-
Niemiecki tygodnik ujawnił tajne akta dotyczące śledztwa w sprawie incydentu z dronem na lotnisku w Lipsku.
-
W dokumentach wskazano dwóch podejrzanych powiązanych z rosyjskim wywiadem wojskowym oraz powiązania z pożarem w Łodzi.
-
Do incydentu doszło 4 sierpnia, a użyte drony były rosyjskiej produkcji i wyposażone w ładunki wybuchowe.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Niemiecki tygodnik „Welt am Sonntag” dotarł do tajnych akt dotyczących śledztwa w sprawie incydentu z udziałem drona na lotnisku w Lipsku, do którego doszło na początku sierpnia. Swoje ustalenia dziennikarze zweryfikowali także podczas rozmowy z wysoko postawionymi przedstawicielami służb bezpieczeństwa.
Według autorów w dokumentach pojawiają się dwaj podejrzani, z których jeden ma wyraźne powiązania z rosyjskim wywiadem wojskowym (GRU). To właśnie te ustalenia miały skłonić niemieckie władze do oficjalnego oskarżenia Rosji o próbę przeprowadzenia sabotażu.
Dron na lotnisku w Lipsku. Media ujawniają tajne ustalenia
Osoby, które niemieccy śledczy podejrzewają o przeprowadzenie operacji, to obywatel Białorusi Andrej Ka. i obywatel Rosji Oleg Le. Pierwszy z mężczyzn jest prawdopodobnie drobnym przestępcą – figuruje w bazach danych służb w Finlandii i na Litwie, m.in. pod zarzutem kradzieży.
Wstępne ustalenia wskazują, że to Le. był odpowiedzialny za planowanie i logistykę ataku. Przeprowadzenie aktu sabotażu miał koordynować bezpośrednio z Rosjanami. W tym momencie podejrzany znajduje się już prawdopodobnie na rosyjskim terytorium.
Mężczyzna dostał się do Niemiec przez Turcję drogą lotniczą, przez lotnisko Berlin Brandenburg. Już w momencie jego wjazdu do kraju służby miały podejrzewać go o powiązania z GRU – nie zdecydowano jednak o zatrzymaniu, nie objęto go także żadną formą nadzoru.
Akt dywersji w Lipsku. Jest polski wątek, chodzi o pożar w Łodzi
Niemieccy funkcjonariusze ustalili tożsamość podejrzanego Ka. dzięki fragmentom rękawic ze śladami DNA, które znaleziono na konstrukcji anteny służącej prawdopodobnie do sterowania dronem.
Mężczyzna, poza zarzutami w krajach bałtyckich, jest znany także polskim służbom. Prokuratura łączy go z pożarem w markecie budowlanym w Łodzi, do którego doszło latem 2024 roku. Także to wydarzenie jest klasyfikowane jako sabotaż, a śledztwo wskazuje na wątek rosyjski w incydencie.
Z ustaleń służb wynika, że materiały wybuchowe wykorzystane w Lipsku trafiły do Niemiec przez Bułgarię i Serbię. Zostały wwiezione do kraju w ciężarówkach, a następnie przetrzymywane były w podziemnych kryjówkach. Lokalizację co najmniej kilku z nich udało się ustalić – opisuje „Welt am Sonntag”.
Niemcy. Dron w pobliżu ukraińskiego samolotu na lotnisku
Do groźnego incydentu na lotnisku w Lipsku doszło 4 sierpnia. W pobliżu ukraińskiego samolotu Antonow zauważono wtedy niezidentyfikowanego drona. Jak się okazało, bezzałogowiec rosyjskiej produkcji był wyposażony w ładunek wybuchowy.
W kolejnych dniach w pobliżu obiektu znaleziono kolejne bezzałogowce. Żaden z nich nie wybuchł, eksperci szacują jednak, że gdyby operacja się udała, potężna eksplozja zniszczyłaby część portu lotniczego.
W związku z incydentem trwa szeroko zakrojone śledztwo niemieckich służb. Kilkanaście dni temu Berlin, opierając się na wczesnych ustaleniach, wprost oskarżył Rosję o zorganizowanie operacji. Moskwa odrzuca zarzuty.
Źródło: „Welt am Sonntag”
-
Niemcy wskazują palcem na Rosję. Media: Wymierzą bezpośrednie sankcje
-
Planowano atak na wielką skalę. W Lipsku znaleziono kolejnego drona