-
Dmitrij Miedwiediew podczas wykładu w Moskwie stwierdził, że nasilająca się retoryka militarna w Europie może prowadzić do wojny z Rosją.
-
Były prezydent Rosji porównał obecną sytuację geopolityczną do okresu sprzed I wojny światowej i lat 30. XX wieku.
-
Miedwiediew wyraził satysfakcję z napięć między USA a Europą oraz podkreślił, że według niego jedyną drogą do rozwoju Rosji jest pełne zwycięstwo w wojnie z Ukrainą.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Dmitrij Miedwiediew wygłosił w czwartek wykład w Moskwie podczas federalnego maratonu edukacyjnego „Najpierw wiedza”. Polityk kontynuował propagandową narrację Kremla.
Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji mówił m.in. o „narastającej w Europie retoryce militarnej”. Według niego ciągłe powtarzanie, że wojna z Rosją jest nieunikniona może stać się samospełniającą się przepowiednią.
– Praktycznie wszyscy europejscy przywódcy mówią, że wojna jest nieunikniona. Rozumiecie, dokąd prowadzi ta droga. Jeśli będziecie to powtarzać codziennie, ona się zacznie. Pretekstów i powodów znajdzie się pod dostatkiem – grzmiał były prezydent Rosji.
Dmitrij Miedwiediew o traktatach pokojowych: Zazwyczaj nie działają
Miedwiediew odniósł się również do metod rozwiązywania sporów międzynarodowych. – Jarmarczne sztuczki nie sprawdzają się w geopolityce. Rozstrzyganie konfliktów przez zawieranie umów jest niemożliwe – stwierdził polityk.
Były rosyjski prezydent zwrócił również uwagę, że większość konfliktów na świecie nie kończy się wskutek zawarcia porozumienia, lecz kapitulacją jednej ze stron.
– Większość konfliktów na świecie nie jest rozwiązywana w drodze porozumienia. To dobrze, jeśli konsensus zostanie osiągnięty we wszystkich istotnych punktach porozumienia, ale konflikty zazwyczaj kończą się kapitulacją jednej ze stron. I to jest właśnie najskuteczniejsza metoda, jeśli chodzi o losy konfliktu – podkreślił Miedwiediew.
Napięcie w geopolityce. Miedwiediew: Powrót do lat 30. XX wieku
Pytany przez publiczność, do jakiego okresu w historii świata porównałby obecną sytuację geopolityczną na świecie, Dmitrij Miedwiediew odpowiedział, że do okresu sprzed I wojny światowej i lat 30. XX wieku.
– Obecnie jesteśmy w trakcie specjalnej operacji wojskowej (tak Rosja nazywa wojnę
z Ukrainą – red.). Niestety, bardzo często konflikt lokalny poprzedza konflikt globalny. Opierając się na tych przesłankach, porównałbym obecną sytuację do okresu sprzed I wojny światowej, a w pewnym stopniu również do lat 30. XX wieku, poprzedzających II wojnę światową – powiedział Miedwiediew.
Zauważył jednocześnie, że ludzkość zasadniczo nigdy nie toczyła globalnych wojen przed I wojną światową, ale w jej trakcie powstały czołgi, samoloty i nowoczesna artyleria, co „obaliło wszelkie wcześniejsze pojęcie wojny”. Według Miedwiediewa wojna zamieniła się w „maszynę do mielenia mięsa”, a ” Europa ukarała samą siebie”.
– To samo dzieje się teraz. Europejczycy mówią: wojna z Rosją jest nieunikniona. Nie wiem, skąd to wzięli, ale to powtarzana codziennie mantra – dodał.
Polityk wskazał również, że w czasie II wojny światowej w Europie trwał proces intensywnej militaryzacji, przede wszystkim w Niemczech, ale i w innych krajach gospodarka została nastawiona na produkcję ogromnych ilości sprzętu. – To samo dzieje się teraz – stwierdził Miedwiediew.
USA i Europa jak „pająki w słoiku”. Miedwiediew komentuje
Przewodniczący partii Jedna Rosja z satysfakcją komentował tarcia na linii Waszyngton-Bruksela. Użył przy tym rosyjskiego frazeologizmu o „pająkach w słoiku”, który oznacza zaciętą walkę o przetrwanie lub władzę między osobami, które są od siebie zależne lub znajdują się w tej samej sytuacji.
-To naprawdę zabawne obserwować, jak rozwijają się relacje między Stanami Zjednoczonymi a Europą (…). Fakt, że oni są teraz jak pająki w słoiku – szczerze mówiąc – cieszę się. Przyglądam się temu z wielkim zainteresowaniem. Jak to mówią: będziemy obserwować, zróbmy zapas popcornu – podsumował.
Polityk stwierdził także, że Europejczycy pragną śmierci Rosji. – (…) Jako prezydent, starałem się nawiązać stabilne relacje z Europejczykami. Myślałem, że rozumieją nasze obawy. Niestety, późniejsze wydarzenia pokazały coś zupełnie innego. Nie rozumieją wiele z tego, co mówimy, nie chcą nas słuchać i – szczerze mówiąc – chcą upadku naszego państwa – powiedział Miedwiediew podczas swojego wykładu.
Polityk przekonywał słuchaczy, że po upadku Związku Radzieckiego „praktycznie wszyscy, absolutnie wszyscy – od przywódców państwa po zwykłych obywateli – patrzyliśmy na nasze stosunki z sąsiadami, ze światem zachodnim, przez różowe okulary„.
Według niego wielu Rosjan wcześniej wierzyło, że Rosja powinna utrzymywać ciepłe stosunki z Zachodem ze względu na podobieństwa kulturowe i bliskość geograficzną. Jednak z biegiem czasu rozwój sytuacji geopolitycznej rozwiał te złudzenia – dodał.
– Nasz dzisiejszy konflikt ze światem zachodnim ma charakter egzystencjalny – to znaczy, jest kwestią naszego być albo nie być – dodał.
Miedwiediew powiedział również, że nie może powiedzieć z pewnością, że „mamy w Stanach Zjednoczonych absolutnego mediatora”, ale podkreślił, że sam fakt, iż próbują to robić, nie jest niczym złym, ponieważ „są pragmatyczni”. – Nawet wczorajsza rozmowa między naszym prezydentem Władimirem Putinem a Donaldem Trumpem to potwierdza – zaznaczył.
Rosja ma jasną strategię. „Pełne zwycięstwo w wojnie z Ukrainą”
Dmitrij Miedwiediew podkreślił, że jedyną szansą na rozwój kraju jest pełne zwycięstwo w wojnie z Ukrainą. To ono ma przynieść „stabilizację” i pozwolić na realizację obietnic socjalnych, takich jak wzrost wynagrodzeń, rozwiązanie problemów demograficznych, poprawa opieki zdrowotnej i edukacji.
– Cele pozostają te same, ale można je osiągnąć tylko wtedy, gdy cel operacji zostanie zrealizowany – podsumował polityk, zaznaczając, że przed Rosją wciąż pozostaje „wiele do zrobienia” zarówno na froncie, jak i na tyłach.
– Większość naszych ludzi czeka na jedno: zwycięstwo. To jest najważniejsze – podkreślił.
-
Miedwiediew straszy Europę „potworną pułapką”. „Nie chodzi już o Trumpa”
-
Miedwiediew mówił o konflikcie globalnym. „Nie jesteśmy szaleni”