Sposób usunięcia prezydenta z urzędu poprzez nowelizację konstytucji Węgier pozostaje bez precedensu. Magyar osiągnął cel, który w momencie jego ogłoszenia, w wieczór wyborczy, wydawał się niedorzeczny. Realizacja zapowiedzi usunięcia „kukiełek” Orbána – w tym prezydenta i szefa Trybunału Konstytucyjnego – bez sięgnięcia po metody tożsame z tymi, których używał Fidesz, wydawała się niemożliwa. A jednak stała się faktem.
Nie minęło nawet 100 dni rządów Tiszy, a rzeczywistość na Węgrzech przybiera niespotykane barwy. Wszystko to odbywa się rzecz jasna pod hasłem „oczyszczenia” Węgier i budowy ich nowej wersji.
Jednocześnie tworzone jest państwo, które odzyskało dostęp do tak bardzo potrzebnych mu unijnych miliardów. Węgry mają wracać do europejskiej rodziny, a sami Węgrzy poczuć, że odzyskują własny kraj po latach rządów Fideszu. TISZA ma dawać im poczucie sprawstwa.
Racjonalna analiza kolejnych kroków rządzącej większości wymyka się klasycznym wzorcom, bowiem sprawa nie ma precedensu. Jednocześnie nie sposób uciec od wrażenia, że rządzący właśnie znaleźli się w punkcie, na który zupełnie nie byli przygotowani.
Prezydentem „może być każdy”
Péter Magyar po odsunięciu prezydenta wzywa do narodowej jedności. Stara się zaangażować w wybór nowego prezydenta przede wszystkim własny elektorat, chociaż zapewnia, że głowa państwa reprezentować będzie wszystkich. Jednocześnie nie ustaje w atakach na politycznych adwersarzy.
Nazwiskiem, które przewijało się wielokrotnie, była Ágnes Forsthoffer – wiceprzewodnicząca Tiszy, przewodnicząca Zgromadzenia Krajowego, obecnie pełniąca obowiązki głowy państwa. Wcześniej jednak Magyar rzucił, że prezydentem „może być każdy”.
Pomimo zapowiedzi dotyczących przywrócenia powagi urzędu TISZA robi wiele, by ostatecznie udowodnić, że rola głowy państwa na Węgrzech sprowadza się de facto do funkcji nieistotnego urzędnika.
Węgry. Arcymistrzyni Judit Polgár odmawia
W weekend kilkukrotnie przewinęło się nazwisko arcymistrzyni szachowej Judit Polgár jako kandydatki na urząd prezydenta. W niedzielę wieczorem Péter Magyar napisał w mediach społecznościowych, że nazajutrz spotka się z Polgár, by zapytać, czy do czasu „przyjęcia nowej Konstytucji jest gotowa służyć naszej ojczyźnie w nowej roli. (…) Osobiście uważałbym to za ogromny zaszczyt, gdyby przyjęła tę propozycję”.
Przez cały poniedziałek TISZA przekonywała, że koncepcja wyboru zawodniczki na prezydenta jest doskonała. Ogromnym rozczarowaniem musiał być więc moment, gdy sama zainteresowana poinformowała, że propozycji nie przyjmie. Chociaż, jak napisała Polgár, wysoko ocenia „gest premiera, który – mimo znaczącej pozycji parlamentarnej swojej partii – zaprosił na urząd prezydenta kandydata niezależnego, stojącego ponad partiami”.
Niedługo po tym oświadczeniu premier znowu zabrał głos w mediach społecznościowych -wyraził ubolewanie. Jak napisał, kandydatka zrezygnowała z uwagi na „zaistniałe okoliczności”.
Dodał także: „Ubolewam, jeśli błędy komunikacyjne – spowodowane moim entuzjazmem, wynikającym z radości i bezwarunkowego zaufania – mogły przyczynić się do powstania obecnej sytuacji oraz do podjęcia przez nią takiej decyzji. Odpowiedzialność za te błędy spoczywa wyłącznie na mnie”. O jakie więc okoliczności chodzi?
Dialog społeczny, którego nie było
Żadna dotychczasowa decyzja nie polaryzowała tak wyborców Tiszy. Wielu z nich zostało zdeklarowanymi przeciwnikami kandydatury Polgár. W mediach społecznościowych rozpętała się burzliwa dyskusja, a podstawowy zarzut wobec ugrupowania dotyczył faktu, że premier zgłosił jej kandydaturę na urząd prezydenta bez jakichkolwiek konsultacji.
Szczególnie dostało się Márkowi Radnaiowi, wiceszefowi Tiszy, który w rządzie odpowiada za dialog społeczny. Cała historia z fotelem prezydenckim ukazała brak strategii oraz „polityczne narwanie”. Magyar uznał, że na fali optymizmu nikt nie tylko nie odmówi mu objęcia urzędu, ale przede wszystkim nie odważy się podważyć jego planów. Zderzenie z rzeczywistością musiało być dotkliwe, gdyż jest to pierwsza taka porażka premiera.
Czym podpadła Judit Polgár
Portal 24.hu wytknął arcymistrzyni, że w poprzedniej kadencji rządów Fidesz-KDNP firma należąca do jej fundacji zarobiła ok. 700 mln forintów (ok. 8,4 mln zł po obecnym kursie).
Warto pamiętać, że w 2013 r. ówczesna koalicja wprowadziła lekcje szachów w ramach Narodowej Podstawy Programowej w szkołach podstawowych. Zwolennicy Tiszy wskazywali też, że Polgár milczała, gdy rząd pod wodzą Viktora Orbána rozprawiał się z wartościami, których teraz miałaby strzec jako głowa państwa.
Ale jest coś jeszcze. Z planów podzielenia się kompetencjami i ograniczenia roli premiera na rzecz prezydenta, o czym Péter Magyar mówił tuż po objęciu urzędu, nic nie zostało. Obsadzenie funkcji prezydenta osobą niemającą z prawem nic wspólnego, zakrawa na nieporozumienie. Tym bardziej, że w przeszłości stanowisko prezydenta piastował choćby wybitny prawnik Ferenc Mádl (krewny Magyara, brat jego babci, głowa państwa w latach 2000-2005).
Wreszcie pozostaje jeszcze jeden aspekt – ktokolwiek zostanie zaproponowany przez Tiszę i ostatecznie wybrany, przez elektorat Fideszu z miejsca zostanie uznany za zdrajcę. O żadnym narodowym porozumieniu nie może być mowy.
Nadzieja dla Tiszy została w UE?
Ale to tylko część trudności, z którymi mierzy się premier. Podczas ostatniego pobytu w Brukseli, na czerwcowym szczycie Rady Europejskiej, Péter Magyar spotkał się z przewodniczącą Parlamentu Europejskiego Robertą Metsolą. Jak przekazał, tematem ich rozmów było m.in. zakończenie procedury z artykułu 7 przeciwko Węgrom.
Niemal od wyborów TISZA zapewniała, że jej zamknięcie stanowiłoby dowód na nowe otwarcie w relacjach z UE. Pierwszym krokiem było uzyskanie dostępu do unijnych środków, co rządzący na Węgrzech uznali już za duży sukces.
Przypomnę: sam artykuł 7 uruchomiono we wrześniu 2018 r. Rezolucja Parlamentu Europejskiego – oparta na raporcie holenderskiej europosłanki Judith Sargentini, wskazującym blisko 70 punktów dowodzących łamania praworządności – przeszła zaledwie 18 głosami. Fidesz od początku uważał tę decyzję za karę za sprzeciw wobec unijnej polityki migracyjnej. Jednocześnie ekipa w Budapeszcie była przekonana, że zajęta sprawą brexitu Unia nie podejmie ostrzejszych kroków.
Viktor Orbán zapewniał wtedy, że procedura nie przyniesie Węgrom żadnych sankcji, a tym samym realnego zagrożenia. I tak też się stało. Przez lata artykuł 7 po prostu funkcjonował, nie pociągając za sobą konsekwencji. Kilkukrotnie wzywano wprawdzie do przejścia od stwierdzenia systemowego zagrożenia dla unijnych wartości do art. 7 ust. 2, czyli zawieszenia prawa głosu, jednak nigdy do tego nie doszło.
Dużo poważniejsze skutki przyniosło dopiero uruchomienie mechanizmu warunkowości w grudniu 2022 r., który faktycznie zablokował Węgrom miliardy euro.
Péter Magyar jest przekonany, że jesienna sesja Parlamentu Europejskiego, rozpoczynająca się w połowie października, pozwoli na symboliczne zamknięcie tamtego etapu.
Jak Magyar chce przekonać Brukselę, że przywrócił praworządność
Dowodem na budowę nowej rzeczywistości politycznej mają być uchwalane w ostatnim czasie ustawy dotyczące mediów publicznych czy nowelizujące system sądownictwa – w tym omawiana już zmiana konstytucji, która usunęła prezydenta z urzędu. Ogromnym wyzwaniem dla unijnych decydentów będzie ocena, które z działań Tiszy dają faktyczne podstawy do zakończenia procedury.
Partia Magyara liczy tutaj przede wszystkim na wsparcie Europejskiej Partii Ludowej – największej i najsilniejszej frakcji. Z kolei do głównych oponentów należeć będą z pewnością europosłowie Fideszu z grupy Patrioci dla Europy. Przedstawiciele dawnej władzy chcą, by PE przyjrzał się sytuacji w ich kraju, w tym stanowi demokracji.
Przez lata taką politykę prowadziła opozycja, za co Fidesz ostro ją krytykował. Teraz role się odwróciły.
Od automatycznego hurraoptymizmu dalecy są także przedstawiciele Zielonych i grupy Renew, którzy uważają, że jakiekolwiek kroki można podjąć dopiero po weryfikacji realnych zmian wprowadzonych przez rząd.
Jednocześnie łączenie ważnych reform ustrojowych z kwestiami budzącymi daleko idące wątpliwości nie ułatwia unormowania relacji z Brukselą. W Unii panuje też zgoda, by unikać przedwczesnego świętowania, które mogłoby doprowadzić do finalnego rozczarowania.
Pewnym jest jednak, że legislacyjny ekspres Pétera Magyara nie spowolni biegu.
Dominik Héjj