W środę 29 lipca sejmowa Komisja Zdrowia zajmie się projektem nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości (druki 2007 i 2010). Deklarowany cel to walka z alkoholizmem. W przyjętym przez podkomisję projekcie znalazły się jednak pomysły tak radykalne, że wprowadzając je Polska trafiłaby do grupy krajów z najbardziej antyalkoholową polityką. Ale nie tylko – dodatkowo rozpoczęlibyśmy krucjatę walki z piwem na skalę nieznaną na innych rynkach. Tylko czy ma to sens?
Parasol za milion złotych
Projekt definiuje reklamę alkoholu tak szeroko, że łapie się w nią zwykłe wyposażenie ogródka gastronomicznego. Parasol z logo browaru, kufel z nadrukiem, nalewak przy barze. Za taką „reklamę” grozi grzywna od 30 tysięcy do miliona złotych.
Jest wprawdzie wyjątek dla promocji prowadzonej na terenie lokalu, ale ogródek stoi na chodniku, czyli w przestrzeni publicznej, i jego status pozostaje sporny. Restaurator, który niczego u siebie nie zmieni, po wejściu przepisów może odpowiadać jak za nielegalny billboard.
Nawet nazwa nie może być podobna
Piwo 0,0 proc. nie jest napojem alkoholowym w rozumieniu prawa. Mimo to nowe przepisy zakazują również reklamy produktów, których nazwa i znak towarowy pokrywają się z oznaczeniami napojów alkoholowych. Skoro wersje bezalkoholowe dzielą markę z klasycznymi, zakaz obejmie i je.
A mówimy o najszybciej rosnącym segmencie rynku, po który sięgają ludzie ograniczający spożycie alkoholu. Sama ustawa o wychowaniu w trzeźwości wpisuje w cele państwa zmianę struktury spożycia na napoje słabsze. Ten przepis więc działa dokładnie w drugą stronę.
Dzieci na zajęciach sportowych
Kto dziś reklamuje alkohol, płaci od tego 10 procent opłaty. Te pieniądze zasilają Fundusz Zajęć Sportowych dla Uczniów, z którego finansuje się pozalekcyjny sport dzieci i młodzieży. Po całkowitym zakazie reklamy opłata znika razem z funduszem zasilanym w ten sposób.
Autorzy przewidzieli w zamian 6 procent z gminnych opłat za zezwolenia na sprzedaż alkoholu, tyle że równocześnie obniżyli udział gmin w tych opłatach z 50 do 44 procent. A z tej samej puli gminy opłacają lokalną profilaktykę uzależnień. Żadnych nowych pieniędzy tu nie ma. Są te same, przełożone z jednej publicznej kieszeni do drugiej, w dodatku z ubytkiem po drodze.
Koncerty wpisane do ustawy z nazwy
Nowe brzmienie przepisów zabrania informowania o sponsorowaniu „imprez sportowych, koncertów muzycznych oraz innych imprez masowych gdziekolwiek poza wnętrzem gazet, zaproszeniami, biletami, plakatami i tablicami przy samej imprezie. Telewizja, radio, internet i media społecznościowe odpadają. Sponsor, o którym nie wolno powiedzieć, przestaje mieć powód, żeby płacić. Na piwnym sponsoringu stoi tymczasem spora część letniej sceny muzycznej, od Męskiego Grania po Pol&Rock, i około 100 milionów złotych rocznie w polskim sporcie.
Sprawny sprzęt pojedzie na śmietnik
Projekt uchyla przepis, na którym opiera się wieloletnia praktyka wyposażania lokali przez browary. Parasole, szkło i urządzenia z logo będą mogły być używane najpóźniej do końca 2027 roku. Potem restaurator kupi wszystko z własnej kieszeni, a działający sprzęt trafi do utylizacji. Branża szacuje wymianę na kilkadziesiąt tysięcy złotych na lokal, przy ponad stu tysiącach lokali w kraju. Ile to razem kosztuje, nie wiadomo, bo projekt nie ma oceny skutków dla gastronomii. Środowisko broni się samo: pod petycją #ZostawcieOgrodki, uruchomioną przez Izbę Gospodarczą Gastronomii Polskiej, podpisało się ponad tysiąc osób.
Zakaz uderza w kategorię, która i tak się kurczy
Spożycie czystego alkoholu w Polsce spada od lat, z 9,78 litra na mieszkańca w 2019 roku do 8,8 litra w 2024, jak wynika z danych Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom opartych na GUS. Za większość tego spadku odpowiada piwo. I jeszcze jedno. Reklamować wolno było dotąd w praktyce tylko piwo, bo mocne alkohole mają zakaz od dawna. „Całkowity zakaz reklamy” niczego więc mocnym trunkom nie odbiera. Całość zmiany obciąża jedną kategorię, akurat tę, której sprzedaż maleje.
Po środowym posiedzeniu projekt czeka drugie czytanie w Sejmie, Senat i podpis prezydenta. Prezydent zawetował w tej kadencji podwyżkę opłaty cukrowej i akcyzy na alkohol, wskazując, że pod zdrowotnym hasłem kryło się łatanie budżetu. Los tej ustawy też nie jest przesądzony.