Marta Kurzyńska, Interia: Jaki sygnał w sprawie obecności żołnierzy amerykańskich w Europie, w tym w Polsce, wysyła USA?
Gen. Roman Polsko, były dowódca GROM: – Tak naprawdę nie dowiedzieliśmy się niczego, co wyjaśniałoby brak komunikacji, zarówno dyplomatycznej, jak i wojskowej.
To martwi pana bardziej niż zapowiadane opóźnienia w rotacji żołnierzy?
– Opóźnienia mogą się zdarzać. To jest normalna sprawa, więc nie ma powodu, by wpadać w panikę. Problemem jest to, że w tej sprawie brakowało jakiejkolwiek informacji. Wrażenie pokrywające się z rzeczywistością jest takie, że zarówno politycy, jak i wojskowi o planowanych rotacjach dowiadują się z mediów.
– To też pytanie o poziom relacji w ramach struktur NATO. Jest mnóstwo ogniw, które pozwalają się komunikować. Są relacje personalne, są placówki dyplomatyczne. Tymczasem poza poklepywaniem po plecach i powiedzeniem „jesteście wspaniali”, nie ma żadnych konkretów ze strony amerykańskiej.
Do kogo ma pan największe pretensje o brak tych konkretów?
– Jeżeli dyplomaci utrzymują stałe relacje, powinni czuć intuicyjnie, że coś jest nie tak; że kontakt słabnie; że nie ma szczerych rozmów. Tu jest problem. Nie wystarczą formalne kontakty. Putin się cieszy, że w relacjach transatlantyckich zasiano ziarno niepokoju. Jest brak pewności, brak wiarygodności, brak zaufania, brak komunikacji. To jest najgorsze w całej tej sprawie.
– Problem polega na tym, że minister Kosiniak-Kamysz bardziej zajmuje się poprawianiem słupków poparcia swojej partii niż kierowaniem MON. Zamiast jasnego przekazu mamy dziwne przepychanki. Wicepremier zamiast mówić o tym, kiedy, jak i kto zawinił i jak to będzie naprawione podkreśla, że na Polskę można liczyć.
Nie warto tego podkreślać?
– To są ogólniki. Słowa, które są oczywiście ważne w tego typu przemówieniu, ale daleko odbiegają od twardego stąpania po ziemi, którego nas uczył prezydent Trump.
Czyli powinniśmy grać w jego grę?
– Skoro prezydent Trump mówi zwykle o polityce transakcyjnej w konkretny, wyrazisty sposób, to dlaczego po naszej stronie nie ma takiej konkretnej, jednoznacznej zapowiedzi?
Trump pozwala sobie na tyle, na ile my mu pozwalamy?
– Amerykanie redukują swoją obecność w Europie i to jest niekorzystne z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa. Dla nas kluczem do bezpieczeństwa nie jest tylko obecność amerykańska w Polsce, ale też obecność amerykańska w strukturach NATO.
Oczekiwał pan, że otrzymamy na tym etapie jasną informację od Donalda Trumpa, czy i kiedy amerykańscy żołnierze trafią do Polski? Bo słyszymy od JD Vance`a, że może zostaną wysłani do Polski, a może trafią gdzie indziej.
– To jest ten problem. Słyszymy ogólniki, które bardzo często politycy rzucają po to, żeby wygasić zainteresowanie tematem.
W tym przypadku też chodzi o to, by wygasić zainteresowanie?
– Wojsko słynie z tego, że jest strukturą, gdzie ważna jest dyscyplina czasowa. Tu wypowiedzi powinny być zwięzłe. I niedobrze, że w kwestiach strategicznych z punktu widzenia bezpieczeństwa Rzeczypospolitej mówimy nowomową, która nic nie wnosi.
Czyli brakuje nam twardości w tych relacjach?
– Brakuje konkretnych wypowiedzi takich, które rozwiewałyby wątpliwości i nie mogłyby być pożywką dla botów i rosyjskich trolli. Albo ich polskich naśladowców, którzy dalej sobie pogrywają. Relacje wojskowe powinny być wyjaśniane między partnerami, zanim trafią do mediów. A kiedy już trafiły do mediów, to trzeba tę bombę rozbroić. Nie rozbroi się jej klepaniem po plecach i wypowiedziami w stylu: „a może, a później, a jest tak, a wy jesteście wspaniali”.
Może wszyscy robią dobrą minę do złej gry, bo tak naprawdę nikt nie wie, jaki będzie kolejny ruch Donalda Trumpa.
– Nie ma co przyjmować strategii strusia i udawać, że wszystko jest wspaniale; że prezydent Trump powie: „Jestem z wami”, bo nie wiadomo z jakim snem się jutro rano obudzi. Trzeba twardo stąpać po ziemi. Odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcemy być głaskani po główce, czy być traktowani podmiotowo.
Prezydent Nawrocki powinien w takiej sytuacji skontaktować się bezpośrednio z prezydentem Trumpem? Waszyngtońska misja wiceministrów obrony i szefa sztabu generalnego to za mało?
– W takiej sytuacji nie wysyła się dwóch wiceministrów i szefa sztabu generalnego. Oni sobie robią „sweet focie” z każdym kogo spotkają, żeby pokazać, że wszystko jest dobrze. Nie da się w trybie alarmowym budować osobistych relacji. Jeżeli zaniedbano to wcześniej i wymieniano się tylko formalnymi pismami z Amerykanami, to teraz pod presją czasu, rewolucji naprawdę się nie zrobi.
A prezydent Nawrocki mógłby odnieść sukces na tym polu?
– To zwierzchnik Sił Zbrojnych, Karol Nawrocki, podkreślał, że ma świetne relacje z prezydentem Trumpem. Powinien w krótkiej rozmowie uciąć to wszystko. Zadzwonić i powiedzieć mu: „Słuchaj, Donald, nie rób nam takich rzeczy”. Gdyby teraz prezydent Trump, czy jego rzecznik prasowy stwierdził jednoznaczne, że ta grupa żołnierzy pozostanie w Polsce i że USA gwarantują Polsce bezpieczeństwo, nie byłoby spekulacji.
Ale z jakiegoś powodu to zapewnienie nie pada.
– Nie wiem czy z tego powodu, że pan prezydent Trump nie ma czasu, ale to też świadczyłoby jednak o lekceważeniu czegoś, co dla Polski jest szalenie istotne. Bo za nasza granicą toczy się wojna. Rosja grozi eskalacją czy testowaniem art. 5. Tymczasem priorytety amerykańskie, czy wypowiedzi mówiące o tym, że te siły nie przybędą do Polski, bo na razie będą gdzieś indziej, są co najmniej mętne i dają Rosji do myślenia.
Premier i szef MON grają tymi kartami, mówiąc, że bezpieczeństwo Polski to bezpieczeństwo Europy. Nieskutecznie?
– Logika amerykańska jest taka, że skoro Polska jest liderem w zbrojeniu, to właściwie już sobie sama da radę.
Wcześniej USA obiecywały, że będą to premiować.
– Tak, z jednej strony była zapowiedź pomagania tym krajom, które inwestują w zbrojenia, a z drugiej strony słyszymy wypowiedź, że skoro zainwestowaliście, to my już wam nie musimy pomagać.
– Nie do końca, bo w tej sytuacji zbrojenie i tak nam się opłaca. A w sprawie relokacji nie wpadałbym w panikę, nie robiłbym z tego strasznej afery. Z pewnością Polska musi wykorzystywać dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi, bo musimy sobie zdawać sprawę, że Polska to nie jest Izrael, gdzie w krótkim czasie Amerykanie przerzucą kilka lotniskowców.
Czyli musimy dbać o gwarancje szybkiego działania?
– Polskie bezpieczeństwo, zgodnie też ze strategią amerykańską, jest bardzo mocno powiązane z bezpieczeństwem europejskim. Przede wszystkim kraje północno-wschodniej flanki NATO, Szwecja, Finlandia, Rumunia, kraje bałtyckie – to one tutaj chcą działać razem. To nam daje siłę i powoduje, że możemy rzeczywiście być spokojni o nasze bezpieczeństwo.
I razem jesteśmy mocniejsi w politycznym przeciąganiu liny z Donaldem Trumpem?
– Kiedy trzymamy się razem, prezydent Trump zdaje sobie sprawę, że w koncercie mocarstw nie może rozmawiać tylko z wybranymi krajami Europy, bo w kwestiach bezpieczeństwa jesteśmy jednym organizmem.
Rozmawiała Marta Kurzyńska.