-
Zapasy amerykańskich pocisków AIM-120, AIM-9 oraz rakiet PAC-3, używanych przez Ukrainę do obrony przeciwko rosyjskim pociskom manewrującym i dronom, są na wyczerpaniu.
-
Kijów ma otrzymać nowe systemy przeciwlotnicze SAMP/T NG z pociskami Aster, jednak ich produkcja i wdrożenie potrwają kilka lat, a aktualnie zapasy są niewystarczające.
-
W obliczu malejących rezerw uzbrojenia, Ukrainie pozostają dwie opcje działania: wzmocnienie ochrony i ukrycie infrastruktury oraz ataki na rosyjskie fabryki i wyrzutnie pocisków.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
„The Economist” zwrócił uwagę, że Ukraina „z trudem radzi sobie” z nowymi rosyjskimi dronami Gerań-4 i Gerań-5, które osiągają prędkość do 600 km/h. Turboodrzutowe silniki maszyn pochodzą głównie z Chin, ale niektóre z nich – jak dowiedział się tygodnik – produkowane są w Rosji przy użyciu drukarek 3D, które zostały przemycone z Zachodu.
„Te drony oraz podobny, ale większy model 'Banderoł’ bardziej przypominają tanie pociski manewrujące niż wcześniejsze konstrukcje napędzane śmigłami” – czytamy w publikacji.
W sumie Kreml produkuje około 3 tys. tego typu maszyn miesięcznie. Tymczasem ukraińskim samolotom F-16 zaczyna brakować amerykańskich pocisków AIM-120 i AIM-9. Broń jest potrzebna do zestrzelania konwencjonalnych pocisków manewrujących.
Wojna w Ukrainie. Kijów ma braki w arsenale. „Praktycznie wyczerpane”
Ukraina – ze względu na sytuację – pracuje nad stworzeniem własnych systemów przechwytujących drony, aby powstrzymać odrzutowe bezzałogowce. „The Economist” wskazał jednak, że „problem się pogłębia”. Ponieważ spośród 57 pocisków wystrzelonych w ciągu pierwszych ośmiu dni sierpnia wiadomo, że „zestrzelono tylko jeden”.
Tygodnik wskazał, że powód takiego stanu rzeczy „jest prosty”. Zapasy ukraińskich systemów przechwytujących Patriot PAC-3 „są praktycznie wyczerpane„, a jest to „jedyny skuteczny środek” przeciwdziałania pociskom balistycznym, jakim dysponuje Kijów.
„Rosja przyspieszyła produkcję swoich najbardziej śmiercionośnych pocisków do około 100 sztuk miesięcznie, z czego 60 to Iskander-M, a 40 to RM-48U. Przechwycenia z 27 sierpnia były możliwe dzięki niewielkiej partii pocisków PAC-3 zakupionych przez europejskich sojuszników. Bardziej znaczące dostawy są mało prawdopodobne” – podkreślił „The Economist”.
Problemy z dostawami i produkcją pocisków Patriot pojawiły się w związku z wojną Donalda Trumpa z Iranem, która doprowadziła do wyczerpania amerykańskich zapasów. „Nikt nie chce rezygnować z własnych pocisków przechwytujących, gdy perspektywy ich uzupełnienia są nikłe” – podkreślił tygodnik.
Ukraina ma coraz mniej rakiet. Pojawiły się jednak „obiecujące zmiany”
Na horyzoncie pojawiły się jednak pewne „obiecujące zmiany” w podejściu sojuszników Kijowa. Ukraina bowiem ma w tym roku otrzymać kilka francusko-włoskich baterii przeciwlotniczych SAMP/T wraz z pociskami przechwytującymi typu Aster. Ponadto w przyszłym roku dołączy do nich osiem nowszych wersji SAMP/T NG.
Nowy system – jak wskazała gazeta – jest wyposażony w bardziej zaawansowany radar do końcowego etapu naprowadzania i jest w stanie poradzić sobie z wieloma manewrującymi pociskami balistycznymi, takimi jak rosyjski „Iskander-M”.
Źródła we francuskiej armii twierdzą, że pod pewnym względami broń przewyższa system Patriot. W przeciwieństwie do PAC-3, które niszczą nadlatujący pocisk poprzez bezpośrednie trafienie, wyprodukowane w Europie rakiety są wyposażone w głowice bojowe, które detonują w pobliżu celu. Ponadto ich cena wynosi mniej niż połowę ceny najnowszej wersji eksportowej PAC-3, kosztującej około 7 mln dolarów.
Fabian Hoffman, analityk ds. rakiet, podkreślił jednak w rozmowie z „The Economist”, że SAMP/T NG „musi jeszcze sprawdzić się w warunkach bojowych„. Ponadto firma produkująca rakiety – mimo zwiększenia produkcji – do 2028 roku nie osiągnie poziomu 300 sztuk rocznie. Ukraina mogłaby uzyskać licencję na produkcję własnych systemów Aster, ale to również „zajmie trochę czasu”.
Niemcy również pracują nad zwiększeniem produkcji broni
Plany zwiększenia produkcji broni pojawiły się ponadto w Niemczech, gdzie będą powstawać PAC-2. Systemy są jednak mniej wydajne i tempo ich produkcji będzie wynosiło 2 tys. sztuk rocznie.
„Większość z nich mogłaby trafić na Ukrainę (pod warunkiem że zgodzą się na to kraje NATO, które zamówiły tysiąc sztuk). Nie będą one jednak czynnikiem zmieniającym sytuację” – ocenił „The Economist”.
Tygodnik wyjaśnił, że długoterminowym rozwiązaniem może być europejsko-ukraiński projekt „Freyja”. Jego celem jest zapewnienie Ukrainie i jej europejskim sojusznikom znacznie tańszej i dostępnej w większych ilościach alternatywy dla systemu PAC-3, która będzie współpracować z radarami i łączami danych zgodnymi ze standardami NATO.
Pocisk ma bazować na ukraińskiej rakiecie balistycznej krótkiego zasięgu FP-7. Czujniki, systemy naprowadzania i dowodzenia będą ponadto pochodzić od 12 europejskich firm zbrojeniowych, w tym francuskiego Thalesa, włoskiego Leonardo, niemieckiego Diehla i szwedzkiego Saaba.
Ukrainie pozostają dwie opcje. Wśród nich dalsze uderzenia na rosyjski przemysł
Matthew Bint z Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych uważa, że w najlepszym razie „Freyja” może osiągnąć pewną zdolność operacyjną do 2028 roku.
Z tego powodu, jak wskazał brytyjski tygodnik, Ukrainie pozostają obecnie dwie opcje. Po pierwsze wzmocnienie i zamaskowanie infrastruktury oraz celów przemysłowych, przy jednoczesnym zapewnieniu wystarczających dostaw części zamiennych.
Drugą z kolei jest strategia „left-of-launch”, polegająca na zmniejszeniu liczby pocisków dostępnych dla Rosji poprzez ataki na fabryki, w których są one produkowane oraz niszczeniu wyrzutni, zanim pociski zostaną wystrzelone.
„Problem ma charakter strukturalny: produkcja pocisków balistycznych na dużą skalę jest tańsza i łatwiejsza niż wytworzenie wystarczającej liczby pocisków przechwytujących, by je zestrzelić. Na Ukrainie działania lądowe mogą sprzyjać stronie broniącej się. Jednak w przypadku operacji powietrznych sytuacja jest odwrotna – po obu stronach” – podał „The Economist”, powołując się na Fabiana Hoffmana.
Źródło: „The Economist”