W piątek 12 września 2008 roku do siedziby Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku zjechali prezesi największych banków Wall Street. Mieli przez weekend znaleźć sposób na uratowanie Lehman Brothers, czwartego co do wielkości banku inwestycyjnego w Stanach Zjednoczonych, który tonął w długach zabezpieczonych na toksycznych kredytach hipotecznych. Sekretarz skarbu Henry Paulson postawił sprawę jasno: publicznych pieniędzy na ratunek nie będzie. Rynek miał sam posprzątać po sobie. W poniedziałek rano, 15 września, Lehman Brothers złożył wniosek o upadłość: największy w historii amerykańskiej gospodarki.
Deklaracja Paulsona nie przetrwała nawet doby. Już następnego dnia rząd udzielił ubezpieczeniowemu gigantowi AIG pożyczki w wysokości 85 miliardów dolarów, uzasadniając to tym, że jego upadek pociągnąłby za sobą pół światowego systemu finansowego. A na początku października Kongres przegłosował program ratunkowy o wartości 700 miliardów dolarów. Okazało się, że rynek owszem, sprząta po sobie, ale tylko do pewnej wielkości. Powyżej niej sprzątają podatnicy.
Niedawno obchodziliśmy osiemnastą rocznicę tych wydarzeń, więc można powiedzieć, że kryzys 2008 roku stał się pełnoletni. Napisano na jego temat całe biblioteki opracowań ekonomicznych, powstało kilka świetnych filmów (jak „Big Short” czy „Margin Call”). Ale nikt nie poniósł właściwie żadnej odpowiedzialności – ani decydenci polityki monetarnej, ani architekci systemu, który pompowanie tej bańki umożliwił, ani sami zaangażowani w inwestycje w toksyczne aktywa. Konsekwencji nie poniosła też cała masa autorytetów, ekonomicznych komentatorów i ekspertów medialnych, którzy właściwie do ostatniej chwili przed upadkiem Lehman Brothers byli przekonani, że narzędzia, którymi obraca Wall Street, to magiczna różdżka zamieniająca wszystko w złoto.
Wytłumaczenie zawsze było jedno: przecież nie da się tak łatwo dostrzec bańki. „Analiza wsteczna zawsze skuteczna”, jak ironicznie mawiają inwestorzy, którzy tracą. Problem w tym, że sygnały mówiące o bańce rzeczywiście były widoczne, istniały publikacje przed bańką przestrzegające, ale wszystko to było w debacie publicznej ignorowane. Zresztą: dostrzeżenie, że coś jest bańką, przy pewnym poziomie naprawdę nie jest skomplikowane.
Bańka AI