– Klasyczna manipulacja tym, co mówią inni, żeby obronić ministra – oceniła w programie „Kalejdoskop” Dorota Gawryluk, odnosząc się do przytoczonych wypowiedzi Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i Tomasza Treli, którzy bronili obecności Andrzeja Szeptyckiego w rządzie.
„Pan minister Szeptycki zostaje oczywiście w rządzie. Jest patriotą, bardzo dobrym ministrem, który przyznaje się, że ma korzenie ukraińskie. I nagle się okazuje, że jacyś w stylu neofaszystowskim posłowie uważają, że w Polsce to się nie wolno przyznać do żadnych korzeni – mówiła w Graffiti w Polsat News Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z Polski 2050.
Tomasz Trela w rozmowie z Polsat News wskazywał zaś, że prawica i skrajna prawica grają na nastrojach antyukraińskich i antyobywatelskich, „i podjudzają, by zbić kapitał polityczny”. „Każdy człowiek jest równy, bez względu na to, jakie ma korzenie, kto był jego babką, jego dziadkiem, gdzie się urodził i z jakiej rodziny pochodzi” – dodał polityk Lewicy
Przypomnijmy, wiceminister nauki Andrzej Szeptycki powiedział w wywiadzie dla TokFM, że żołnierze UPA „to byli tacy trochę – ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi konotacjami tego słowa – trochę tacy ukraińscy żołnierze niezłomni”.
Sprawę komentowano w „Kalejdoskopie wydarzeń” w ubiegłym tygodniu. W najnowszym odcinku programu prowadząca wróciła do tematu, mówiąc, że „te słowa [Szeptyckiego – red.] są niewybaczalne”. – Kłamstwo historyczne i manipulacja, która ma na celu relatywizację zbrodni UPA – podkreśliła.
Gawryluk o wypowiedzi Szeptyckiego: Nieprzyzwoite intelektualnie
– Siły zbrojne Polskiego Państwa Podziemnego (…) miały swój sąd polowy, który karał za zbrodnie na cywilach (…) natomiast UPA to była zbrodnicza organizacja nacjonalistyczna, która miała na sztandarach czystkę etniczną (…) i narzędziem było ludobójstwo – stwierdziła Gawryluk.
Zdaniem prowadzącej „powielanie tego kłamstwa bez sprostowania, jest co najmniej nieprzyzwoite intelektualnie i nie powinno się zdarzyć, jeśli chodzi o członka polskiego rządu”.
Zdaniem Jana Wróbla pochodzenie Andrzeja Szeptyckiego nie powinno być kluczowym argumentem w dyskusji na temat jego wypowiedzi. Zgodziła się z nim współprowadząca.
– Powiem to samo, co powiedziałam w ubiegłym tygodniu (…) W polskim rządzie powinni być polscy politycy, czyli tacy, którzy reprezentują polski interes narodowy. Jeśli reprezentują polski interes narodowy, to nikogo nie interesuje, czy są to Niemcy, Ukraińcy, Szwedzi, Somalijczycy a nawet kosmici – stwierdziła Dorota Gawryluk, podkreślając jednocześnie, że jeśli jednak w polskim rządzie są politycy, którzy reprezentują zagraniczny interes, to wtedy informacja o ich pochodzeniu ma znaczenie.
– Jeśli ktoś nie reprezentuje interesu polskiego, są dwie opcje: Albo to tolerujemy i mówimy „w porządku, Ukrainiec reprezentuje ukraińskie interesy w polskim rządzie i nam to pasuje”, ale wtedy żądam wręcz, żeby w ukraińskim rządzie byli polscy politycy, reprezentujący polskie interesy – kontynuowała. – Albo nie tolerujemy tego i pana Szeptyckiego nie ma w rządzie – mówiła Gawryluk.
– Jakie mamy dzisiaj prawo domagać się od prezydenta Zełenskiego korekty jego polityki (…), skoro tolerujemy w rządzie osobę, która mówi przekazem ukraińskim? – skwitowała.
Afera wokół słów wiceministra. Kijów reaguje
Po głośnej wypowiedzi wiceministra w Sejmie odbyła się dyskusja, która spotkała się z krytyką części opozycji i obroną prawa do wyrażania opinii przez przedstawicieli koalicji.
Wypowiedzi niektórych polityków opozycji dotyczące Ukraińców w Polsce zostały określone przez członków rządu jako skandaliczne, a premier i minister spraw zagranicznych publicznie apelowali o poszanowanie różnorodności.
Jednocześnie Ukraina uznała za nieakceptowalne rzekome wykorzystywanie ukraińskiego pochodzenia Andrzeja Szeptyckiego jako podstawy do ataków i zaapelowała do polskich polityków o przestrzeganie europejskich standardów praw człowieka.