-
Dezercja i samowolne oddalenia z jednostek wojskowych są znaczącym problemem w ukraińskiej armii, obejmującym około 400 tysięcy przypadków.
-
W artykule wskazano, że działania władz koncentrują się głównie na karaniu skutków dezercji, zamiast rozwiązywać ich przyczyny.
-
Czynniki napędzające dezercję to m.in. nieprzystosowany system szkolenia, biurokratyczne trudności w przenoszeniu żołnierzy oraz brak waloryzacji żołdu w obliczu rosnącej inflacji.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Na problem zwrócił uwagę w najnowszym wpisie w mediach społecznościowych Ihor Łucenko. Doświadczony dowódca pododdziałów operatorów dronowych oraz założyciel Centrum Wsparcia Powietrznego podkreśla w nim, że władze w Kijowie popełniają w tej kwestii fundamentalne błędy.
Wojskowy przekonuje, że obecnie Kijów skupia się wyłącznie na karaniu za skutki dezerterowania, zamiast systemowo eliminować przyczyny tego procederu.
Wojna w Ukrainie. Dezercja w ukraińskiej armii
Łucenko wskazał na cztery główne czynniki, które napędzają falę samowolnych odejść z wojska. Jak zauważa, największy odsetek żołnierzy decyduje się na ucieczkę jeszcze podczas trwania podstawowego przeszkolenia.
Problem wynika ze sztywnego, często anachronicznego systemu, który próbuje na siłę przekształcić nieprzygotowanych psychicznie cywilów w żołnierzy piechoty morskiej lub szturmowców, ignorując ich rzeczywiste predyspozycje.
Kolejną kwestią są konflikty osobiste z dowódcami liniowymi, których wojskowa biurokracja nie potrafi rozwiązać. Nawet gdy dowódca oddający i przyjmujący wyrażają pełną zgodę na przeniesienie żołnierza do innej jednostki, system potrafi mrozić dokumenty przez całe miesiące. Łucenko określa obecny system przenosin wprost jako „powolne piekło”.
Trzecim powodem jest wysokość żołnierskiego żołdu, który od początku wojny nie został zwaloryzowany o wskaźnik galopującej inflacji i rosnące koszty życia. Dla wojskowych, którzy muszą z tych środków utrzymać swoje rodziny, otrzymywane stawki stają się z roku na rok, jak ujął to oficer, „bolesną i upokarzającą kpiną”.