-
Stan pojemników z odpadami chemicznymi na nielegalnym składowisku w Wołominie oceniono jako krytyczny i istnieje zagrożenie kolejnymi wyciekami zagrażającymi ludziom i środowisku.
-
Inspektorzy stwierdzili postępującą degradację pojemników, przypadki wycieków substancji chemicznych oraz uwalnianie szkodliwych związków do powietrza.
-
Burmistrz Wołomina zaapelowała o pilne usunięcie odpadów, podkreślając wielokrotne interwencje służb i zagrożenie dla okolicznych mieszkańców.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Burmistrz Wołomina Elżbieta Radwan opublikowała w poniedziałek fragmenty pisma Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska dotyczącego nielegalnego składowiska przy ul. Łukasiewicza 11. Na terenie nieruchomości zgromadzono pojemniki i beczki zawierające odpady chemiczne.
„Stan pojemników jest krytyczny” – stwierdził WIOŚ. Inspektorat zwrócił szczególną uwagę na zbiorniki znajdujące się poza budynkami, a więc bezpośrednio narażone na opady, wysokie temperatury i inne czynniki atmosferyczne.
WIOŚ ostrzega przed rozszczelnieniem pojemników. Mauzery na składowisku w Wołominie niszczeją
Zdaniem inspektorów istnieje ryzyko rozszczelnienia pojemników oraz uwolnienia zgromadzonych w nich substancji. WIOŚ ocenił również, że odpady mogą stanowić zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzi, a także dla środowiska.
Z pisma WIOŚ z 30 lipca wynika, że na terenie składowiska widoczna jest postępująca degradacja pojemników. Inspektorzy stwierdzili między innymi korozję metalowych ścian beczek oraz stalowych stelaży otaczających plastikowe zbiorniki typu DPPL, nazywane potocznie mauzerami.
Plastikowe ściany niektórych zbiorników mają tracić właściwości mechaniczne i stawać się kruche. WIOŚ zauważył także przechylone pojemniki oraz uszkodzenia palet, na których zostały ustawione.
Inspektorat wskazał ponadto na coraz częstsze przypadki wycieków. W powietrzu wykrywana jest obecność szkodliwych lotnych związków organicznych uwalnianych z nieszczelnych pojemników. Na terenie składowiska utrzymuje się także silny chemiczny zapach.
W piśmie zaznaczono, że deklarowany okres bezpiecznego użytkowania mauzerów wynosi około pięciu lat. Zdaniem WIOŚ rzeczywisty czas składowania części zbiorników w Wołominie może znacznie przekraczać okres wskazany przez producentów.
Wycieki chemikaliów na składowisku w Wołominie. Strażacy przepompowali setki litrów substancji
Dokument opisuje szereg wycieków i interwencji przeprowadzonych w czerwcu i lipcu. 3 czerwca inspektorzy ujawnili wyciek gęstej i lepkiej substancji koloru białego. Pęknięcie powstało w dolnej części pojemnika. Uwolniona substancja znalazła się na betonowej posadzce oraz na nieutwardzonym gruncie. Strażacy przepompowali ją do szczelnego zbiornika i zebrali zanieczyszczoną warstwę gleby.
Kolejny wyciek ujawniono 11 czerwca. Z pękniętego pojemnika wypłynęła czarna ciecz o ostrym zapachu charakterystycznym dla rozpuszczalników. WIOŚ oszacował ilość uwolnionej substancji na około 400 litrów. Również w tym przypadku konieczna była interwencja Państwowej Straży Pożarnej.
28 czerwca strażacy prowadzili działania w związku z wyciekiem z kolejnego mauzera. Łącznie przepompowano wówczas około 900 litrów substancji. Dzień później inspektorzy zauważyli na terenie ślady interwencji, rozsypany sorbent oraz czarną substancję znajdującą się pod jednym ze zbiorników.
9 lipca na teren składowiska przyjechali inspektorzy WIOŚ, strażacy oraz pracownicy spółki DJ Chem Chemicals. Powodem było przewrócenie się kilku beczek i podejrzenie wycieku.
Nie stwierdzono wówczas uwolnienia substancji z przewróconych pojemników. Między zbiornikami znajdowały się jednak zastoiska wody opadowej zanieczyszczonej chemikaliami spływającymi z zabrudzonych powierzchni. W innej części nieruchomości inspektorzy ujawnili niewielki wyciek z dwóch mauzerów. Czarną substancję zebrano, a miejsca wycieków zabezpieczono ziemią.
Dym nad składowiskiem w Wołominie. Strażacy schładzali beczki z chemikaliami
Do kolejnego niebezpiecznego zdarzenia doszło 16 lipca. Inspektorzy zauważyli szary dym wydobywający się z przewróconych plastikowych beczek. Wyczuwalny był również intensywny zapach przypominający palone tworzywo sztuczne.
Strażacy schładzali zbiorniki wodą. Ustalono, że wewnątrz mogła znajdować się substancja o silnie zasadowym odczynie. Po zetknięciu z wodą opadową mogła rozpocząć się reakcja egzotermiczna, wytwarzająca znaczną ilość ciepła oraz dym. Po kilkunastu minutach nie stwierdzono dalszego zadymienia ani wzrostu temperatury.
WIOŚ podkreślił, że teren jest regularnie sprawdzany, zazwyczaj dwa razy w tygodniu. Prowadzona jest również obserwacja rzeki Czarnej na wysokości posesji. Dotychczasowe wizje nie wykazały uciążliwości zapachowej od strony rzeki. Inspektorzy zaznaczyli również, że sam chemiczny zapach na terenie składowiska nie musi oznaczać, iż w danym momencie doszło do kolejnego wycieku.
Podczas części lipcowych wizji nie ujawniono nowych wycieków. Stan zbiorników nadal jednak się pogarsza, a regularne kontrole wykazują ryzyko rozszczelnienia. WIOŚ informuje o sytuacji między innymi wojewodę mazowieckiego, urząd marszałkowski oraz centra zarządzania kryzysowego.
Burmistrz Wołomina alarmuje w sprawie składowiska. „Nie przyjeżdżajcie po katastrofie”
Elżbieta Radwan podkreśliła, że władze Wołomina alarmują o zagrożeniu od maja 2023 roku. Wskazała na kolejne wycieki, przewracające się beczki, chemiczny odór oraz powtarzające się interwencje służb.
„Jeżeli w centrum miasta znalezionoby bombę, nikt nie czekałby, aż wybuchnie. Służby działałyby natychmiast” – napisała burmistrz.
Radwan zwróciła uwagę, że składowisko znajduje się kilkaset metrów od centrum miasta oraz centrum handlowego. Jej zdaniem zagrożenie może dotyczyć nie tylko mieszkańców, lecz także strażaków, inspektorów i innych pracowników służb wchodzących na teren nieruchomości.
„Nie przyjeżdżajcie do Wołomina po katastrofie. Zapobiegnijcie jej” – zaapelowała burmistrz.