Najpierw na dachu Politechniki stanęły trzy ule, potem pojawił się pomysł, by dzięki nowym technologiom pokazywać tajemne życie pszczół światu. Tak właśnie natura zainspirowała inżynierów z Poznania.
„Razem z kolegą zaczęliśmy myśleć, burza mózgów, jak to ma być zaprojektowane, zautomatyzowane, jak to będziemy pokazywać światu” – mówi Marcin Skrzyszewski, informatyk z Politechniki Poznańskiej. Teraz pszczółki Politechniki może podglądać każdy. Poznańska katedra w tle gratis.
W ulach są zamontowane kamery, jest też dźwięk. Jest hangar, miejsce, gdzie pszczoły lądują, startują. Jest magazyn miodu.
Podglądanie pracy w ulu
Pomiary z czujników podawane są na żywo, więc mogą być zaczynem do niejednej pracy naukowej. Ale najwięcej niespodzianek było z kamerami wewnątrz uli.
„Okazało się, że ta rodzina jest taka bardzo medialna, bo wszystkie pszczoły zaczęły do tej kamery lgnąć, pokazywać skrzydełko, nóżkę, i czasem bardzo mało widać, tylko na zbliżeniu dwie pszczoły” – dodaje Skrzyszewski.
Dopracowanie całego systemu trwało ponad rok. Bo pierwotny projekt mocno zweryfikowała sama natura.
„Ustawiliśmy sobie kamerkę według jakiegoś pomysłu, ale to był nasz pomysł, nie pomysł pszczół. One nie były modelkami, więc trzeba było wysuwać, wsuwać” – dodaje Jarosław Derda.
Na dachu Politechniki mieszkają trzy pszczele rodziny. W sumie 45 tysięcy pszczół. Opiekuje się nimi certyfikowany pszczelarz, a inżynierowie dbają o czujniki i kamery.
-
Coś bardzo złego dzieje się z trzmielami. Kiepsko wygląda to, co gromadzą
-
Przyciąga motyle jak magnes. Kwitnie w sierpniu i zdobi ogród aż do jesieni
Uspokajający system pszczeli
„Pszczoły każdy element, który w ulu jest, oblepiają swoimi materiałami, dlatego co jakiś czas musimy przychodzić i tę kamerkę czyścić, ze względu na to, że jest ona oblepiona woskiem” – mówi Derda i dodaje: To mnie zaskoczyło, że poznanie tych owadów zmienia podejście do nich. Kiedyś bardzo się bałem pszczół, a teraz stoimy blisko, tu jedna przeleci, zabrzęczy, ale nic mi to obecnie nie robi”.
I tak dwóch informatyków uczelni, którzy mieli tylko zająć się automatyką, połknęło bakcyla pszczelarstwa. Obaj inżynierowie przez rok poznali też charakterki mieszkańców pasieki.
„Każda z tych rodzin zachowuje się inaczej. Wiem, że do pierwszego ula mogę wejść bez rękawiczek, one mnie przyjmą z otwartymi rękami. Do trzeciego wystarczy, że podejdę, a już zaczynają inaczej bzyczeć. Nauczyłem się rozpoznawać, kiedy pszczołom się nie podoba, a kiedy są zainteresowane” – konkluduje Marcin Skrzyszewski.
Poznańskie pszczółki można podglądać cały rok. I warto włączyć głośniki, bo to potwierdzone naukowo, że słuchanie bzyczenia działa uspokajająco.