Chociaż media piszą o politycznym trzęsieniu ziemi w stołecznej Koalicji Obywatelskiej, to jej politycy wcale nie mają poczucia, że ziemia nagle usunęła się wszystkim spod nóg. Jest za to poczucie, że Rafał Trzaskowski ze swoją decyzją zwlekał zbyt długo i dzisiaj nie przynosi już ona takiego wytchnienia, jakie powinna.
– Za mało i za późno – irytuje się doświadczony warszawski samorządowiec KO. – Trzeba było ściąć głowy, tylko może nie do końca te i na pewno nie teraz, ale dużo wcześniej – wskazuje. I wyjaśnia: – Należało to zrobić wtedy, kiedy Rafał odwoływał zarząd i radę nadzorczą Szpitala Południowego. Należało wtedy ciąć do kości i liczyć, że uda się politycznie zamknąć temat. Wygrało podejście „poczekajmy i zobaczymy”.
Taka ocena sytuacji przebija zresztą z wypowiedzi wszystkich rozmówców Interii, nie tylko z warszawskiej KO, ale nawet z otoczenia samego Trzaskowskiego. – To był bardzo radykalny ruch, ale dobry i potrzebny – mówi osoba dobrze znająca prezydenta stolicy. – Wcześniej próbowano ratować sytuację, ale im dalej w las, tym większy bajzel się z tego robił. Dlatego sytuacja dojrzała do tego, że bez tych dymisji nie mogło się obyć – zaznacza.
Platforma swoim największym wrogiem. Sondaże bezwzględne
„Bajzel”, o którym wspomina nasz rozmówca, wyszedł daleko poza warszawską Koalicję Obywatelską. Jak słyszymy w KO, „problem Rafała stał się problemem ogólnopolskim”. – Teraz wszystko zmierza w kierunku tego, że to sam Rafał stanie się problemem ogólnopolskim dla partii. Na pewno już bardzo dużo stracił na tej aferze – zauważa jedno z naszych źródeł.
Sondaże z ostatnich tygodni są dla rządu i Koalicji Obywatelskiej bezwzględne. I nie chodzi nawet o samo poparcie dla partii, bo to choć topnieje, to nieznacznie i w ramach szerszego trendu z ostatnich miesięcy. Dla Donalda Tuska i spółki niepokojące są inne dane. Tu warto przywołać kilka liczb z różnych badań z ostatnich dwóch, trzech tygodni.
57,5 proc. – taki odsetek społeczeństwa domaga się, żeby minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zapłaciła swoim stanowiskiem za warszawską aferę (SW Research dla „Rzeczpospolitej”).
49 proc. – tylu Polaków uważa, że afera wokół Szpitala Południowego wpłynie na wynik Koalicji Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych w 2027 roku (United Surveys dla Wirtualnej Polski).
44,5 proc. – to już odsetek badanych, którzy są przekonani, że za wydarzenia w Szpitalu Południowym stanowiskiem powinien zapłacić sam prezydent Warszawy; przeciwnych takiemu ruchowi jest 31,3 proc. (SW Research dla Onetu).
42,9 proc. – taki procent społeczeństwa krytycznie ocenia postawę i działania rządu po nagłośnieniu przez media nieprawidłowości w stołecznym szpitalu; dla kontrastu, pozytywne oceny to tylko 25,8 proc. (SW Research dla Onetu).
32,5 proc. – tylko tylu Polaków ufa obecnie prezydentowi Trzaskowskiemu (spadek o 5,6 pkt proc. wobec poprzedniego sondażu), podczas gdy nieufność deklaruje aż 60,7 proc., czyli aż o 18,2 pkt proc. więcej niż we wcześniejszym badaniu (IBRiS dla Onetu).
Więcej Rafał już zrobić nie może. Zlecił wszelkie możliwe kontrole, odwołał zarząd i radę nadzorczą, teraz poświęcił dwie wiceprezydentki. Siebie nie poświęci, to nie wchodzi w grę
– Tutaj największym wrogiem Platformy okazała się sama Platforma – ironicznie zauważa jeden z warszawskich polityków partii. Jak podkreśla, „nie pierwszy raz zlekceważono sytuację w poważnej sprawie”. – Przyjdzie nam za to zapłacić. Wielu ważnym osobom w partii robi się gorąco, kiedy patrzą na najnowsze sondaże – nie ma złudzeń.
Gorzkich słów w stołecznych strukturach KO pada jednak znacznie więcej. – To jest podręcznikowy przykład tego, jak nie zarządzać kryzysem – zżyma się doświadczony samorządowiec formacji Tuska. – Albo tniesz ostro od razu, albo idziesz w zaparte i mówisz: „To nie ja, to nie moja ręka” – kontynuuje. I dodaje: – Jeśli idziesz w zaparte, to liczysz, że będzie kilka dni burzy, ale je przetrzymasz i temat wygaśnie. Jeśli jednak chcesz być pryncypialny, to nie możesz być trochę pryncypialny. Musisz rozliczyć aferę tak, żeby wszystkim krytykom zamknąć usta na amen.
Szpital Południowy. Trzaskowski podzieli los Gronkiewicz-Waltz?
Gdy rozmawiamy o dymisjach Renaty Kaznowskiej i Aldony Machnowskiej-Góry, nasi rozmówcy równie dużo miejsca, co dwóm zdymisjonowanym wiceprezydentkom, poświęcają innemu nazwisku, którego w gronie ściętych głów próżno szukać. Chodzi o Tomasza Mencinę – innego z zastępców Rafała Trzaskowskiego, w Ratuszu odpowiadającego za kontrolę nad miejskimi spółkami (czyli m.in. Szpitalem Południowym).
– Nie jestem zdziwiony, że Mencina się uchował, to jednak najbliższy towarzysz Rafała. Jednak są jakieś granice w poświęcaniu ludzi – ironizuje doświadczony warszawski polityk Koalicji Obywatelskiej. Inne z naszych źródeł w stołecznych strukturach KO twierdzi, że „Mencina miał wykonywać w Ratuszu ruchy, żeby doprowadzić do dymisji przynajmniej jeden z wiceprezydentek, a najlepiej obu”. – To bardzo dobry znajomy Rafała i szara eminencje Ratusza. Pod nieobecność Kaznowskiej jego wpływy w Ratuszu bardzo mocno wzrosną – przewiduje nasz rozmówca.
Jak twierdzą źródła Interii, Mencina to ostatnia karta, jaką w ręku ma jeszcze Trzaskowski. Ostatnia znacząca figura po stronie stołecznego Ratusza, którą prezydent stolicy może poświęcić, żeby ratować samego siebie. – Jeżeli zrobi się naprawdę gorąco, to i jego Rafał poświęci. Ale znów: to będzie za mało i za późno – uważa dobrze zorientowany w sytuacji warszawski polityk KO. Jak zaznacza, „Trzaskowskiemu ziemia usuwa się spod nóg”, wskazując na nabierającą coraz większego rozmachu akcję referendalną.
Dymisja Kaznowskiej i Machnowskiej-Góry będzie mieć też ogromny wpływ zarówno na funkcjonowanie Ratusza, jak i pozycję samego Trzaskowskiego.
Kaznowska w KO miała opinię jedynej osoby, która w stołecznym Ratuszu naprawdę nie oszczędzała się w codziennej pracy. Co więcej, miała ogromną wiedzę o funkcjonowaniu miasta i – jak przyznaje część naszych źródeł – de facto rządziła Warszawą. Kilka osób z KO przyznaje wprost, że jej dymisja „będzie dla Ratusza problemem”.
Machnowska-Góra to z kolei jedna z najbliższych współpracowniczek samego Trzaskowskiego. Swoją karierę i pozycję w Ratuszu zawdzięcza właśnie jemu. Zrzucając ją z sań, prezydent stolicy uderzył tak naprawdę we własne środowisko polityczne.

Mówi osoba z bliskiego otoczenia Trzaskowskiego: – Więcej Rafał już zrobić nie może. Zlecił wszelkie możliwe kontrole, odwołał zarząd i radę nadzorczą, teraz poświęcił dwie wiceprezydentki. Siebie nie poświęci, to nie wchodzi w grę. Zresztą to, przy całej powadze sytuacji, nie jest też sprawa, żeby musiał ustępować prezydent najważniejszego miasta w kraju.
Jak dodaje, „i Kaznowska, i Machnowska-Góra w pewnym sensie go zawiodły, bo zawaliły sprawę”. – Do pewnego momentu można było ich bronić, ale nadszedł taki czas i pojawiło się tyle nowych informacji, że już dłużej się ich chronić nie dało. Codziennie napływają wieści na temat tego szpitala, więc dymisja była jedynym możliwym krokiem – argumentuje zaufany człowiek Trzaskowskiego.
Bardzo interesujące jest też to, co wydarzy się już po czystce w Ratuszu. W warszawskiej KO coraz częściej spekuluje się, że Trzaskowski podzieli los Hanny Gronkiewicz-Waltz. Przed dekadą, we wrześniu 2016 roku, ówczesna prezydentka Warszawy odwołała wskutek tzw. afery reprywatyzacyjnej dwóch swoich zastępców i najbardziej zaufanych ludzi: Jarosława Jóźwiaka i Jacka Wojciechowicza. Miał to być efekt silnych nacisków z partyjnej centrali. Później jednak jej relacje z Platformą i tak się załamały, a partia zaczęła dyktować Ratuszowi politykę w Warszawie. Dzisiaj podobny scenariusz bardzo poważnie grozi Trzaskowskiemu.
Dymisje nie usuwają problemów. „Morale szoruje po dnie”
Pozycja Rafała Trzaskowskiego nie wygląda dzisiaj dobrze i dymisja dwóch bliskich współpracowniczek tego stanu rzeczy nie zmieni. – Pola manewru wiele już nie zostało. Dalej w kolejce są już tylko głowy Kierwińskiego, Trzaskowskiego i Sobierańskiej-Grendy – wylicza wieloletni polityk warszawskiej Platformy.
Tutaj największym wrogiem Platformy okazała się sama Platforma. (…) Przyjdzie nam za to zapłacić. Wielu ważnym osobom w partii robi się gorąco, kiedy patrzą na najnowsze sondaże
Partię coraz poważniej martwi też rozpędzająca się inicjatywa referendalna. Wszyscy mają wciąż świeżo w pamięci odwołanie w ten właśnie sposób Aleksandra Miszalskiego w Krakowie, co politycznie i wizerunkowo było dla KO niezwykle bolesnym ciosem. Ewentualna utrata Warszawy w podobny sposób, zwłaszcza na rok przed wyborami parlamentarnymi, jest w partii określana w jeden sposób: katastrofa.
Kolejny problem KO na przyszłość to wizerunkowy kryzys samego Trzaskowskiego, człowieka numer dwa, być może numer trzy w partii. W odbiorze społecznym: twarzy Koalicji Obywatelskiej. – Jeśli afera wywróci Trzaskowskiego, to wywróci całą Platformę – nie ma wątpliwości jedno z naszych źródeł. – Teraz czar prysł, a mit Rafała upadł z hukiem. Będzie musiał całą swoją karierę budować na nowo – rozkłada ręce rozmówca Interii.
Wreszcie jest też partyjny aktyw. A ten, na różnych szczeblach, ma być „mocno wkurzony” po zapowiedzi Trzaskowskiego o całkowitym odpolitycznieniu stołecznych spółek. Zwłaszcza, że reformatorski motyw podchwycił także Donald Tusk. Pytany przez dziennikarzy premier stwierdził, że podobne rozwiązanie warto rozważyć w skali całego kraju i spółek skarbu państwa.
Mówi doświadczony stołeczny polityk KO: – Morale w warszawskiej Platformie szoruje teraz po dnie. Ludzie są wkurzeni, że za błędy w Szpitalu Południowym i Ratuszu zapłaci teraz mnóstwo osób postronnych. Ale prawda jest taka, że legitymacja partyjna często była ważnym dodatkowym atutem przy obsadzaniu kluczowych miejskich stanowisk, nawet jeśli ktoś się do nich nie nadawał.
Łukasz Rogojsz