Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Wciąż trudno mówić o tragicznie zmarłym pośle Łukaszu Litewce mówić w czasie przeszłym.
Katarzyna Piekarska: Mam łzy w oczach, wracam wspomnieniami do dnia, gdy o nim usłyszałam.
Razem działaliście m.in. w Parlamentarnym Zespole ds. Ochrony Praw Zwierząt.
O jego działalności usłyszałam jeszcze jak był radnym, ktoś podrzucił mi o nim informację, że wydrukował banery, na których jest z psami ze schroniska. A później te banery przerobił na torby. Pomyślałam: jak fajnie, kolejna osoba będzie się zajmowała ochroną praw zwierząt.
Jakie zrobił wrażenie w Sejmie?
Z jednej strony – bardzo energiczny, z drugiej, nie wywyższający się, nie lansujący na siłę swojego wizerunku. Jakby znalazł się w Sejmie przy okazji, nadrzędnym celem były te zwierzęta. I bardzo mu kibicowałam. Nadawaliśmy na podobnych falach, ale nie do końca rozumiał na czym polega większość w Sejmie, że zawsze, nawet przy najszlachetniejszej idei, potrzeba większości. Wydawało mu się, że jak coś jest dobre, to wszyscy powinni zagłosować za. A życie też czasami to weryfikuje, więc on na początku był mocno zdziwiony, że sprawy zwierząt tak wolno idą.