-
Amerykański wywiad ostrzegł sekretarza stanu Marka Rubia o zaawansowanych planach Iranu, które mają na celu atakowanie dyplomatów USA na Bliskim Wschodzie.
-
Departament Stanu podjął decyzję o redukcji personelu w placówkach dyplomatycznych w Jordanii, Libanie, Katarze oraz w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
-
Oficjele z USA zaprzeczają, jakoby ograniczenie działalności wybranych ambasad było bezpośrednio powiązane z groźbami prezydenta Trumpa dotyczącymi bombardowań Iranu.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
O sprawie poinformowały w piątek agencja Associated Press (AP) oraz portal Axios. Z ich relacji wynika, że amerykański wywiad ostrzegł sekretarza stanu Marka Rubia o irańskich planach ataków przeciwko dyplomatom USA na Bliskim Wschodzie
Według cytowanej przez media notatki Dyrektora Wywiadu Narodowego amerykańskie służby ustaliły, że „Iran znacznie nasilił swoje działania” mające na celu atakowanie amerykańskich dyplomatów i urzędników na Bliskim Wschodzie i poza nim, a plany osiągnęły „zaawansowany etap” zarówno w regionie, jak i „pewnych innych krajach”.
Bliski Wschód. Departament Stanu USA głosił redukcję personelu w ambasadach
Notatka miała pojawić się tuż po tym, jak Departament Stanu ogłosił redukcję personelu w ambasadach w Jordanii, Libanie, Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Według urzędników cytowanych przez AP ruch ten był związany z zagrożeniami ze strony Iranu i sprzymierzonej z nim jemeńskiej bojówki Hutich.
Associated Press donosi, że placówki, o których mowa, już działają z ograniczoną liczbą pracowników. Pracownikom nie nakazano jednak wyjazdu z krajów, jak wcześniej stało się to w przypadku ambasady USA w Rijadzie.
Do zmian dochodzi na tle przygotowań sił amerykańskich do potencjalnego wznowienia intensywnych bombardowań Iranu, którymi groził prezydent USA Donald Trump. AP zaznacza jednak, że amerykańscy oficjele zaprzeczają, by zmiany w pracy ambasad miały związek z tymi planami.