-
Powrót do szkoły dla części dzieci oznacza zwiększone poczucie bezpieczeństwa i ulgę, a dla innych wywołuje lęk związany z samotnością lub przemocą rówieśniczą.
-
Przemoc rówieśnicza występuje zarówno w formie fizycznej, jak i cyberprzemocy, oraz często objawia się wykluczaniem z grupy; młodzi ludzie nie mają od niej wytchnienia, bo stała się obecna także online.
-
Szkoła i jej pracownicy mogą być wsparciem dla uczniów, jednak ważna jest również rola świadków, a reakcji dorosłych nie powinno się ograniczać do jednorazowej interwencji.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Dagmara Pakuła, Interia: Dlaczego dla niektórych dzieci koniec wakacji oznacza ulgę?
Katarzyna Talacha, psycholożka, prawniczka, konsultantka telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży: – To mogą być ekstremalne przyczyny, jak doświadczenie przemocy domowej. Gdy nie ma szkoły, dziecko nie ma powodu spędzać tylu godzin poza domem, więc narażenie na ten rodzaj przemocy może być większe. Ale są też te mniej drastyczne powody.
– Dzieci w wieku nastoletnim, u których kształtuje się tożsamość, poczucie odrębności, często są w konflikcie z rodzicami i wolą przebywać w szkole, gdzie są od rodziców odseparowani. Tak unikają okazji do kłótni.
– Szkoła to także ważne relacje, do których chce się wracać: zarówno rówieśnicze, jak i mentorskie, np. między nauczycielem a uczniem. Wreszcie są też dzieci, które zwyczajnie lubią się uczyć, bo to daje im satysfakcję. Szkoła to także rutyna, której część młodych ludzi potrzebuje dla poczucia bezpieczeństwa.
Ale są też dzieci, które właśnie teraz boją się najbardziej.
– W sierpniu odbieramy w telefonie zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111 sporo połączeń, które dotyczą obaw przed samotnością. Paradoksalnie powrót do szkoły i rówieśników często wywołuje właśnie to uczucie. Młodzi ludzie konfrontują się z tym, że choć otaczają ich znajomi, nie mają z nimi bliskich relacji.
– Niektórzy dzwonią i mówią, że boją się porównywania. „Każdy gdzieś był w wakacje, a ja nigdzie”. To także opowieści o lęku przed presją na wyniki, ale też przed przemocą rówieśniczą.
Jakie przyjmuje ona teraz formy?
– Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę zbadała i opisała te przypadki w raporcie „Rówieśnicy 2026”. Wynika z niego, że 87 proc. dzieci i młodzieży w wieku 10-17 lat doświadcza przemocy rówieśniczej.
– To m.in. przemoc fizyczna, cyberprzemoc czy dręczenie. Mowa o przypadkach wyśmiewania i krytykowania wyglądu, otrzymywania nieprzyjemnych wiadomości w internecie, celowego uderzania, ale też – co nie dla każdego jest intuicyjne – wykluczenia z grupy. Ta ostatnia forma jest dla dzieci bardzo bolesna.
– Nie da się ukryć, że przemoc rówieśnicza zintensyfikowała się i przeniosła do sfery online. Tam, nie widząc czyjejś reakcji, łatwiej jest to cierpienie zadawać. Kiedyś mówiło się o przemocy szkolnej, bo po wyjściu ze szkoły dziecko stawało się od tego wolne. Odkąd weszła do internetu, młodzi ludzie nie są w stanie się od tego uwolnić. Z przemocą budzą się i kładą spać.
Kiedy dorosłym powinna zapalić się czerwona lampka?
– Zawsze, gdy zauważamy u dziecka zmianę zachowania. Nadal dobrze ma się stereotyp, że trudności u dzieci i młodzieży objawiają się wyłącznie ich smutkiem, płaczem, dystansowaniem się, a to niepełny obraz problemu.
To może być na przykład agresja?
– Jak najbardziej. W chwili, gdy dziecko czuje, że traci kontrolę w jednej sferze funkcjonowania, bo np. doświadcza przemocy w szkole, może próbować odzyskać ją gdzie indziej, aby poczuć się stabilniej. Zdarza się, że sięga wtedy po zachowania agresywne, ponieważ to osoba stosująca przemoc jest postrzegana, jako ta, która ma wpływ i siłę.
– To może brzmieć banalnie, ale jako dorośli nie powinniśmy też lekceważyć oczywistych sygnałów, które dziecko komunikuje nam wprost. To, co dotyka mnie w tej pracy najbardziej, to sytuacje, kiedy młodzi ludzie mówią o swoim cierpieniu i nie są traktowani na poważnie. Zdarza się im słyszeć: „Jakie ty możesz mieć w tym wieku problemy”.
Równie niewyobrażalne dla rodzica może być to, że to jego dziecko jest sprawcą przemocy.
– Dlatego przypominam dorosłym, że za zachowaniami przemocowymi u dzieci często kryją się niezaspokojone potrzeby, które same w sobie nie są złe. To może być na przykład potrzeba bycia dostrzeżonym. Jedno dziecko zrealizuje ją, organizując imprezy albo angażując się w działania społeczne. Inne, by wywołać reakcję środowiska, sięgnie po przemoc.
– Przez to, dyskutując o przemocy, nie można skupiać się tylko na dwóch stronach: osobach stosujących przemoc i osobach doświadczających przemocy. Jest jeszcze jedna, niezwykle ważna grupa, o której przeważnie w dyskusji o przemocy rówieśniczej się zapomina.
Świadkowie.
– Dla nastolatków podstawową grupą odniesienia są właśnie rówieśnicy. Mechanizm przemocy rówieśniczej opiera się na reakcji otoczenia lub jej braku. Bez aprobaty świadków, nawet tej cichej, do wielu przypadków przemocy by nie dochodziło, więc ważne jest, by uczyć dzieci, jak istotna jest ich odwaga i zgłaszanie takich zjawisk, a w przypadku cyberprzemocy – nieprzyklaskiwanie.
– Zgłaszanie, ale nielajkowanie, niedołączanie do grup, w których rozgrywa się hejt. Warto przypominać im, do kogo konkretnie mogą się w takiej sytuacji zwrócić.
– I pamiętać, że odpowiedzialność za tę sytuację ciąży nie tylko na dzieciach.
Czyli zdarza się, że dziecko alarmuje, a dorośli zawodzą.
– Niestety, przeważnie nie jest tak, że po jednorazowej reakcji zjawisko ustanie. Tu trzeba konsekwencji, a bywa, że gdy dziecko zgłasza coś kolejny raz, reakcja jest słabsza lub nie ma jej w ogóle. A my, jako dorośli, musimy dążyć do tego, by takie zachowania zupełnie wygasić.
Ważną rolę odgrywa w tym procesie szkoła, której zarzuca się sporo uchybień. Czy faktycznie szkoły nie zdają egzaminu ze wspierania młodych ludzi?
– I tak, i nie. Osobiście lubię przełamywać tę narrację.
– Faktycznie szkoły borykają się z brakami, także wśród psychologów. Jednak z rozmów w telefonie zaufania wynika, że młodzież często otrzymuje tam wymaganą pomoc. Bywa, że na przykład rodzice nie chcą zgodzić się na wizytę dziecka u psychologa, bo uważają, że radzi sobie ono bez tego. Dziecko jest tymczasem innego zdania. Szkolny psycholog lub pedagog bywa wtedy bezcennym sojusznikiem dziecka i całej rodziny.
– Zdarza się, że słyszę potem od tych osób, że po spotkaniu z pedagogiem rodzice zmienili zdanie i cieszą się, że do tej rozmowy doszło.
Ci z kolei mogą być zaskoczeni, dowiadując się, że ich dziecko korzystało z telefonu zaufania.
– Często dzwonią do mnie młodzi ludzie, którzy sami podkreślają, że mają bardzo dobrych i kochających rodziców. Natomiast to nie sprawia, że automatycznie czują się gotowi o wszystkim z rodzicem porozmawiać. Czasami słyszę, że nie chcą ich martwić, wiedząc, że borykają się ze swoimi problemami. Zdarza się też, że nie wiedzą, jak rozmowę zacząć. Wtedy przeprowadzamy pewnego rodzaju próbę generalną.
– Niektórym łatwiej jest porozmawiać na początku z kimś życzliwym i anonimowym, a dopiero później opowiedzieć o swoim problemie zaufanym dorosłym w otoczeniu, do czego w 116 111 zawsze młodych ludzi zachęcamy.
Czyli rodzice nie powinni traktować takiego ruchu dziecka jako własnej porażki.
– Przeciwnie. Można spojrzeć na to, jako na dowód, że nauczyliśmy nasze dziecko walczyć o siebie i sięgnąć po fachową pomoc.
Rozmawiała Dagmara Pakuła
—-
W każdym europejskim kraju pod numerem 116 111 osoby poniżej 18. roku życia otrzymają potrzebną pomoc i wsparcie. Telefon jest anonimowy, bezpłatny, całodobowy i dyskretny.