Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Polska

Dezinformacja w kampaniach wyborczych. Politycy kłamią, „bo mogą”

Przez Pokój Prasowy2 czerwca, 20269 min odczytu

  • Ekspert Mirosław Oczkoś uważa, że politycy kłamią z powodu poczucia bezkarności, a zjawisko dezinformacji jest nasilone szczególnie podczas kampanii wyborczych, zarówno w Polsce, jak i na świecie.

  • W artykule opisano przykłady rozpowszechniania dezinformacji i fake newsów przez polityków w Polsce, na Węgrzech oraz w Stanach Zjednoczonych, które wpływały na przebieg wyborów i postrzeganie kandydatów.

  • Eksperci zauważają, że kampanie wyborcze sprzyjają stosowaniu fałszywych informacji, a konsekwencje dla wizerunku polityków są ograniczone, ponieważ ich wyborcy często nie reagują na dementi czy sprostowania.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie

Jarosław Kaczyński po wyborach parlamentarnych na Węgrzech odmówił złożenia gratulacji nowemu premierowi Peterowi Magyarowi. – Mówiłem o jego niebywałych wyczynach w życiu prywatnym. Takich, które każdego człowieka powinny z życia publicznego natychmiast eliminować – tłumaczył swoją decyzję w rozmowie z dziennikarzami.

Prezes PiS został zapytany, o jakie „niebywałe wyczyny” mu chodzi. – Na przykład to, co opisuje jego żona – że upiekł szczenię – odpowiedział.

Kaczyński dał się złapać na fake newsa, który pojawił się w internecie tuż przed wyborami na Węgrzech. Znalazł się on w artykule na portalu Magyar Hirek 24, którego autor twierdził, że była żona lidera partii TISZA Judit Varga opublikowała niedawno książkę, w której opisała, jak Magyar upiekł psa w kuchence mikrofalowej. Szybko okazało się jednak, że żadnej autobiografii nigdy nie było,. Potwierdziła to sama zainteresowana, a portal, na którym pojawiła się ta informacja, został założony zaledwie tydzień wcześniej.

Ostatecznie prezes PiS przyznał się do błędu i przeprosił za rozpowszechnianie fałszywych informacji. Incydent ten pokazał jednak wyraźnie, jak dezinformacja wykorzystywana jest przez polityków, zwłaszcza gdy muszą oni walczyć o głosy wyborców.

Dezinformacja na usługach Viktora Orbana


Incydent z psem w mikrofali nie był jedynym przejawem dezinformacji w węgierskiej kampanii wyborczej. Podobnych fałszywych oskarżeń wobec Petera Magyara było więcej. Jedna ze stron internetowych przekonywała przykładowo, że miał on przemycić 16,7 mln dolarów w gotówce z Ukrainy do Londynu.

Partia Fidesz Viktora Orbana swoją kampanię wyborczą w dużej mierze opierała nie tylko na atakach na Magyara, ale również na konflikcie z Ukrainą. Twierdzono, że Kijów celowo blokuje rurociąg Przyjaźń, by wywołać na Węgrzech kryzys, który zaszkodziłby rządowi przed wyborami. W całym kraju pojawiły się plakaty wyborcze ukazujące Wołodymyra Zełenskiego jako zagrożenie. Twierdzono, że opozycja, jeśli wygra, może wciągnąć Węgry do wojny z Rosją oraz chętnie będzie przekazywać węgierskie pieniądze na wsparcie dla Ukraińców.

Nic więc dziwnego, że przedwyborcza dezinformacja prezentującego prorosyjskie stanowisko Viktora Orbana zyskała poparcie Moskwy. W jej propagowanie zaangażowała się nawet powiązana z Kremlem sieć internetowych trolli Matrioszka.

W mediach społecznościowych pojawił się m.in. fikcyjny materiał głoszący, że ukraiński uchodźca został zatrzymany w Paryżu po tym, jak próbował wrzucić granat na teren węgierskiej ambasady. W internecie opublikowano również nagranie na temat śledztwa przeprowadzonego rzekomo przez Euronews i Human Rights Watch, zgodnie z którym ukraińscy uchodźcy dokonali ponad tysiąca ataków na obywateli Węgier. W rzeczywistości nigdy takiego śledztwa nie przeprowadzono. Sam Orban nakazał nawet wzmocnienie ochrony obiektów infrastruktury krytycznej, uzasadniając to możliwym zagrożeniem ze strony Ukraińców.

Celem kampanii dezinformacyjnej na Węgrzech było zdyskredytowanie opozycji oraz próba zastraszenia obywateli konsekwencjami wyboru Petera Magyara na premiera. Mimo ogromnej skali operacji, Fideszowi nie udało się osiągnąć celu. W kwietniowych wyborach doznał on druzgocącej porażki, TISZA zdobyła w parlamencie większość konstytucyjną, a Magyar został nowym premierem.

Kłamstwa i teorie spiskowe Donalda Trumpa


Podobna sytuacja miała miejsce również w Stanach Zjednoczonych podczas kampanii wyborczej w 2024 roku.

Jednym z głównych punktów programu Donalda Trumpa było drastyczne ograniczenie napływu migrantów do kraju oraz wyrzucenie z USA tych, którzy łamią prawo lub przebywają w nim nielegalnie. Aby zyskać społeczne poparcie dla tych działań, ukazać konieczność zajęcia się sprawą i uderzyć w zajmującą się migracją w ówczesnej administracji Kamalą Harris, która była rywalką Trumpa, kandydat republikanów chętnie posługiwał się fałszywymi informacjami, wymierzonymi m.in. w Haitańczyków.

– W Springfield w Ohio jedzą psy. Migranci jedzą koty. Jedzą zwierzęta domowe innych mieszkańców – twierdził Trump w jednej z debat przedwyborczych w stacji ABC. Podobne oskarżenia wobec Haitańczyków ze Springfield wygłaszał również kandydat na wiceprezydenta J.D. Vance. Doniesienia o Haitańczykach jedzących zwierzęta domowe swoich sąsiadów pojawiły się wcześniej w mediach społecznościowych. Szybko jednak władze Springfield przekazały, że nie ma żadnych dowodów na poparcie tezy tak chętnie głoszonej przez republikanów.

W mediach społecznościowych pojawiło się również nagranie, na którym mężczyzna twierdził, że jest Haitańczykiem, który przybył do USA pół roku temu. Mówił on, że w ciągu sześciu miesięcy nie tylko otrzymał on amerykańskie obywatelstwo, ale też głosował na Kamalę Harris i to dwukrotnie: najpierw w hrabstwie Gwinnett, a następnie w hrabstwie Fulton w Georgii. Nagranie, które miało uderzać w migrantów, a dodatkowo budzić wrażenie, że wybory mogą być fałszowane na niekorzyść Trumpa, okazało się być fałszywym i stworzonym przez Rosjan.

W internecie pojawiały się również tzw. deepfaki, zdjęcia stworzone przy użyciu sztucznej inteligencji, które nie przedstawiają prawdziwych sytuacji. Na jednym z nich Donald Trump jest otoczony przez grupę czarnoskórych amerykanów, a podpis zachęca innych afroamerykanów do głosowania na niego. Inne przedstawiało z kolei rywalkę Trumpa Kamalę Harris w stroju kąpielowym w objęciach Jeffreya Epsteina. „Stare zdjęcia nie kłamią” – brzmiał podpis pod zdjęciem.

Trump już wcześniej wielokrotnie głosił teorie spiskowe i kłamstwa. Podczas kampanii prezydenckiej w 2016 roku propagował teorię spiskową, zgodnie z którą Barack Obama w rzeczywistości nie urodził się na Hawajach lecz w Kenii i nie miał on prawa kandydować na urząd prezydenta USA.

Z kolei w 2020 roku, gdy przegrał wybory z Joe Bidenem, twierdził, że zostały one sfałszowane, a w rzeczywistości to on zwyciężył. Tezę tę głosi do teraz. W ostatnich sześciu miesiącach naliczono co najmniej 107 przypadków, gdy stwierdził, że wybory w 2020 roku zostały ukradzione. – Gdyby Jezus Chrystus zszedł na Ziemię i przeliczył głosy, to wygrałbym w Kalifornii – powiedział. Niestety dla niego, Jezus nie liczył głosów, a Trump przegrał 29 pkt. proc. Na potwierdzenie żadnej z tez głoszonych przez prezydenta USA nie przedstawiono nigdy dowodów.

Dezinformacja w polskiej kampanii wyborczej


Również w Polsce dezinformacja i fake newsy powszechnie pojawiają się w kampaniach wyborczych. Widać było to w trakcie ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej. Część dezinformacyjnych przekazów mogła być powiązana z Rosją, jak chociażby te promujące na prezydenta Macieja Maciaka.

Sami politycy również jednak nie unikali kłamstw. Organizacja fact-checingowa Demagog w trakcie kampanii prezydenckiej zweryfikowała 185 wypowiedzi polityków. Jak się okazało, 35,7 proc. z nich było fałszywych, a 21,6 proc. manipulacyjnych. Większość z tych wypowiedzi, bo 132, to słowa samych kandydatów. Aż 43,18 proc. ich twierdzeń było fałszem lub manipulacją.

Mówiono m.in. o tym, że rząd przyjmuje do Polski tysiące „nielegalnych migrantów”, głównie z Niemiec, że Ukraińcy są ogromnym finansowym obciążeniem dla Polaków, czy że Europejski Zielony Ład doprowadzi polskie społeczeństwo do biedy.

Grzegorz Braun fałszywie twierdził, że po wybuchu wojny w Ukrainie, większość Ukraińców uciekała do Rosji.Sławomir Mentzen kłamał, że lewicowe władze w Szkocji zakazały obywatelom modlitwy we własnych domach. Karol Nawrocki twierdził niezgodnie z prawdą, że rząd Platformy Obywatelskiej w 2011 roku planował w razie ataku na Polskę oddać bez walki niemal całą wschodnią część kraju i ustanowić linię obrony na Wiśle. Rafał Trzaskowski kłamał, że nie obiecywał kwoty wolnej od podatku w wysokości 60 tys. zł. Magdalena Biejat mówiła, że Unia Europejska wydaje więcej na rosyjskie paliwa kopalne, niż na pomoc Ukrainie, co również nie było prawdą.

To tylko kilka przykładów, które jednak pokazują, że polscy politycy w kampanii chętnie kłamali i robił to niemal każdy, niezależnie od tego, którą partię reprezentował.

Kampania wyborcza to czas na kłamstwa


O tym dlaczego politycy tak chętnie kłamią w kampaniach wyborczych zapytaliśmy ekspertów.

– Każda kampania wyborcza to okres szczególnie narażony na dezinformację. Po wypowiedziach polityków widać, że wybierają sobie na ten czas kilka konkretnych tez i narracji, do których nieustannie wracają. Część z nich jest fałszywa. Jeśli mimo weryfikacji jasno pokazujących, że mamy do czynienia z fałszem lub manipulacją, politycy powtarzają te tezy i wracają do tych narracji, oznacza to, że najprawdopodobniej świadomie oszukują swoich wyborców, czyli dezinformują, albo z innych przyczyn nie chcą przyjmować najlepszej wiedzy w danym zakresie – twierdzi Marcin Kostecki, redaktor naczelny Demagog.

Według niego trudno jednoznacznie określić, dlaczego politycy tak często posługują się fałszem w trakcie kampanii wyborczych. – Może to wynikać z braku lepszych argumentów na podważenie zaufania do przeciwnika lub pokazanie siebie w jak najlepszym świetle. Przyczyną może być też potrzeba uproszczenia i przejaskrawienia przekazu z myślą o „przeciętnym odbiorcy”, którego polityk postrzega jako osobę średnio rozgarniętą i podatną na emocje. Nie wykluczam także szczerego przekonania wśród części polityków, że jakiś fałszywy przekaz jest prawdą – mówi.

Z kolei Mirosław Oczkoś, ekspert od marketingu politycznego zwraca uwagę, że politycy kłamią „bo mogą”. Według niego nawet złapanie polityka na kłamstwie nie rodzi dla niego żadnych konsekwencji politycznych. – Politycy mają poczucie bezkarności. Przekaz jest ustawiony do wyznawców jednej, czy drugiej strony. Wyznawcy nie rozliczają z tego, co było, tylko przyjmują wszystko na wiarę – twierdzi.

Według niego większość zarówno polityków, jak i wyborców „jedzie na emocjach”, a nie na faktach. – Jak się przyklei coś emocjonalnego, a w emocjach przestajemy myśleć racjonalnie, to wtedy żadne racjonalne argumentacje nie trafiają – mówi Oczkoś.

Kłamstwa rysą na wizerunku polityków?


Marcin Kostecki twierdzi, że „przyłapanie na fałszu to ciągle spore ryzyko dla wizerunku polityka”. – Myślę, że przynajmniej część polityków stała się bardziej ostrożna w formułowaniu przekazu dla swoich odbiorców i robi to tak, by nie można było jej zarzucić fałszu lub manipulacji – mówi i zwraca uwagę, że w ostatniej kampanii prezydenckiej niektórzy politycy korygowali swoje wypowiedzi, gdy zostało im udowodnione kłamstwo.

– Chciałbym jednak zauważyć, że odchodzenie od fałszu nie musi oznaczać rezygnacji z chwytów propagandowych. To na przykład skupianie uwagi odbiorców na negatywnych aspektach jakiegoś obszaru, z pominięciem szerszego obrazu rzeczywistości. To również prezentowanie skrajnie negatywnych lub pozytywnych wizji przyszłości, przy użyciu sztucznej inteligencji. Odpowiadanie na takie chwyty jest trudniejsze, bo polityk zawsze może się bronić, że posługuje się faktami lub tylko coś ilustruje – mówi i dodaje, że „szeroko pojęta propaganda jest znacznie trudniejsza do usunięta z rywalizacji politycznej i raczej pozostanie z nami na zawsze„.

Inaczej na sprawę patrzy Mirosław Oczkoś. Według niego „politykom bardzo rzadko się przykleja łatkę kłamcy”, a korygowanie wypowiedzi po fakcie „już nie ma znaczenia”. – Dementowanie czy fact-checking przypomina sprostowania na ostatniej stronie gazety po dwóch latach od procesu – mówi.

– Polityka została gałęzią show-biznesu, a w show-biznesie panują inne reguły. Niestety taka jest prawda. Polityk, który ma trzecią żonę krzyczy, że trzeba zakazać rozwodów, albo że nie może być związków partnerskich, ponieważ rodzina jest najważniejsza. To jest absolutnie sprzeczne, ale są wyznawcy, którzy dobrze na to reagują – twierdzi.

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

Czytaj Dalej

Ostrzeżenie GIS. Toksyczne metale wykryte w szklankach. „Nie używać”

Prognoza pogody na wtorek. Nadchodzą burze z ulewami

Raport ABW. Kto jest najbardziej zagrożony w sieci?

Sprawa sędziów TK. Do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka trafi skarga

Bartosz Cichocki zwrócił ukraińskie odznaczenie. To protest ws. upamiętnienia UPA

PiS zwołuje spotkanie. Na agendzie dwa tematy, „przecież kampania już trwa”

Zatrzymany adwokat to brat radnego PiS. Wojciech Zabłocki potwierdza

Burze w Polsce utrzymają się w najbliższych dniach. Planują masę ostrzeżeń

Generał Ireneusz Nowak nowym dowódcą operacyjnym rodzajów Sił Zbrojnych

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.