Słowa Radosława Sikorskiego o problemach z zapłatą dla polskiej firmy budującej spalarnię śmieci we Lwowie wywołały natychmiastową i ostrą reakcję mera miasta Andrija Sadowego. Wymiana wpisów między politykami szybko przerodziła się w publiczny spór o pieniądze, terminy i odpowiedzialność za nieudaną inwestycję, na której stratna ma być polska firma Control Process.
Wpis Sikorskiego wywołał burzę. Ostra reakcja mera Lwowa
„Może to i lepiej bo polska firma, która zbudowała we Lwowie spalarnię śmieci długo nie może doczekać się zapłaty” – napisał w serwisie X szef MSZ Radosław Sikorski.
Co ciekawe, wpis pojawił się w kontekście informacji, że Lwów pozyskał 2,5 mln euro wsparcia i podpisał sześć porozumień z zagranicznymi partnerami przed konferencją dotyczącą odbudowy Ukrainy. Wśród nowych partnerów nie było jednak podmiotów z Polski.
Mer Lwowa do Sikorskiego: proszę pokazać dokumenty
Na słowa ministra szybko odpowiedział mer Lwowa Andrij Sadowy.
„Panie Ministrze, już jutro jestem gotów odebrać od Pana lub Pańskich przedstawicieli dokumenty potwierdzające rzekomy brak płatności dla byłego polskiego wykonawcy – niezapłacone faktury, wyroki sądowe lub cokolwiek. Do dziś polska firma zarobiła we Lwowie ponad 30 mln euro. Niestety zakład, który zgodnie z umową miał zostać ukończony w 2023 r., nadal nie działa. Szkoda, bo mógłby Pan uczestniczyć w jego otwarciu i pokazać całej Ukrainie jakość oraz odpowiedzialność polskich firm. Niestety, ten wykonawca temu zadaniu nie sprostał. I nie tylko w Ukrainie” – napisał.
Sadowy dodał także:
„Proszę zapytać o opinię polskie samorządy w Jarocinie, Kole, Starachowicach, Łowiczu. Rozumiem, że broni Pan polskiego interesu i szanuję to. Ale tutaj nie chodzi o relacje polsko-ukraińskie. Chodzi o jakość wykonania, dotrzymanie terminów i odpowiedzialność za publiczne pieniądze Lwowa. Dla mnie pochodzenie wykonawcy w tym przypadku nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko jedno – żeby dobrze wykonał swoją pracę”.
Sikorski odpowiedział. Mer zarzucił dezinformację
„Sądy arbitrażowe są po to, aby polubownie rozwiązywać spory. Sugeruję uznanie wyroku. Najlepszą formą promocji biznesu w swoim kraju jest rzetelne traktowanie tych, którzy już robią tam biznesy” – zauważył w kolejnym wpisie Sikorski.
Na to mer Lwowa odpowiedział jeszcze ostrzej:
„Rozumiem, że Minister Spraw Zagranicznych nie ma obowiązku znać wszystkich szczegółów sporów gospodarczych z udziałem polskich firm za granicą. Ale osoby, które przygotowały Panu informacje w tej sprawie, oddały Panu bardzo złą przysługę. Nie istnieje żaden 'wyrok sądu arbitrażowego’, o którym Pan pisze. Nie zapadło żadne ostateczne orzeczenie arbitrażowe. Jeśli ktoś przekazał Panu inaczej, po prostu wprowadził Pana w błąd”.
Paweł Kowal: Mer Lwowa popełnia błąd
Głos w sprawie zabrał także Paweł Kowal, przewodniczący Rady ds. Współpracy z Ukrainą. Zdaniem Kowala mer Lwowa Andrij Sadowy popełnia błąd, który oddala miasto od Europy i osłabiać jego pozycję jako „witryny Ukrainy” na Zachód. Jak zaznaczył, Lwów powinien być przykładem miasta otwartego i wielokulturowego, do którego europejski biznes będzie chciał wchodzić z przekonaniem i zaufaniem.
Kowal podkreślił w rozmowie z PAP, że spór z polską firmą ma charakter jednostkowy, ale będzie szczegółowo analizowany. Zapewnił też, że polskie przedsiębiorstwa otrzymają wsparcie wszędzie tam, gdzie pojawią się problemy.
Firma przedstawia własną wersję
Jak opisywał money.pl, z dokumentów arbitrażowych ma wynikać, że opóźnienia były skutkiem działań zamawiającego. Według Tomasza Wiatra, wiceprezesa Control Process, spółka wygrała pięć spraw arbitrażowych FIDIC, które miały wydłużyć termin realizacji inwestycji do grudnia 2026 r. Firma twierdzi też, że miasto nie zastosowało się do tych decyzji i zerwało umowę.