Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Świat

Polska i Ukraina w cieniu UPA. Pojednania nie ma i nie będzie?

Przez Pokój Prasowy8 czerwca, 20265 min odczytu

Ogólnonarodową debatę wywołała decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy honorowe miano „Bohaterów UPA”.

W Polsce wszystkie partie i czołowi politycy nie kryli oburzenia, wskazując, że upamiętnianie formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej jest nie do przyjęcia.

Oczywiście Warszawa nie ma skutecznych narzędzi ingerencji w decyzje Kijowa dotyczące ukraińskiej polityki pamięci, jednak najnowsze napięcie w relacjach dwustronnych zawiodło nasze zrozumiałe oczekiwania pewnego politycznego zadośćuczynienia. Dla wielu z nas indywidualna pomoc wschodnim sąsiadom, bandycko zaatakowanym przez Federację Rosyjską, była naturalnym odruchem.

Sądziliśmy, że po wspólnym przeżyciu tamtych dramatycznych chwil władze Ukrainy wykażą się zrozumieniem, iż odnalezienie i godny pochówek ofiar UPA stanowi dla Polek i Polaków moralny obowiązek. Przeciąganie poszukiwań zbiorowych mogił na Wołyniu, połączone z gloryfikowaniem zbrodniarzy, całe polskie społeczeństwo odczuwa jako dotkliwą obelgę.

Polska i Niemcy wytyczyli szlak pojednania


Rodzi się w tym miejscu pytanie, czy w obecnych i przyszłych warunkach trwałe oraz szczere pojednanie między państwami, politykami i wreszcie narodami Polski i Ukrainy jest w ogóle możliwe.

Lily Gardner Feldman, uznana badaczka historycznych koncyliacji, wskazuje na kilka kluczowych czynników tego procesu: wizję, polityczne przywództwo, uczciwe zmierzenie się z trudną przeszłością, symboliczne gesty porozumienia oraz instytucjonalne ramy wsparcia.

Dobrym punktem odniesienia jest niełatwe, lecz doniosłe pojednanie polsko-niemieckie. Zarówno polscy biskupi, którzy w 1965 roku skierowali do niemieckich braci list ze słynną frazą „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”, jak i kanclerz Willy Brandt, uznający granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej, wykazali się dalekowzrocznością i polityczną odpowiedzialnością.

Tak prymas Stefan Wyszyński, jak i legendarny lider niemieckiej SPD byli bezpardonowo atakowani za ówczesne gesty porozumienia. Dziś niemiecka odpowiedzialność za zbrodnie popełnione na obywatelach II RP – trzech milionach Polaków oraz na trzech milionach polskich Żydów – nie jest już osią sporu między rządami, elitami politycznymi czy historykami obu krajów.

Budowę mostów między społeczeństwami co roku wspiera szereg wspólnych instytucji, choćby Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej, Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży czy Polsko-Niemiecka Fundacja na rzecz Nauki. Na tym tle trzeba uczciwie przyznać: polsko-ukraińskie pojednanie po prostu nie istnieje.

Bez rachunku sumienia nie będzie niczego


Polska od początku wspierała Ukrainę na arenie politycznej. Jako pierwsze państwo uznaliśmy jej niepodległość w 1991 roku; w 2004 roku Aleksander Kwaśniewski, a w 2014 roku Radosław Sikorski zaangażowali się we wsparcie ukraińskiej opozycji demokratycznej.

Każdy prezydent i premier RP po 1989 roku prowadził politykę sprzyjającą zachodnim aspiracjom Kijowa. Trudno jednak doszukać się autentycznych symboli i wizji pojednania. Jedynymi przywódcami, którzy wspólnie pokłonili się polskim i ukraińskim ofiarom, byli prezydenci Kwaśniewski i Leonid Kuczma.

Od tamtej pory oglądaliśmy raczej gesty mniej lub bardziej prowokacyjne: w 2010 roku prezydent Wiktor Juszczenko pośmiertnie przyznał Stepanowi Banderze tytuł Bohatera Ukrainy; w 2018 roku ukraińskie władze zasłoniły paździerzowymi płytami rzeźby lwów na Cmentarzu Orląt Lwowskich; w tym roku Wołodymyr Zełenski nadał elitarnej jednostce imię „Bohaterów UPA”. Do dziś stoją zaś na Ukrainie pomniki Bandery i Romana Szuchewycza – architektów ludobójstwa dokonanego na Polakach.

Problemem fundamentalnym pozostaje brak uczciwego podejścia do historii. Strona ukraińska tłumaczy się przy tym trwającą wojną obronną z Rosją, niestabilnością polityczną minionych trzech dekad oraz dużym zróżnicowaniem językowym i pamięciowym własnych obywateli.

Tymczasem prócz uznania win UPA – popełnionych na Polakach, Żydach, Rosjanach i własnych rodakach – Ukraina będzie musiała w przyszłości zmierzyć się również z mroczną kartą udziału swoich przodków w formacjach kolaboranckich, takich jak dywizja SS-Galizien czy oddziały wartownicze (SS-Wachmannschaften), z których wywodzili się m.in. „trawnikowcy” pełniący służbę w niemieckich obozach zagłady w Bełżcu, Sobiborze i Treblince.

Ukraińscy ochotnicy brali czynny udział w tłumieniu powstania w getcie warszawskim oraz powstania warszawskiego.

Bez tego rachunku sumienia droga Ukrainy do Unii Europejskiej i NATO będzie zwyczajnie zamknięta – i to nie tylko z powodu ewentualnego polskiego weta.

Pytania, na które musi odpowiedzieć Ukraina


Przy okazji kolejnych historycznych przesileń strona ukraińska sięga często po argument, że przeszłość należy zostawić historykom, a bliskość naszych narodów wymaga patrzenia w przyszłość. To narracja niebezpieczna i dwulicowa. Zbrodnie UPA pochłonęły życie około stu tysięcy Polaków – to bilans porównywalny z obecnymi ukraińskimi stratami wojny z putinowską Rosją.

Czy zatem po zakończeniu kremlowskiej napaści Kijów również zechce zapomnieć o własnych ofiarach w imię budowy przyszłych relacji z Moskwą? Czy Ukraińcy będą gotowi darować Rosji jej winy, powołując się na bliskość językową, religijną i osobistą milionów rodzin? Pytania te najlepiej obnażają fałsz wezwań, byśmy „spojrzeli w przyszłość”, zanim rozliczono przeszłość.

Pozostaje więc pytanie, na które odpowiedzieć musi sama Ukraina – nie Polska. Czy państwo, które dziś walczy o swoją wolność i niepodległość, naprawdę chce odwoływać się do haniebnego dziedzictwa rodzimych faszystów i nazistowskich kolaborantów? Czy bohaterski żołnierz broniący Kijowa przed Putinem musi być firmowany nazwiskami zbrodniarzy z Wołynia?

Wolna Ukraina naprawdę zasługuje na lepszych patronów niż ci, którzy mordowali bezbronne kobiety i dzieci.

Polska historyczna racja stanu nakazuje godne upamiętnienie wszystkich Polek i Polaków, którzy zginęli z rąk niemieckiej III Rzeszy, Związku Radzieckiego oraz Ukraińskiej Powstańczej Armii.

To obowiązek, którego nie znosi ani upływ czasu, ani doraźna geopolityczna koniunktura – i z którego żaden polski rząd, niezależnie od barw partyjnych, nie ma prawa zrezygnować. Pamięć o pomordowanych nie jest kartą przetargową w negocjacjach o przyszłość, lecz fundamentem, na którym jakakolwiek przyszłość może się dopiero wesprzeć.

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

Czytaj Dalej

Tajwan. Specjalna operacja Chin. Władze wyspy mówią o „prowokacji”

Izrael i Iran wymieniają ataki. Chiny wprost, komunikat ambasady RP

Azja. Trzęsienie ziemi na Filipinach. Ewakuacja mieszkańców, rośnie bilans ofiar

Wybory w Armenii. Umowa Społeczna z najwyższym poparciem, Paszynian komentuje

Nowy Jork. Atak nożownika na Penn Station. Pięć osób zostało rannych

Bliski Wschód. Izrael uderzył w Iranie. Odwet mimo sprzeciwu Trumpa

Iran. Trump wyjaśnił, co stanie się ze wzbogaconym uranem po wojnie

Wybory w Armenii. Są pierwsze wyniki głosowania, wyraźna przewaga

Poufne spotkanie Zełenskiego z Abramowiczem? Media: Wiadomość do Putina

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.