Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Polska

Grzegorz Schetyna: Skutki decyzji Zełenskiego niemożliwe do cofnięcia

Przez Pokój Prasowy11 czerwca, 20267 min odczytu

Marta Kurzyńska, Interia: Widzi pan sposób na załagodzenie polsko – ukraińskiego sporu wokół UPA i orderu dla Wołodymyra Zełenskiego?

Grzegorz Schetyna, były minister spraw zagranicznych, senator KO: – Uważam, że w tej sprawie inicjatywa powinna należeć przede wszystkim do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. To jego słowa i podjęte przez niego decyzje wywołały całe to niefortunne zamieszanie.

Raczej nie pali się, by przejąć inicjatywę.

– Do wyjścia z tego kryzysu, który jest obiektywnie zły dla obu stron, niezbędna jest bezpośrednia rozmowa między prezydentami Polski i Ukrainy. To oni powinni ustalić wspólny scenariusz wyjścia z politycznego impasu. Kluczowe jest nie tylko wycofanie się z kontrowersyjnej decyzji, ale jednocześnie podkreślenie szczególnej roli Polski w relacjach z Ukrainą, związanej m.in. z zaangażowaniem w konferencję w Gdańsku dotyczącą odbudowy Ukrainy oraz całym procesem integracji Ukrainy z Unią Europejską. O tym wszystkim powinny porozmawiać głowy państw.

Czy nie sądzi pan jednak, że gdyby prezydent Zełenski miał dobrą wolę, to już dawno wyciągnąłby dłoń i wycofał się z tej decyzji?

– Wiele zależy tutaj od formy, która musi być akceptowalna dla obu stron. Niestety, zbyt wiele kwestii pojawiło się w obiegu publicznym przed dokonaniem wewnętrznych ustaleń. Jestem zwolennikiem przygotowywania takich decyzji w zaciszu gabinetów, co powinno być podstawą do szukania najlepszych rozwiązań. Musimy pamiętać, że poruszamy się w obszarze bardzo trudnej historii – tragedii Rzezi Wołyńskiej, która jest niezwykle bolesna dla Polaków. Dlatego oczekujemy od strony ukraińskiej większej wrażliwości i zrozumienia dla bólu, który towarzyszy nam we wspomnieniach tamtych wydarzeń.

Prezydent Zełenski z pewnością zdaje sobie sprawę z tego, jak w Polsce odbierana jest tradycja UPA. Dlaczego zatem zdecydował się na taki krok?

– Wydaje mi się, że prezydent Zełenski nie spodziewał się reakcji o tak ogromnej skali. Oburzenie w Polsce nie było w żaden sposób koordynowane – ono było powszechne i autentyczne. On chyba nie docenił tego, jak silnie ta sytuacja zostanie wyartykułowana przez polskie społeczeństwo.

A może jak mówią jego kontestatorzy – „ma Polskę w nosie”?

– Trudno o jednoznaczną diagnozę przyczyn tej decyzji. Mówi się o potrzebie mobilizacji radykalnego elektoratu w zachodniej Ukrainie. Uważam, że to była błędna decyzja, której skutki są już niemożliwe do cofnięcia. Sytuacja przekroczyła granice politycznej kontroli, a wywołane szkody są ogromne i mogą realnie wpłynąć na przyszłe relacje między naszymi krajami.

A może te granice są na tyle przekraczane, na ile my na to pozwalamy?

– To także w interesie Ukrainy jest wycofanie się z tej drogi i uszanowanie ofiar Wołynia, by wreszcie zamknąć tę kwestię w ramach porozumienia politycznego.

Mówicie o konieczności przejęcia inicjatywy przez prezydenta Nawrockiego. To próba pozbycia się „gorącego kartofla”?

– Nikomu nie udało się to do końca, ale obecny czas jest krytyczny. Wojna się skończy, nadejdzie czas odbudowy i integracji Ukrainy z Europą. My jako sąsiad, który udzielił Ukrainie bezprecedensowej pomocy, musimy mieć w tym procesie szczególną rolę. Aby tak się stało, nasze relacje muszą zostać całkowicie oczyszczone z historycznych zaszłości.

Ma pan poczucie, że prezydent Zełenski takimi gestami pokazuje, że nie docenia tej pomocy?

– Nie chcę oceniać tej sprawy zero jedynkowo. Jedno jest pewne. Gdzie pojawia się eskalacja relacji polsko-ukraińskich, tam żywią się radykałowie i przede wszystkim Rosja. To jest wymarzony scenariusz dla Kremla, gdy Polska i Ukraina pogrążają się w demonach przeszłości.

Z Pałacu Prezydenckiego płyną jednak głosy, że premier „wywiesza białą flagę”, oddając inicjatywę głowie państwa. Wywiesza?

– Wypowiedzi urzędników prezydenta są często nieprzemyślane i szkodzą całej polskiej polityce.

– Kwestii takich jak odebranie orderu nie załatwia się przez media. To jest poważna polityka dotycząca naszego bezpieczeństwa. Współpraca między Pałacem Prezydenckim a Kancelarią Premiera jest niezbędna. Trzeba wiedzieć, co chce się powiedzieć i robić to w sposób zracjonalizowany i konsekwentny.

Wystąpienie z inicjatywą odebrania orderu jest nieracjonalne?

– Nie uważam, że odebranie orderu to dobre rozwiązanie – to jedynie podtrzymywanie spirali emocji, co strona ukraińska mogłaby wykorzystać, przypominając np. nazwisko Gerharda Schrödera, który również jest kawalerem tego odznaczenia. Musimy dążyć do deeskalacji napięcia politycznego i wypracowania rozwiązań w sprawach historycznych, które obejmą kwestię ekshumacji oraz jasny polityczny przekaz ze strony Ukrainy, na który Polska czeka od lat.

Zmieńmy temat na politykę lokalną. Czy wierzy pan w sukces kandydatki Koalicji Obywatelskiej i PSL-u w Krakowie?

– Wszystko rozstrzygnie się w drugiej turze. Kraków to specyficzne miasto, a te wybory są wyjątkowe ze względu na historię związaną z referendum i odwołaniem poprzedniego prezydenta. Kluczowe będzie to, kto zdoła wygenerować poparcie nie tylko partyjne, ale i obywatelskie czy dzielnicowe.

Nie słyszę u pana takiego entuzjazmu i zachwytu kandydatką jak u premiera. To na pewno trafiony wybór?

– Moim zdaniem w drugiej turze spotkają się senator Piątkowska oraz Łukasz Gibała, który startuje już po raz czwarty i zrobi wszystko, by uderzyć w partie polityczne.

Pani senator jest gotowa na twardą grę?

– Nasza kandydatka musi przedstawić jasny program dla Krakowa, odnosząc się do przyczyn odwołania poprzednika i pokazując, że wyciągnęliśmy wnioski z prezydentury Aleksandra Miszalskiego, która nie zyskała akceptacji mieszkańców.

Jak zamierzacie uciec od „cienia Miszalskiego” w tej kampanii?

– Trzeba robić swoje i uciekać do przodu. PiS oczywiście będzie próbował uczynić z tego wybór polityczny i atakować rząd, ale mieszkańcy Krakowa są mądrzy. Będą szukać koncepcji, która zagwarantuje im lepsze funkcjonowanie miasta, więcej troski o ich codzienne sprawy i konkretny pomysł na walkę z negatywnymi skutkami masowej turystyki. Kraków to perła, ale to też dom dla blisko miliona ludzi, którzy chcą normalnie żyć.

Traktujecie te wybory jak swoisty papierek lakmusowy przed parlamentarnym wyścigiem w 2027 roku?

– Choć te wybory będą miały wymiar symboliczny, nie traktowałbym ich jako prostego przedsmaku wyborów parlamentarnych w 2027 roku – to zupełnie inna dynamika.

A jednak prezentowaliście kandydatkę na prezydenta Krakowa w Warszawie. To nie był błąd wizerunkowy, biorąc pod uwagę lokalną wrażliwość?

– Rozumiem te obawy, ale to był wspólny sygnał premiera i wicepremiera, że jesteśmy zjednoczeni wokół jednej kandydatki. To nie oznacza, że kampania będzie prowadzona z Warszawy.

Mogli ten sygnał wysłać z Krakowa.

– Zarówno premier Tusk, jak i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz będą obecni w Krakowie, by wspierać tę kandydaturę na miejscu. Najważniejsze jest to, że szybko doszło do porozumienia i teraz jest czas na budowanie poparcia wśród lokalnych stowarzyszeń i mieszkańców. Kraków to perła naszych miast, wielki zabytek, ale jednocześnie miejsce, gdzie mieszka blisko milion ludzi. Oni chcą miasta, które daje gwarancję dobrego funkcjonowania, a nie tylko bycia mekką turystyczną.

– To potwierdzenie, że PiS traci spójność polityczną i wspólny kurs. Prezes Kaczyński zakazywał tworzenia takich struktur, a one mimo to powstają.

Pozycja prezesa PiS słabnie?

– Widać, że czeka nas potężne przemeblowanie po prawej stronie sceny politycznej. Moim zdaniem nadchodzące wybory będą momentem przełomowym, a kluczową rolę odegra w nich prezydent Nawrocki.

Umebluje prawicę na nowo?

– On będzie chciał budować własne zaplecze, wspierać konkretne listy i patronować nowym projektom. Czeka nas fascynujący konflikt na linii Kaczyński-Nawrocki. Jarosław Kaczyński zrobi jednak wszystko, by zachować 100-procentowy wpływ na listy wyborcze, bo dla niego kontrola nad zapleczem partyjnym, zwłaszcza w opozycji, jest absolutnie kluczowa.

Z politycznego boiska zejdźmy na koniec na to piłkarskie – rozpoczyna się mundial. Komu będzie pan kibicował pod nieobecność reprezentacji Polski?

– W takiej sytuacji zawsze kibicuję Holandii, Anglii oraz – co może być nieco egzotyczne – Urugwajowi, bo bardzo lubię ich styl gry. Mundial to czas krótkich nocy spędzonych przed telewizorem.

A na jakie starcie najbardziej pan czeka?

– Najbardziej czekam na wielkie starcia Europy z Ameryką Południową: mecze Argentyny czy Brazylii z takimi potęgami jak Francja, Hiszpania czy właśnie Holandia. Prawdziwe emocje zaczną się za około dwa tygodnie, gdy przejdziemy do fazy pucharowej.

Rozmawiała Marta Kurzyńska.

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

Czytaj Dalej

Weto ws. ustawy o kryptoaktywach. Donald Tusk reaguje. „Brzmi niewiarygodnie”

Ustawa o rynku kryptoaktywów. Jest decyzja Karola Nawrockiego

Gdzie jest burza w Polsce. Tym razem spadły na kolejne miasta

Sławomir Mentzen z immunitetem. W tle incydent z Marszu Niepodległości

Zebranie KEP. Ks. Kobyliński: Biskupi przemilczeli napięte relacje polsko-ukraińskie

Zbigniew Ziobro może zostać pociągnięty do odpowiedzialności. Komisja zdecydowała

Samolot Zełenskiego w Krakowie. Wrócił z Mołdawii, wcześniej ominął Polskę

Sondaż. Decyzja Zełenskiego ws. UPA. Polacy podzieleni

Trybunał Stanu nakłada karę na Małgorzatę Manowską. „Niewykonanie prawnego obowiązku”

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.