-
W Armenii odbywają się wybory parlamentarne w czasie, gdy kraj pod rządami Nikola Paszyniana zbliżył się do Zachodu, co spotkało się z niechęcią Moskwy.
-
Rosja ograniczyła import niektórych produktów z Armenii i jest oskarżana przez armeńskie władze o próby wpływania na wybory poprzez presję oraz dezinformację.
-
Premier Nikol Paszynian deklaruje prowadzenie zrównoważonej polityki zagranicznej, a wynik wyborów może mieć znaczący wpływ na międzynarodową pozycję Armenii.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Ostatnie przedwyborcze sondaże wskazują, że partia Umowa Społeczna obecnego premiera Nikola Paszyniana może liczyć na poparcie ok. 32 proc. wyborców. Na drugim miejscu znajduje się prorosyjskie ugrupowanie Silna Armenia, na które głos chce oddać ok. 11 proc. głosujących.
Zwolennicy Paszyniania zwracają uwagę, że odkąd doszedł on do władzy w 2018 roku w wyniku tzw. aksamitnej rewolucji kraj znacząco się rozwinął, zwłaszcza pod względem gospodarczym, a PKB podwoiło.
Przeciwnicy zarzucają premierowi zapędy autorytarne, ponieważ wielu jego przeciwników politycznych zostało w ostatnich latach uwięzionych. Krytykują oni również jego porażkę w wojnie o Górski Karabach z Azerbejdżanem oraz zwrot w stronę Zachodu, który uderza w relacje z dotychczasowym sojusznikiem – Moskwą.
Wybory parlamentarne w cieniu konfliktu z Rosją
Rosja przez lata była bliskim sojusznikiem Armenii. Sytuacja zaczęła się jednak zmieniać w 2023 roku, gdy kraj przegrał wojnę z Azerbejdżanem o Górski Karabach – obszar zamieszkiwany przez Ormian, jednak znajdujący się na terenie Azerbejdżanu. W wyniku konfliktu tysiące Ormian opuściło swoje domy i przybyło do Armenii. Erywań zarzucił wtedy Moskwie brak wsparcia i zaczął rozglądać się za nowymi sojusznikami.
W ostatnim czasie rząd Nikola Paszyniana znacząco zbliżył się do Zachodu. W kraju coraz częściej mówi się o możliwym przystąpieniu do Unii Europejskiej. Poparcie dla premiera Armenii wyrazili m.in. prezydent USA Donald Trump czy prezydent Francji Emmanuel Macron. Obaj przywódcy nazwali Paszyniana swoim „przyjacielem”.
Prozachodni zwrot nie podoba się jednak Moskwie. Krytykę wobec rządu w Erywaniu wyraził m.in. prezydent Władimir Putin, który stwierdził, że w Armenii powinno się jak najszybciej odbyć referendum w sprawie przystąpienia kraju do UE. – Wszyscy widzimy co się dzieje obecnie na Ukrainie. Jak to się wszystko zaczęło? Od próby przystąpienia Ukrainy do UE – mówił w maju rosyjski przywódca.
Zwrócenie się w stronę Zachodu skrytykowała również niedawno rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa. – Erywań systematycznie pracuje nad wdrażaniem rzekomo europejskich standardów, podpisując różne memoranda i plany ramowe ze stolicami zachodnimi. Być może wszystko byłoby w porządku, gdyby nie pewien istotny niuans. Te same stolice zachodnie wypowiedziały Rosji prawdziwą wojnę hybrydową – stwierdziła.
Zacharowa zaznaczyła, że Rosja nigdy nie sprzeciwiała się temu, by Armenia utrzymywała stosunki z państwami zachodnimi, „ale obecną linię władz Armenii trudno nazwać wyważoną; trudno ją w ogóle nazwać zrównoważoną”.
W ostatnich tygodniach przed wyborami Moskwa zdecydował się również na ograniczenie importu niektórych produktów z Armenii, w celu zwiększenia presji ekonomicznej na kraj.
Rosja próbuje ingerować w wybory w Armenii
Według armeńskich urzędników, wypowiedzi rosyjskich władz są próbą zastraszenia obywateli Armenii, by wpłynąć na wybory. Analitycy zwracali uwagę, że w armeńskim internecie przed wyborami pojawiło się wiele dezinformujących treści przedstawiających Zachód w negatywnym świetle i sprzyjających Kremlowi.
Reuters informował, że Rosjanie planują również bardziej bezpośredni wpływ na wybory. Jednym z planowanych rozwiązań miało być przerzucenie do kraju ok. 100 tys. Ormian mieszkających w Rosji, by wpłynęli oni na wyniki głosowania.
Rosja chciała również wysłać do Armenii swoich obserwatorów na wybory. Erywań miał jednak odmówić. – Zapytaliśmy o powody. Nie otrzymaliśmy oficjalnej odpowiedzi, w tym dotyczącej motywów stojących za tą decyzją. Nie mamy pojęcia, co ci konkretni ludzie mogli zrobić Armenii – skomentowała decyzję Maria Zacharowa.
– Ze wszystkich opcji, jedyną, która przychodzi nam do głowy, jest to, że powodem może być fakt, że znajdują się na liście sankcji Unii Europejskiej, a to oficjalny ukłon Erywania przed jego unijnymi przełożonymi – dodała i zaznaczyła, że Rosja „będzie musiała wziąć to pod uwagę w przyszłej współpracy z Erywaniem„.
Według niej rząd Nikola Paszyniana pozwala na pojawianie się „oskarżeń i kłamstw” dotyczących rzekomej ingerencji Moskwy w wybory. Zacharowa stwierdziła, że w ten sposób premier Armenii „demonstracyjnie przyzwala na celową kampanię Zachodu, mającą na celu podsycanie nastrojów antyrosyjskich”.
Armenia. Paszynian nie chce konfliktu z Rosją
Sam Nikol Paszynian twierdzi, że jeśli wygra wybory to będzie prowadził zbalansowaną politykę zagraniczną. Według niego niedzielne głosowanie „to nie kwestia wyboru” między Rosją a Zachodem, a on sam nie zamierza popadać w konflikt z Moskwą.
– Zaakceptujemy każdy wybór obywateli – zapowiedział podczas oddawania głosów w Erywaniu.
Mimo to, wynik wyborów może wpłynąć na dalsze losy Armenii na arenie międzynarodowej. Zarówno rząd, jak i opozycja, twierdzą, że w razie porażki może dojść do poważnych konfliktów.
Paszynian zwraca uwagę, że jego partia musi osiągnąć większość dwóch trzecich w parlamencie, by móc wprowadzić zmiany konstytucji, które są konieczne, aby w pełni wdrożone mogło być porozumienie pokojowe z Azerbejdżanem. Według niego zwycięstwo opozycji może doprowadzić do wznowienia wojny z Baku.
Tymczasem rosyjsko-armeński lider opozycji Samvel Karapetian ostrzega przed konfliktem z Moskwą. – Rosja była i jest naszym strategicznym partnerem oraz głównym partnerem ekonomicznym – mówił. Sam Karapetian przebywa w areszcie domowym po tym, jak w zeszłym roku usłyszał zarzut przygotowywania zamachu stanu, co według niego jest zarzutem fałszywym i motywowanym politycznie.
Lokale wyborcze w Armenii zostały otwarte o 8 rano czasu lokalnego, a zamknięte zostaną o godz. 20 (18 czasu polskiego). Do głosowania uprawnionych jest niecałe 2,5 mln wyborców.
-
Łukaszenka grozi wieloletniemu sojusznikowi. „Muszą być ostrożni”
-
Rosja chce wysłać 100 tys. ludzi, by ustawić wybory. Doniesienia mediów