Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Lokalne

Kryminalne Trójmiasto. Czemu wiele zbrodni pozostaje niewyjaśnionych?

Przez Pokój Prasowy12 lipca, 20268 min odczytu

Dawid Serafin: Czytając twoją nową książkę, można odnieść wrażenie, że skoro na Podhalu nie przyjęło się prawo budowlane, to na Pomorzu nie przyjęło się szeroko rozumiane prawo i wymiar sprawiedliwości. Masz poczucie, że trójmiejska Temida po prostu nie działa?

Mikołaj Podolski: – Rozmawiając z dziennikarzami śledczymi z całego kraju, słyszałem te uwagi już lata temu. Sam przecierałem oczy ze zdumienia z każdym kolejnym przypadkiem, gdy sprawa w Trójmieście nagle stawała w miejscu albo była urywana w połowie. Pracując nad książką, wróciłem do wielu kontrowersyjnych zagadek kryminalnych. Okazało się, że śledczy niemal w każdym przypadku mogli pójść znacznie dalej lub zupełnie inaczej zinterpretować badane przestępstwa.

Prokuratorzy i policjanci na Pomorzu są aż tak nieudolni, czy – co gorsza – po prostu chcą tacy być?

– Myślę, że bywa i tak, i tak. Trzeba oddać śledczym, że Pomorze bywa trudnym terenem. Mieliśmy tam chociażby sprawę Piotra Trojaka, za którego zbrodnie początkowo skazano niewinnego człowieka, bo praktycznie sam się pogrążył swoimi zeznaniami, czy „łowcę nastolatek”, który potrafił sprytnie mącić i komplikować działania policji.

– To jednak nie usprawiedliwia rażących zaniedbań na początkowych etapach śledztw. Flagowym przykładem jest morderstwo znanego bursztynnika, Jarosława N. Policjanci i prokurator weszli do domu, znaleźli martwego mężczyznę w basenie i nikomu nie zapaliła się czerwona lampka. Pilnowano jedynie, żeby ciało szybko odjechało. Dopiero po kilku dniach lekarz w zakładzie medycyny sądowej podczas sekcji stwierdził uduszenie. Przez pierwsze kilkadziesiąt godzin nikt nawet nie zabezpieczył terenu posesji!

To brzmi wręcz nieprawdopodobnie. Mamy ciało w basenie, lekarze w końcu stwierdzają zbrodnię, w domu jest tylko najbliższa rodzina, monitoring rzekomo nic nie nagrał. Dlaczego tak – wydawałoby się – prosta sprawa do dziś nie została rozwiązana?

– Ta sprawa od początku wywoływała ogromne kontrowersje, przez co ostatecznie przeniesiono ją do innej prokuratury. Okazało się bowiem, że podejrzewana żona denata znała się z panią prokurator. W domu była jeszcze jedna osoba, która początkowo obciążyła żonę i syna Jarosława N. zeznaniami, choć później się z nich wycofała.

– Zamiast walczyć, śledczy uznali, że nie są w stanie udowodnić winy i woleli sprawę umorzyć. Dla mnie to niepoważne. Wiemy, że technika kryminalistyczna pozwala rozebrać dom cegła po cegle, by znaleźć mikroślady krwi czy włosów. A tam zmarły mógł być przeciągnięty przez cały budynek, którego… w ogóle porządnie nie przeszukano. Opóźnienie kluczowych czynności o kilkadziesiąt godzin mogło dać komuś mnóstwo czasu na zatarcie śladów.

I poczucie bezkarności.

– O tej rodzinie krążyły plotki, że są bezkarni. Ta śmierć pociągnęła zresztą za sobą kolejne dramaty, dwóch bliskich członków rodziny zmarłego zapiło się na śmierć, a główny podejrzewany, jego syn, również już nie żyje, prawdopodobnie przesadził z używkami. Te trzy zgodny pośrednio były konsekwencją tamtego morderstwa.

– W Trójmieście wciąż żywa jest narracja, że przy dużych pieniądzach wolno wszystko, nawet zabić i nie trafić na ławę oskarżonych. Uważam, że dobry prokurator wciąż byłby w stanie wyjaśnić, kto zabił Jarosława N. i kto mu w tym ewentualnie pomagał. Po napisaniu książki przekazałem organom ścigania nowe informacje i wskazówki, które moim zdaniem dają pełną podstawę do wznowienia tego śledztwa.

Nastolatka porzuciła dziecko


W swojej książce opisujesz też inne, równie mroczne historie, które rzucają cień na trójmiejskie i pomorskie służby, jak sprawa nastolatki z Kaszub czy doniesienia o policjantach podrzucających narkotyki.

– Sprawa z Kaszub to historia z bardzo zamkniętego społecznie terenu. Młoda dziewczyna, nastolatka, miała urodzić i porzucić dwójkę swoich dzieci na bagnach. Ogromne wątpliwości budzi to, czy młoda dziewczyna była w stanie zrobić to wszystko zupełnie sama: urodzić w tajemnicy przed wszystkimi, wynieść dzieci i wrócić do domu, jak gdyby nigdy nic. I to dwa razy, rok po roku.

Mogła?

– Rozmawiałem z nią już po wyroku. Twierdziła, że pomagał jej ojciec tych dzieci, tylko w pierwszych zeznaniach starała się go chronić. Z moich ustaleń wynika, że ten mężczyzna był bliskim krewnym bardzo ważnego, lokalnego funkcjonariusza policji. Śledczy rozkładali ręce, twierdząc, że nic nie mogą zrobić, ale ta sprawa się nie przedawniła. Należy ją bezwzględnie wyjaśnić do końca.

– Z kolei wątek policjantów podrzucających narkotyki niewinnym osobom krążył w kuluarach od dawna, ale brakowało twardych dowodów. W jednej z opisywanych przeze mnie spraw te dowody w końcu się pojawiły. Rozmawiałem z osobą, która siedzi niezwykle głęboko w tym temacie. Co ciekawe, przy tym wątku pojawia się nazwisko pewnego znanego adwokata, który przewija się aż przez dwa rozdziały mojej książki, bo podejrzani policjanci wynajęli go jako swojego obrońcę.

No właśnie, w książce obrywa się nie tylko policji i prokuraturze, ale też adwokatom. Czy trójmiejski wymiar sprawiedliwości nie cierpi przez to, że niektórzy mecenasi drastycznie mylą swoje role?

– Lokalna palestra wygląda momentami bardzo osobliwie. W sądach miałem do czynienia z co najmniej kilkunastoma adwokatami z Trójmiasta i w połowie przypadków uważam, że wyraźnie przekroczyli oni granice moralne i etyki zawodowej. Mówili o mnie rzeczy, których nigdy nie odważyliby się powiedzieć mi prosto w twarz na ulicy, często nieprawdziwe.

– Niektórzy idą zdecydowanie za daleko. W głośnej sprawie „Zatoki Sztuki” jeden z mecenasów potrafił chodzić po programach telewizyjnych i bezczelnie obwiniać skrzywdzone, małoletnie dziewczyny o to, że stały się ofiarami „Krystka”. Wyroki sądowe jednoznacznie potwierdziły później, że opowiadał bzdury. Inny mecenas intensywnie szukał haków i sposobów, by zamknąć mi usta, żebym przestał pisać o kulisach tej sprawy.

To jedyne kuriozalne sytuacje?

– Zdarza się, że adwokaci dzwonią do mnie, by donosić na swoją konkurencję z branży. Podrzucają plotki, że ktoś rzekomo bierze narkotyki albo jeździ po pijanemu. To przypomina brudną rywalizację dwóch osiedlowych pizzerii z lat 90., a nie poważne środowisko prawnicze.

– Bardzo nie lubię też trójmiejskiej tendencji do zamiatania spraw pod dywan zaraz po uznawaniu sprawców za niepoczytalnych. Tak było w przypadku kierowcy, który wjechał w tłum ludzi na sopockim Monciaku. To też opisałem w książce.

– Gdy tylko okazało się, że ma problemy psychiczne, śledczy błyskawicznie umyli ręce i pozamykali wszystkie inne wątki. Wiele pytań o drugie dno tej tragedii do dziś pozostało bez odpowiedzi. Na przykład o postawę policji tamtego wieczoru, o jej późniejsze kuriozalne tłumaczenia i czemu bardzo chory psychicznie człowiek miał ważne prawo jazdy i od dawna siał postrach na ulicach.

Przez te wszystkie patologie i powiązania nazywasz Trójmiasto „małą Sycylią”. Skąd to określenie?

– Zapożyczyłem ten termin od Sylwestra Latkowskiego, który doskonale zna tamtejsze realia. Sycylia kojarzy się z głębokim przenikaniem się świata przestępczego, biznesu i władzy, i dokładnie te same analogie widzę na Pomorzu. Gdańsk i Gdynia to mniejsze odpowiedniki Neapolu, Amsterdamu czy Hamburga. Miasta portowe od zawsze były naturalnym oknem na świat dla przemytu.

Tu jednak policja może pochwalić się sukcesami, jeśli chodzi o przemyt.

– To prawda, trójmiejski półświatek jednak niezwykle dynamicznie dostosowuje swoje metody do nowych realiów. Doskonałym przykładem był chociażby udaremniony rekordowy przemyt kokainy w pulpie ananasowej.

Do tych trójmiejskich problemów dochodzi jeszcze specyficzne położenie geograficzne i bliskość granicy z Rosją. Doskonale pamiętam czasy małego ruchu granicznego, kiedy rosyjskie grupy przestępcze próbowały bardzo agresywnie rozpychać się w trójmiejskich klubach i podziemiu.

– Wątki rosyjskie, a czasem nawet kapitał powiązany m.in. z Gazpromem pojawiały się w tle paru głośnych spraw – od brutalnego zabójstwa trzyosobowej rodziny przez byłego obywatela ZSRR, przez dziwne awantury wokół kortów tenisowych w Sopocie, aż po wspomnianą aferę „Zatoki Sztuki”.

Czym w takim razie kierowałeś się, wybierając akurat te siedem historii do swojej książki? Czy to właśnie ten paraliż instytucji państwowych był głównym kluczem?

– Tak, to był pierwszy i najważniejszy klucz. Sprawy, które budzą potężne kontrowersje przez wzgląd na opieszałość lub dziwne decyzje organów ścigania. Drugim kluczem było zarysowanie pełnego przekroju problemów przestępczych Pomorza: od handlu narkotykami, przez nielegalne i niezwykle dochodowe wykopki bursztynu, aż po dramatyczny spadek zaufania do policji z powodu interwencji zakończonych śmiercią zatrzymanych osób.

Wspominasz o przestępczych problemach, mi utkwiła w pamięci ta historia, w której opisujesz jak najbliżsi chcieli przejąć mieszkanie po swoim dziadku.

– Chciałem też pokazać, że wiele współczesnych przestępstw, w tym te najcięższe, rodzi się w Trójmieście z absurdalnych cen nieruchomości. Niektóre części Trójmiasta pobiły już cenowo Warszawę, ale zarobki do warszawskich nigdy się nie zbliżą. Młodzi ludzie, wchodząc w dorosłość, nie mają szans na uczciwy zakup mieszkania i szukają drogi na skróty.

– O procederze wyłudzania mieszkań słyszałem już w 2009 roku. Dobrze, że ta sprawa w końcu stanęła na wokandzie, bo na ławie oskarżonych zasiedli także notariusze. To jednak tylko mała kropla w morzu absurdu.

Swoją książkę kończysz dość gorzkim wnioskiem: w „małej Sycylii” bez zmian, dlatego trzeba walić głową w mur, aż będzie normalnie. Czy ten mur w ogóle da się przebić, czy na koniec zawsze usłyszysz legendarne, lokalne usprawiedliwienie: „Stary, odpuść, to jest Trójmiasto”?

– Często słyszy się to zdanie jako uniwersalne wytłumaczenie wszelkich patologii służb. Pamiętam, jak przed laty Zbigniew Ziobro z wielką pompą ogłaszał rozbicie „gangu notariuszy” w Trójmieście. Ziobro wrócił do domu, a następnego dnia sądy wypuściły wszystkich podejrzanych wolno i cała sprawa spektakularnie się rozmyła. Może ktoś mu też wtedy szepnął do ucha to zdanie?

Czyli nie wierzysz, że ten mur da się przebić?

– Ten mur jest do przebicia. Dopóki w Polsce funkcjonuje niezależna prasa, jest nadzieja. Niestety, rola wolnych mediów lokalnych w ogóle w Polsce jest systematycznie ograniczana i duszona m.in. przez politykę samorządów, co ogromnie mnie boli. Widać to też w Gdańsku. Jednak w swojej książce udowadniam, jak kolosalną i odważną pracę potrafią wykonać lokalni dziennikarze, wyłapując to, co zepsute.

A co oznacza ta normalność, o której wspominasz na końcu książki. Czym ona dla ciebie jest?

– Co dla mnie oznacza normalność? Chciałbym po prostu, żeby w Trójmieście standardy wyglądały tak, jak w każdym innym dużym mieście w Polsce. Wierzę, że dzięki wyciąganiu spraw na światło dzienne, nawet po kilku czy kilkunastu latach, i pokazywaniu konkretnych nazwisk oraz skrywanych wcześniej wypaczeń, Trójmiasto stanie się kiedyś bezpieczniejszym, spokojniejszym i przede wszystkim uczciwszym miejscem do życia.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: [email protected]

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

Czytaj Dalej

Stara Kornica. Atak na wójt gminy. Jest decyzja ws. sprawcy

Potężny pożar w Strzegomiu. Kłęby dymu nad miastem i alert dla mieszkańców

Jędrzejów. Ciało kobiety w zaroślach. 19-latek usłyszał dwa zarzuty

Lubin. Silny wstrząs w kopalni. Operator maszyny górniczej uratowany

Mściszewice. Tragiczny wypadek, 17-latek nie żyje. Na dachu cztery osoby

Lubin. Silny wstrząs w kopalni. Operator maszyny górniczej utknął

Dramat nastolatki z autyzmem. Tak system urządził Natalii piekło

Poseł PiS Michał Kowalski chciał wejść na scenę. Awantura na Truskawkobraniu

Awantura w samolocie. Polki wyprowadzone, miały lecieć na wieczór panieński

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.