-
Mariusz Błaszczak podkreślił, że odpowiedź Polski na ewentualny atak Rosji na Estonię byłaby zgodna z Traktatem Północnoatlantyckim i wymagałaby udziału całego NATO.
-
Były minister obrony odrzucił zarzuty Władysława Kosiniaka-Kamysza o podważanie solidarności w NATO, twierdząc, że jego wcześniejsze wypowiedzi zostały wyjęte z kontekstu.
-
Błaszczak zaznaczył, że kluczowe dla wzmocnienia wschodniej flanki NATO są wojska sojuszników z Zachodu, szczególnie Stanów Zjednoczonych, również w kontekście odstraszania Rosji.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Mariusz Błaszczak został zapytany w programie „Tłit” WP o to, jak Polska powinna zareagować w przypadku ewentualnej agresji Rosji na Estonię.
– Przede wszystkim wtedy odpowiadamy zgodnie z Traktatem Północnoatlantyckim, odpowiadamy na wniosek Estonii, ale odpowiada cały Sojusz Północnoatlantycki. Nie miejmy złudzeń, że sami jesteśmy w stanie. Jeszcze nie jesteśmy – powiedział były minister obrony narodowej.
– Może kiedyś będziemy Stanami Zjednoczonymi i być może wtedy taką rolę byśmy przyjęli jako mocarstwo globalne – dodał.
Mariusz Błaszczak o obronie Estonii. „To zależy od kontekstu”
Prowadzący dopytywał polityka PiS, czy jako minister obrony narodowej byłby skłonny do udziału w szerszej interwencji.
– To zależy od kontekstu. Zresztą proszę zwrócić uwagę, że kiedy byłem ministrem obrony narodowej, to Sojusz Północnoatlantycki na wschodniej flance NATO był najsilniejszy w historii, a więc ze słów można zrobić jakąś zbitkę, można je wykorzystać do ataku. Czyny, nie słowa – odpowiedział Błaszczak.
Wypowiedź nawiązywała do dyskusji, którą na początku września wywołały jego słowa w Radiu ZET. Pytany wówczas, czy polscy żołnierze powinni ruszyć na pomoc Estonii, Łotwie lub Litwie w przypadku rosyjskiego ataku, stwierdził, że „polscy żołnierze powinni bronić Polski”.
Dopytywany o artykuł 5. NATO mówił wówczas, że „wszystko zależy od okoliczności” i wskazywał m.in. na obecność polskich żołnierzy na Łotwie.
Kosiniak-Kamysz krytykował słowa Błaszczaka. Były szef MON odpowiada
Wypowiedź Błaszczaka spotkała się z krytyką przedstawicieli koalicji rządzącej. Władysław Kosiniak–Kamysz zarzucił politykowi PiS podważanie solidarności wewnątrz NATO.

Błaszczak w rozmowie z WP odrzucił te zarzuty. – Zarzut jest nieprawdziwy. Wynika on ze złej woli ministra Kosiniaka-Kamysza i z tego, że nie realizuje programu przygotowanego przez rząd Prawa i Sprawiedliwości wzmacniania polskiego wojska – powiedział.
Były szef MON przekonywał, że jego wcześniejsze słowa „zostały wyjęte z kontekstu, żeby stworzyć pole ataku”.
Po wrześniowej wypowiedzi Błaszczaka krytykowali również m.in. rzecznik rządu Adam Szłapka, szef MSWiA Marcin Kierwiński oraz politycy KO, Polski 2050 i Razem. Zarzucali mu podważanie znaczenia artykułu 5. Traktatu Północnoatlantyckiego.
Sam Błaszczak odpowiadał wówczas, że zobowiązania sojusznicze są wiążące, a artykuł 5. NATO jest uruchamiany kolegialnie.
Błaszczak o wojskach USA na wschodniej flance NATO
W rozmowie z WP były minister obrony argumentował również, że wzmocnienie wschodniej flanki powinno opierać się na obecności wojsk sojuszników z Zachodu, a nie na przesuwaniu sił pomiędzy państwami regionu.
– Żeby wzmocnić wschodnią flankę Sojuszu Północnoatlantyckiego, trzeba się starać o to, aby w naszej części Europy stacjonowały wojska państw naszych sojuszników z Zachodu, bo przecież przesunięcie sił na wschodniej flance Sojuszu Północnoatlantyckiego niewiele zmieni albo w zasadzie nic nie zmieni – powiedział.
Pytany o rozmieszczanie niemieckich oddziałów w państwach bałtyckich, Błaszczak wskazał na znaczenie obecności wojsk Stanów Zjednoczonych.
– Ja się cieszę z tego, że w Polsce stacjonują wojska amerykańskie, a nie niemieckie, bo Amerykanie, jedynie Amerykanie, stanowią realny argument w polityce odstraszania Rosji. Stąd ten Fort Trump niezwykle ważny – stwierdził.
Artykuł 5. NATO. Co głosi?
Artykuł 5. NATO to klauzula o wzajemnej pomocy członków sojuszu. Tak brzmi jego pełna treść:
„Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim, i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie, jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego”.
Źródła: WP, Interia
-
Ukraińska kontrofensywa, Rosjanie wyparci. Dziesiątki kilometrów wyzwolone
-
„Wiedzieli dokładnie, gdzie uderzyć”. Porażające skutki taktyki Rosji