Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu „Interia bliżej świata” publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Brytyjski „The Economist”, z którego pochodzi poniższy artykuł, ukazuje się nieprzerwanie od 1843 r. i należy do najpopularniejszych na świecie magazynów poświęconych tematyce politycznej i biznesowej. Ma opinię jednego z bardziej wpływowych tytułów prasowych na świecie. Tygodnik od samego początku niezmiennie trzyma się liberalnego kursu.
Na rynku w Zerbst, małym mieście w Saksonii-Anhalt na wschodzie Niemiec, panuje potworny upał. Mimo to uśmiech niemal nie znika z twarzy Ulricha Siegmunda. Przez trzy godziny Siegmund, główny kandydat populistyczno-prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD) w wyborach w Saksonii-Anhalt zaplanowanych na 6 września, podpisuje koszulki i robi sobie selfie z fanami, którzy długo czekali w palącym słońcu.
Nie ma tu śladu gniewu, który kiedyś był charakterystyczny dla wieców AfD. – To nie jest partia, to ruch! – promienieje Phillipp-Anders Rau, lokalny kandydat AfD.
Siegmund, którego pogodnie brzmiące hasło wyborcze głosi: „Wszystko jest możliwe!”, liczy, że zostanie pierwszym prawicowo-nacjonalistycznym przywódcą niemieckiego landu od czasów II wojny światowej.
W niedzielnych wyborach AfD zmierza po wyraźne zwycięstwo nad rządzącą Unią Chrześcijańsko-Demokratyczną (CDU). W zależności od tego, ile innych partii przekroczy próg 5 proc., może nawet zdobyć samodzielną większość. Jeśli jej to się nie uda, Siegmund ma inne drogi do władzy – być może dzięki przejściom polityków z CDU – choć w rozmowie z korespondentem „The Economist” zapewnia, że go to nie interesuje.
Wyborcy AfD: To nie są żadni radykałowie
Zwolennicy zgromadzeni na rynku odrzucają zarzuty, że partia ma mroczne zamiary.
– AfD nie jest radykalna, po prostu opowiada się za wolnością opinii – mówi Heike Schmidt, mieszkanka miasta.
Jednak plany partii dla Saksonii-Anhalt, opisane w 258-stronicowym programie rządzenia, należą do najdalej idących, jakie kiedykolwiek przedstawiła partia mająca realną szansę przejąć władzę. Składają się na wizję nowego rodzaju państwa – takiego, które działacze AfD traktują jako wzór dla reszty Niemiec. Zarazem są to propozycje bez wskazanego finansowania, a miejscami mało poważne.
Część postulatów – jak zniesienie prawa do azylu czy odbudowa relacji z Rosją – nie leży w kompetencjach władz landowych. Ale wiele innych już tak.
Język rosyjski w szkołach. Co tak naprawdę znajduje się w programie AfD
Zacznijmy od edukacji. AfD chce usunąć dzieci z niepełnosprawnościami oraz dzieci uchodźców ze zwykłych klas, co zdaniem ekspertów narusza prawo europejskie i międzynarodowe.
Partia domaga się większej liczby lekcji języka rosyjskiego i przywrócenia wymian ze szkołami w Rosji.
Chce też znieść Schulpflicht, czyli obowiązek chodzenia do szkoły, aby nieufni wobec systemu rodzice mogli uczyć dzieci w domu.
AfD przepisałaby programy nauczania tak, by usunąć z nich wokeizm i mocniej akcentować historyczne osiągnięcia Niemiec. Hans-Thomas Tillschneider, główny ideolog partii w landzie i najważniejszy autor jej manifestu, przekonuje, że niemiecka kultura potępiania nazistowskiej przeszłości doprowadziła do narodowego „zaburzenia tożsamości”.
AfD nie znosi niemieckich uniwersytetów w ich obecnej formie. Tillschneider nazwał akademicką humanistykę „legitymizującymi dz…mi” przemian społecznych. Partia chce przebudować sposób zarządzania uczelniami, wycofać się z europejskich standardów przyznawania dyplomów, powołać katedrę badań demograficznych oraz instytut „krytycznych studiów nad islamem”.
Wiele z tych zamierzeń trudno będzie zrealizować: wolność akademicka jest chroniona konstytucyjnie. Ponieważ jednak uniwersytety finansowane są w dużej mierze przez landy, agresywnie nastawiony rząd mógłby przykręcać im finansową śrubę.
Siegmund zapowiedział, że publicznego nadawcę – od dawna znienawidzonego przez niemiecką populistyczną prawicę – zastąpi „neutralną” alternatywą.
Program AfD bierze też na celownik hasło Saksonii-Anhalt #moderndenken („myśleć nowocześnie”) oraz promowanie XX-wiecznego ruchu architektonicznego Bauhaus, którego ważnym ośrodkiem było Dessau. Partia widzi w Bauhausie dokładnie ten rodzaj wykorzenionej kultury, którą chce wyeliminować. Jej alternatywa, #deutschdenken, akcentuje dorobek Marcina Lutra, Friedricha Nietzschego i Świętego Cesarstwa Rzymskiego oraz zakłada tworzenie „patriotycznych koncepcji turystycznych”.
To się może nie udać. Z kilku powodów
Realizacja tych planów wymagałaby jednak sprawności, której – jak podejrzewa wielu ludzi, także w samej AfD – partii brakuje. Niemieckie landy potrzebują setek urzędników i pracowników administracji, a poza kilkoma miastami i powiatami AfD nie ma doświadczenia w rządzeniu. Dwaj najbliżsi współpracownicy Siegmunda należeli kiedyś do neonazistowskiej organizacji młodzieżowej; to nie jest szczególnie obiecujące zaplecze do zarządzania landem.
Utworzona w ubiegłym roku Akademia Czarno-Czerwono-Złota szkoli partyjne kadry w administracji, AfD zasięgała też rad u austriackiej populistyczno-prawicowej Wolnościowej Partii Austrii, która współtworzyła rządy zarówno na szczeblu landowym, jak i krajowym. Wszystko to jednak nie wydaje się wystarczające wobec skali zadania.
AfD ograniczą również finanse – zauważa Petra Dobner z Uniwersytetu w Halle. Saksonia-Anhalt, niezbyt bogaty land liczący 2,1 mln mieszkańców, ma ok. 25 mld euro długu i jest mocno uzależniona od transferów z reszty Niemiec.
Według Instytutu Badań Gospodarczych w Halle program AfD, obejmujący hojne obietnice dotyczące opieki nad dziećmi i posiłków szkolnych, zostawiłby w budżecie roczną lukę w wysokości 2,2 mld euro. Być może dlatego niedawny program AfD na pierwsze 100 dni rządów koncentruje się na sprawach symbolicznych, takich jak wywieszanie niemieckich flag i likwidacja języka neutralnego płciowo.
Organizacje, które znalazły się na celowniku partii, nie popadają jednak w samozadowolenie. Uniwersytety, sędziowie i organizacje pozarządowe od miesięcy opracowują strategie na wypadek rządów AfD. Na początku tego roku posłowie w Saksonii-Anhalt zmienili zasady wyboru sędziów i przewodniczącego parlamentu landowego. Jedna z największych obaw dotyczy tego, że AfD mogłaby forsować niekonstytucyjne rozwiązania, wiedząc, że sądy będą potrzebowały lat, by je uchylić, a przeciwnicy polityczni będą w tym czasie tracić siły i morale.
Zażyłość z Rosją budzi obawy o bezpieczeństwo
Perspektywa rządu AfD zmusza do myślenia także innych w Niemczech. Ministrowie spraw wewnętrznych 15 pozostałych landów, zwracając uwagę na zażyłość partii z Rosją, zastanawiali się, jak wykluczyć AfD z części rozmów prowadzonych między resortami. Georg Maier, minister spraw wewnętrznych Turyngii, opowiada się za zbudowaniem „chińskich murów”, które miałyby zagwarantować, że kluczowe informacje dotyczące bezpieczeństwa narodowego nie trafią do ministrów tej partii.
Sama AfD również obawia się oporu „głębokiego państwa” w Saksonii-Anhalt. Siegmund mówi, że będzie chciał wymienić nawet 200 pracowników administracji landowej. Groził też „środkami administracyjnymi” wobec tych, którzy staną mu na drodze. Partia może dokonać kilku nominacji politycznych i zwolnić część urzędników. Z pewnością odwoła szefa landowego kontrwywiadu, który w 2023 roku uznał AfD w Saksonii-Anhalt za ugrupowanie skrajnie prawicowe.
Większości urzędników nie da się jednak po prostu wyrzucić. Friedrich Zillessen, prawnik zajmujący się odpornością sądownictwa w tym landzie, zauważa jednak, że rząd AfD mógłby znaleźć inne sposoby: czekać, aż urzędnicy sami odejdą na emeryturę, awansować przychylne sobie osoby albo stworzyć atmosferę zastraszenia.

„Łatwo mówić takie rzeczy w Berlinie”
Saksonia-Anhalt i tak nie jest w dobrej kondycji. Ma najwyższą medianę wieku spośród niemieckich landów i należy do regionów o najgorszych wskaźnikach ubóstwa. AfD obiecuje zastąpić „kulturowo obcych” specjalistów, zachęcając do powrotu Niemców, którzy wyjechali z landu. Jej polityka może jednak przynieść efekt odwrotny. Coraz częściej mówi się o pracownikach, którzy mogliby wyjechać, jeśli AfD obejmie władzę. Ludzie z zewnątrz, zwłaszcza cudzoziemcy, którzy w innych okolicznościach mogliby rozważyć przyjazd, z pewnością zastanowią się dwa razy.
AfD zapowiedziała nawet, że odrzuci przypadającą Saksonii-Anhalt część środków z krajowego funduszu infrastrukturalnego utworzonego w ubiegłym roku przez kanclerza Friedricha Merza. – Co się stanie, kiedy wszyscy wyjedziemy, bo nie będziemy już w stanie tu wytrzymać? – pyta Sophie Jungnickel, menedżerka w lokalnej firmie.
Wielu przeciwników AfD wydaje się skłonnych po cichu pozwolić Siegmundowi popełnić błędy, licząc, że potknięcie w małym landzie odbierze partii aurę niezwyciężoności.
Mieszkańcy Saksonii-Anhalt patrzą na to inaczej. – Łatwo mówić takie rzeczy w Berlinie albo na południu Niemiec – mówi Lennart Birth, aktywista polityczny, który niedawno wyprowadził się z landu. – Ale nie tym, którzy muszą z tym żyć każdego dnia.
Tekst przetłumaczony z „The Economist” © The Economist Newspaper Limited, London, 2026