– Idealne miejsce, aby zostać pobitym w nocy – skomentował wygląd tunelu dla pieszych Kuba Krzywiecki, z którym od kilku dni relacjonujemy przedwyborczą i powyborczą sytuację w Serbii.
Przechodziliśmy akurat pod jednym z większych węzłów drogowych w Belgradzie, chcąc dotrzeć do lokali wyborczych i uwiecznić ustawiające się przed nimi od niedzielnego poranka długie kolejki.
Brudne, często śmierdzące, wymazane chuligańskimi graffiti podziemne przejścia znaleźć można nie tylko w stolicy Serbii. To widok charakterystyczny dla wielu miast naszego regionu.
Takiego rodzaju „atrakcje” znajdą się w Warszawie i zapewne innych miejscowościach bliżej lub dalej od Wisły. Sęk w tym, że niekiedy trzeba ich poszukać – a w Belgradzie „atakowały” nas jakby same.

Serbia. Belgrad „żegna” Vučicia. Mieszkańcy chcą wielkich zmian w kraju
Poznając wygląd miasta i obserwując jednocześnie euforię, w jaką wpadli jego mieszkańcy z okazji upadku Aleksandara Vučicia i jego ludzi, uznałem, że te dwie sprawy się przenikają.
Rząd centralny nie odpowiada za każdą dziurę w drodze czy zdewastowaną wiatę – od tego są samorządy. Jednak sposób funkcjonowania stolicy to wizytówka każdego państwa, która wiele mówi o nim samym.
Wielka, uliczna impreza, która rozpoczęła się w niedzielny wieczór, była potężnym upustem społecznej frustracji.
Uczestnicy tego wydarzenia nie kryli się zresztą ze swoimi poglądami: „wyganiali” Vučicia i nieparlamentarnie przedrzeźniali jego nazwisko, wyobrażali sobie członków odchodzącej ekipy w więzieniu. Liczyli na koniec brutalności, korupcji władzy. Mieli nadzieję, że ktoś w końcu zadba o otoczenie, w którym żyją.

W Belgradzie popierający zwycięską Listę Studencką bawili się przede wszystkim na Placu Slavija – miejscu reprezentacyjnym, z fontanną pośrodku i z licznymi restauracjami w pobliżu.
To punkt, którym serbska stolica rzeczywiście może się chwalić. Ale jak nazwać pobliskie spalone ruiny z wysypiskiem śmieci i koczowiskiem bezdomnych, które rozciągają się nieopodal symbolu Belgradu i Serbii – cerkwi Świętego Sawy?
Belgrad w 2026 roku. Naprawić warto wiele
Transport publiczny, mój konik. W serbskiej stolicy jest bezpłatny, a oferta całkiem niezła.
Autobusy, trolejbusy i tramwaje jeżdżą często. W ciągu dnia właściwie nie trzeba patrzeć na rozkład jazdy, bo za chwilę i tak coś powinno przyjechać. Pytanie tylko, czym przyjdzie nam podróżować? Stan taboru – zwłaszcza w przypadku pojazdów szynowych i „trajtków” – pozostawia bowiem wiele do życzenia.

Liczne tramwaje typu Tatra miejscami pysznią się rdzą, obdrapane wnętrza wyglądają na nieodświeżone od dawna. Nierzadko nie działają tablice kierunkowe, więc motorniczowie zastępują je karteczkami.
W trolejbusach i autobusach natomiast na porządku dziennym jest podziurawiona tapicerka, a niekiedy nawet uszkodzenia karoserii i szyb „łatane”… taśmą klejącą.

Wiadukty, chodniki oraz wiele budynków wręcz błagają o remont. Trawniki potrafią tonąć w niedopałkach i innych śmieciach – i nie jest to efekt powyborczej imprezy.
Na belgradzkim lotnisku witają nowoczesne korytarze, lecz kiedy opuścimy terminal i znajdziemy w końcu drogę na przystanek autobusowy (wyraźnych wskazań trasy brak), trafimy na dziwny, zakamuflowany, obskurny peron.
Studenci oraz śledczy udaremnili plan Vučicia i zięcia Trumpa
Z rozmów ze świętującymi Serbami wynika wprost: takie pudrowanie rzeczywistości musiało skończyć się klęską Serbskiej Partii Postępowej, której, jak mówią, wbrew nazwie do postępu jest daleko.
I nie mogło być wiecznie tak, że Vučić wydaje krocie na Expo 2027, angażuje jako patronów wydarzenia Usaina Bolta czy Jackie Chana, a brakuje środków na podstawowe zadania państwa.

Gospodarz Expo, czyli ponadmilionowy Belgrad, jest jedną z nielicznych metropolii w Europie nieposiadających choć jednej, centralnej oczyszczalni ścieków. Wszystko trafia do Dunaju oraz jego dopływu Sawy, co – tu zero zdziwienia – truje środowisko. Tego władza nie naprawiła, ale czas na konszachty z zięciem Donalda Trumpa już znalazła.
Jared Kushner bowiem zapragnął postawić w Belgradzie luksusowy kompleks hotelowo-mieszkaniowy w miejscu zniszczonego, jugosłowiańskiego Sztabu Generalnego.
Pozostawiono go zniszczonym po natowskim bombardowaniu w 1999 roku, aby służył za pomnik historii. Serbskie władze zmieniły nawet prawo, żeby biznesmen spowinowacony z przywódcą USA dopiął swego.

Na drodze tej inwestycji stanęły jednak środowiska studenckie – te same, które szykują się teraz do przejęcia władzy w kraju. Ich protesty sprawiły, iż Kushner wycofał się z planów.
A co zrobił Vučić? Skrytykował opozycję oraz prokuraturę, która wytknęła poważne nieprawidłowości, a całą sprawę określił jako „nagonkę na inwestorów” i „ogromną szkodę” dla Serbii.
Vučić i Orban na słynnym nagraniu. Stracili władzę jeden po drugim
Lista Studencka stała się katalizatorem buntu, którego zarzewiem była tragedia w Nowym Sadzie. Tam przed dwoma laty zawalił się dach świeżo wyremontowanego dworca kolejowego, w wyniku czego życie straciło 16 osób.
Za modernizację budynku odpowiadała chińska firma – i tu pojawiły się kontrowersje, czy przeprowadzono ją zgodnie ze sztuką, a kontrakt o tajnej treści zawarto według reguł prawa.
Przebudowa dworca łączyła się z uruchomieniem pociągów osiągających prędkość 200 km/h na trasie Belgrad – Nowy Sad. Co dziś symboliczne, w 2022 roku w podróż pierwszym składem wybrali się Aleksandar Vučić oraz Viktor Orban – były już premier Węgier. Sieć obiegło wtedy nagranie, na którym obaj liderzy machają przez okno… do pustego peronu albo trawnika.
I Vučić, i Orban stracili władzę w tym samym 2026 roku. Zbiegów okoliczności jest więcej.
Rządy ich partiom odebrały dopiero co powstałe formacje, które zdobyły bezpieczną większość w parlamencie, mimo że nie wydawało się to oczywiste. W obu krajach triumf opozycji zakończył się publicznym, hucznym świętowaniem z dyskoteką nieopodal parlamentu. A do tego państwa te graniczą ze sobą.
– Teraz to można tu dostać całusa – rzucił Kuba, kiedy w środku powyborczej nocy wracaliśmy z centrum Belgradu dokładnie tym samym tunelem co rano. Fakt, zamiast potencjalnych zbirów mijały nas rzesze rozentuzjazmowanych Serbów, miło witających się i zapraszających do toastu przypadkowo spotkane osoby.
To też przestroga dla Listy Studentów: oczekiwania są wielkie, a w przypadku ich niespełnienia reakcja społeczeństwa może być równie wybuchowa.
Z Belgradu Wiktor Kazanecki, Interia