania.

– Niegłosowanie też jest formą wyrażenia opinii. Referendum to nie wybory, to zupełnie inny akt demokracji. Pozostanie w domu to też pokazanie swojego stanowiska. Jeśli mieszkańcy zostaną w domu, to prezydent nie zostanie odwołany. Moim zdaniem będzie decydował elektorat Koalicji Obywatelskiej. To jest klucz. Wyborców prawicowych nie ma w mieście aż tylu, by ten elektorat o tym zadecydował – ocenia jeden z polityków KO, będący w stałym kontakcie z Miszalskim.

Jedna partia, różne podejścia. „Bo Kraków to nie Sopot”


Strategia Miszalskiego jest zgoła inna od tej, którą blisko dwie dekady temu zaprezentował były prezydent Sopotu Jacek Karnowski. Swego czasu stanął przed podobnym wyzwaniem – po tym, jak usłyszał prokuratorskie zarzuty, również stanął przed wizją odwołania. Tyle tylko że Karnowski zdecydował się na inną strategię – sam zachęcał do wzięcia udziału w referendum. Co więcej, osobiście zbierał podpisy pod wnioskiem referendalnym i z otwartą przyłbicą stawił czoła wyzwaniu.

Efekt? Do urn poszło 40 proc. mieszkańców, a referendum było ważne. Za pozostawieniem polityka na stanowisku głosowało ponad 8 tys. osób a blisko 4,9 tys. było przeciw. Ta historia często jest przypominana Miszalskiemu, który zdecydował się na inną strategię – zniechęcania do udziału w referendum.

– Wszyscy myślą o Sopocie i tym, co zrobił Karnowski. Tylko Kraków to nie Sopot. Sopot jest o wiele mniejszy. Karnowski zwykle wygrywał w pierwszej turze i nie miał silnego rywala. Karnowski mógł sobie pozwolić na zachęcanie do głosowania. Tu jest inaczej. Rozumiem, skąd u Olka przekonanie, że może go uratować tylko niska frekwencja. To jego strategiczny wybór. Z drugiej strony – gdyby zachęcał do głosowania, mógłby mieć problem, by zmobilizować wystarczającą liczbę własnych zwolenników – mówi jeden z krakowskich polityków.

Filar drugi: Ocieplanie wizerunku i łagodzenie przekazu


Tymczasem drugim z filarów strategii Miszalskiego jest ocieplanie wizerunku i łagodzenie przekazu. – Miszalski musi mówić o tym, co zrobił, co zamierza zrobić, co przez kolejne lata będzie robił – wymienia jeden z polityków.

– To trochę zabawna strategia, bo Olek dziś przyznaje rację nawet swoim krytykom. Łagodzi stanowisko. Próbuje usunąć punkty sporne, które mogłyby powodować mobilizację ludzi. To jest miękkie, ale szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie innej strategii. Miałby trzymać się za wszelką cenę swoich decyzji, które były nieprzemyślane? Z drugiej strony, nawet teraz, kiedy trzeba rąbnąć pięścią w stół, to tego nie robi – dodaje inny polityk.

Ocieplanie wizerunku ma jeszcze jeden aspekt. Brak zaangażowania ważnych polityków Koalicji Obywatelskiej w obronę Miszalskiego. W partii jest obawa, że zbyt aktywne włączenie się w kwestie referendalne mogłoby przynieść dokładnie ten sam efekt jak w przypadku Rafała Trzaskowskiego w kampanii prezydenckiej.

Słyszymy, że nienaturalne wsparcie centrali wywoła efekt przeciwny od oczekiwanego. Przeciwnicy Miszalskiego natychmiast wykorzystają ten mechanizm, by „skleić” prezydenta miasta z centralą partii rządzącej. To zresztą jeden z najczęściej podnoszonych zarzutów wobec prezydenta.

– Będą mówić, że Miszalski jest człowiekiem sterowanym z zewnątrz, że jest mocno związany z partią. To nie jest też czas na obietnice. Jeśli minister nie przywiezie worka z pieniędzmi na inwestycje, to nie będzie to prawdziwe – ocenia jeden z polityków Lewicy.

Dlatego też Miszalski idzie bardziej w „lokalność”. Pokazuje, że jest stąd, że jest elastyczny, potrafi przyznać się do błędu i cofnąć nieprzemyślane decyzje. Chce się zaprezentować jako człowiek zgody i rozmowy, który jest skłonny do ustępstw. Wszystko, co dziś robi, jest lepiej „opakowane” i bardziej przemyślane.

– Jego filmiki są lepiej oświetlone, bardziej przemyślane, podniosła się jakość. Ktoś mu pomaga, zainwestowali – przekonuje nasz rozmówca.

Pytanie jednak, czy to wystarczy?

Trzeci filar: Dyskredytacja przeciwników


Trzeci element strategii to próba zdyskredytowania organizatorów referendum. Jak wyjaśnia nam jeden z polityków, chodzi o pokazanie, że za organizacją referendum stoi „brunatna prawica”, która „chce chaosu i stagnacji w mieście”, a wszystkie polityczne opozycyjne siły sprzęgły się w spisku przeciwko Miszalskiemu.

– To jednak taka nieoficjalna strategia, prowadzona przez naszych działaczy i różne inne platformy. Na pewno jako miasto czy oficjalny profil prezydenta nie będziemy tego komunikować. To nie zdało egzaminu – mówi jeden z działaczy.

Jeszcze niedawno prezydent Krakowa określił inicjatywę mianem „referendum nienawiści” i pytał, „skąd ci biedni obywatele mają na to pieniądze”. Teraz, kiedy przeprowadzenie referendum jest prawie pewne, Miszalski zmienia ton: „Wiemy, że popełniliśmy błędy. Czas wyciągnąć wnioski”.

– Chodzi o to, aby pokazać prezydenta jako osobę, która wie co robi, a jednocześnie pokazać, że przeciwnicy polityczni to piromani z pudełkiem zapałek planujący podpalić Kraków – dodaje.

– To polityczne referendum prawicy. To środowisko czterech-pięciu formacji politycznych z tamtej strony. Niby to doraźny sojusz, ale po 24 maja srogo się rozczarują, bo nie ma szans na trwałą zgodę między nimi – przekonuje jeden z krakowskich polityków.

O tym, czy strategia okaże się właściwa, zdecydują wyborcy 24 maja, kiedy pójdą do urn referendalnych. Żeby referendum było ważne, w głosowaniu musi wziąć udział nie mniej niż 3/5 liczby biorących udział w wyborze prezydenta Krakowa, czyli 158 555 osób.

Chcesz porozmawiać z autorami? Napisz: [email protected]; [email protected] 

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

Czytaj Dalej

Bydgoszcz. Nie żyje czterolatek. Dziecko wypadło z balkonu

Kalisz. Ulica Henryka Kinastowskiego, dziadka prezydenta. Sąd zdecydował

Wiktorów. Śmiertleny wypadek na A2. Zderzenie ciężarówek, utrudnienia

Podkarpacie. Grzegorz Władyka: Budował mleczarskie imperium, trafił do więzienia. Niewinny?

Opacz-Kolonia. Wypadek na prywatnej posesji. Nie żyje sześciolatka

Szczecin – połączenie szpitali. Dziewięciu ginekologów odchodzi

Warszawa. „Monster truck” zatrzymany. Policja wyjaśnia powody interwencji

Poznań. Łapówki w Urzędzie Miasta? 11 osób zatrzymanych przez CBA

Strzyżów. Rozległy pożar w sortowni śmieci. Wydano alert RCB

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.