Jednym z punktów trwającej prawie tydzień wizyty Karola Nawrockiego w Stanach Zjednoczonych był Polish-American Economic Summit, który potrwał osiem godzin. – Nie wyglądało to imponująco. Jedna sala i nie wiem, czy 200 osób było – ujawnił „Newsweekowi” jeden z uczestników. Pojawiły się różnice dotyczące panelistów; firm, które przyjęły zaproszenie na wydarzenie i tych, które wykupiły pakiety oferowane przez fundację na Polsko Amerykańskim Szczycie Ekonomicznym.
Paneliści i firmy na Polish-American Economic Summit. Różne dane
Raz słychać o 80 firmach, innym razem o 200 uczestnikach, a potem znowu o prawie 100 firmach polskich i amerykańskich. Minister w Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego Karol Rabenda podał kilka konkretów, ale pojawiły się zgrzyty. Swojej obecności zaprzeczyło Asseco. Doraco wyjaśniło, że „nie było partnerem, lecz tylko wysłało na forum swojego człowieka”. Jednym z partnerów miał być Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.
Jak czytamy „na swojej stronie internetowej nie poświęcił temu forum ani jednego zdania, choć w kalendarzu i aktualnościach opisuje każde spotkanie i każdy raport”. Związek wyjaśnił, że po prośbie udzielił wydarzeniu patronatu beż żadnej kontrybucji finansowej czy organizacyjnej. Nikogo nie było na miejscu. Szczyt odbył się w Instytucie Pileckiego. Kancelaria Prezydenta przekonywała, że wynajęła salę przez Stałe Przedstawicielstwo RP przy ONZ.
Karol Nawrocki z wizytą w USA. Ujawniono prawdziwy cel polskich i amerykańskich firm
Salę wynajęto na cały dzień, a nie 30 min. jak sugerował Rabenda. Kosztowało to 35 tys. dol. W planie forum i kalendarzu Nawrockiego nie było miejsca na spotkania w czasie Polish-American Economic Summit, ale co najmniej jedno się odbyło – z prezesem Palantiru Alexandrem Karpem. Na imprezie fundacji Centrum Strategii Rozwojowych był także Jakub Turowski z Mety. – Gołym okiem widać, że firmy z USA chcą mieć dojścia do polskich polityków z jednej i z drugiej strony – zdradziło źródło.
Podobnie wygląda sprawa w przypadku polskich przedsiębiorstw. Zdaniem informatora „w całej tej imprezie tylko w niewielkim stopniu chodzi o łączenie polskiego biznesu z amerykańskim, a ważniejsze jest trzymanie ręki na politycznym pulsie”. Polityk rządzącej koalicji zajmujący się sprawami zagranicznymi krytycznie ocenił aktywność prezydenta. – To jest wycieczka do Nowego Jorku, a nie poważna wizyta – stwierdził. Jego zdaniem to „małe wakacje”.