-
Filip Głowacz z Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK wyjaśnia, że znaczna część internetowych trolli to zwykli internauci szerzący dezinformację.
-
Trolle wykorzystują kontrowersyjne i fałszywe treści, aby wpływać na opinię publiczną i wspierać określone narracje, przy czym część z nich działa zawodowo lub dla zysków.
-
Według eksperta dużą rolę odgrywają także użytkownicy, którzy nieświadomie powielają dezinformację, dlatego zalecane jest krytyczne podejście do informacji w sieci.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Trolling to metoda połowu ryb polegająca na ciągnięciu przynęty za płynącą łodzią. Tak ciągnięta przynęta ma imitować ruch ryby i sprowokować do ataku morskie drapieżniki. Obecnie pojęcie trollingu znacznie częściej kojarzone jest jednak z działalnością w przestrzeni internetowej. Choć sposób działania jest inny, to założenie jest podobne. Troll, będący odpowiednikiem wędkarza, zarzuca przynętę w postaci treści budzących kontrowersje, a często również dezinformacyjnych, by zwabić i złapać nieświadomą ofiarę.
Początkowo internetowy trolling był stosunkowo niewinnym zjawiskiem, które kojarzyło się przede wszystkim z żartami. Obecnie stał się on jednak znacznie bardziej niebezpieczny. Jest bowiem wykorzystywany, by pogłębiać podziały społeczne, skłaniać ludzi do popełniania przestępstw, a nawet wpływać na procesy demokratyczne i kształtować nastroje społeczne.
Dlatego też trolle są chętnie wykorzystywane przez państwa do prowadzenia wojen informacyjnych.
Kim są internetowe trolle i jak działają
Trolling stał się w internecie na tyle powszechnym zjawiskiem, że właściwie każdy użytkownik portali społecznościowych takich jak X, Facebook, Instagram czy YouTube styka się z nimi na co dzień.
Trolle internetowe to osoby rozpowszechniające informacje budzące kontrowersje lub siejące dezinformację.
Przykłady tego typu działań widoczne były doskonale podczas niedawnej kampanii przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech, gdy tamtejszy internet zalewany był fałszywymi informacjami mającymi na celu ukazanie rzekomych antywęgierskich działań obywateli Ukrainy. W ten sposób wspierana była narracja rządu w Budapeszcie, którego relacje z Kijowem były niezwykle napięte. Dziennikarskie śledztwo wykazało, że za tego typu treściami stały trolle z powiązanej z Kremlem sieci „Matrioszka”.
– Trolle to realni ludzie, osoby obsługujące konta. Mamy zawodowych operatorów farm trolli, którzy pracują według zadań i instrukcji. Mamy aktywistów ideologicznych, którzy takie narracje rozpowszechniają z przekonania. Mamy oportunistów, którzy robią to tylko i wyłącznie dla zasięgów i pieniędzy. W końcu mamy też zwykłych użytkowników, którzy często sami nie zdają sobie sprawy z tego, że uczestniczą w szerszej operacji dezinformacyjnej – tłumaczy w rozmowie z Interią Filip Głowacz z Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK.
Trolling jako sposób zarobku
Jak się zarabia w tej „branży”? – Są osoby, które prowadzą swoje własne kanały, zarabiają na kliknięciach na YouTube. Żyją z głoszenia takich treści i robią to sami dla siebie – twierdzi Filip Głowacz.
Jednocześnie istnieją zawodowe fabryki trolli, takie jak rosyjska Agencja Badania Internetu założona przez nieżyjącego już Jewgienija Prigożyna, który stał również za osławionymi najemnikami z Grupy Wagnera. W takich miejscach trolle zatrudniani są na etat.
– Stawki się różnią w zależności od kraju, gdzie dochodzi do takiego procederu. Inne będą stawki w Rosji, inne w Wielkiej Brytanii, gdzie też była fabryka trolli w 2022 roku. Zupełnie inne zaś w Azji. Zarobki dostosowane są do lokalnego rynku – mówi ekspert NASK.
Zdarzają się również przypadki wyszukiwania chętnych do trollingu w innych państwach. – Taka sytuacja miała miejsce w Wielkiej Brytanii, gdzie z wykorzystaniem Telegrama Rosjanie rekrutowali Brytyjczyków i koordynowali ich działania – wspomina Głowacz.
Ty też możesz zostać trollem
Dużą grupę trolli stanowią zwykli internauci. – W takim przypadku mówimy często o tzw. misinformacji, czyli rozpowszechnianiu nieprawdziwych lub mylących treści bez świadomego zamiaru manipulacji. W odróżnieniu od dezinformacji nie jest to celowe działanie mające na celu wprowadzenie odbiorców w błąd – tłumaczy Filip Głowacz.
– Mechanizm opiera się na tym, że trolle tworzą narrację i wrzucają ją do sieci. Do tego dochodzą boty, które to publikują. Cały myk polega na tym, żeby stworzyć narrację, która tak zagra na emocjach zwykłych użytkowników, żeby oni sami zaczęli ją rozpowszechniać – dodaje ekspert.
Jak więc nie zostać internetowym trollem? – Większość sensacyjnych rzeczy w mediach społecznościowych powinno budzić naszą czujność. Trzeba sprawdzać, kto udostępnia dane treści. Czy jest to znane medium, ekspert lub instytucja? A może anonimowy profil, publikujący skrajne lub sensacyjne materiały. A może zwykły użytkownik, który mógł bezrefleksyjnie powielić fałszywą informację – mówi Filip Głowacz.
Według naszego rozmówcy niezwykle ważne jest to, by na informacje pojawiające się w internecie patrzeć krytycznie. – Trzeba sprawdzać wszystko na chłodno. Tego typu treści mają w nas wywoływać emocje, bo wtedy mniej myślimy, a więcej działamy – tłumaczy. Najlepiej zawsze zadać sobie pytanie kontrolne: kto i po co publikuje dane treści.
– Nie ma złotego środka. Chodzi o wyrobienie sobie dobrych nawyków – podsumowuje ekspert.
-
Dowództwo dostaje nieprawdziwe raporty. Wojskowy o niebezpiecznej metodzie
-
Atak szpiegowski na niemiecki rząd. Media: Za kampanią może stać Rosja