-
Podczas sobotnich zamieszek w Paryżu policja zatrzymała rekordową liczbę 855 osób, a prokuratura przekazała, że większość z nich była powiązana z kradzieżami i wandalizmem.
-
W trakcie demonstracji przeciwko wysokim kosztom życia w całej Francji zatrzymano 1200 osób, a 150 funkcjonariuszy zostało rannych.
-
Media francuskie sugerują, że zamieszki z 17 października mogą przyczynić się do wzrostu poparcia dla skrajnej prawicy.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Policja z Paryża poinformowała w niedzielę rano, że podczas sobotnich zamieszek aresztowała „rekordową liczbę” 855 osób. Prokuratura podała z kolei, że w areszcie przebywa ponad 500 z nich.
„Aresztowania miały miejsce przez całą noc i do godziny 6:00 rano dzisiejszego dnia” – podkreśliły służby cytowane przez agencję AFP.
Zamieszki w Paryżu. W areszcie przebywa ponad 500 osób, w tle kradzieże i wandalizm
Śledczy ujawnili, że wśród zatrzymanych znalazło się 346 osób dorosłych i 171 nieletnich. Jak jednak dodali, dane te są tymczasowe i mogą ulec w przyszłości zmianie.
W komunikacie służb ponadto dodano, że większość aresztowań była spowodowana przyjmowaniem skradzionych dóbr, współudziałem w zamiarze popełnienia przemocy oraz wandalizmem.
Zamieszki we Francji wybuchły na marginesie sobotnich demonstracji przeciwko wysokim kosztom życia. W całym kraju – jak wynika z danych przedstawionych przez służby – aresztowanych zostało 1200 osób, a 150 policjantów i żandarmów odniosło obrażenia.
W trakcie starć manifestantów z policją doszło do dewastacji ulic oraz zniszczenia budynków. W ogniu stanął m.in. 140-letni ratusz w Limoges oraz posterunek policji w Bordeaux.
Najtrudniejsza sytuacja panowała w Paryżu, gdzie – jak poinformował mer miasta Emmanuel Gregoire – całe ulice miasta „zostały zdewastowane”. Zastępczyni mera, Lamia El Aaraje, dodała, że w stolicy Francji doszło do „poziomu przemocy, jakiego nigdy wcześniej nie widzieliśmy”.
Francja. Zamieszki a nadchodzące wybory. Media wskazują na skrają prawicę
„Chaos i oszołomienie” – opisał dziennik „Le Monde” wrażenia po sobotnich zamieszkach, „bezprecedensowych na sześć miesięcy przed wyborami prezydenckimi„. Ten wybuch przemocy – zdaniem dziennika – osłabił rząd premiera Lecornu.
Dziennik „Le Monde” ocenił przy tym, że akty przemocy, do których doszło podczas demonstracji w całej Francji, mogą przysporzyć poparcia skrajnej prawicy.
Wiosną 2027 roku w kraju odbędą się bowiem wybory prezydenckie. Obecnie w sondażach prowadzi liderka skrajnej prawicy Marine Le Pen.
Dziennik porównał sobotnie wydarzenia do zamieszek podczas protestów „żółtych kamizelek” z 1 grudnia 2018 roku. Jak ocenił, unaoczniają one „niemoc państwa, które straciło w sobotę kontrolę w konfrontacji ze sprawcami zamieszek – mobilnymi, rozproszonymi i zdeterminowanymi”.