25 marca to dzień, który zapisze się na kartach historii – co nie oznacza, że wydarzyło się coś dobrego. Doszło bowiem do spotkania dwóch dyktatorów – Łukaszenki i Kim Dzong Una.
Jak przekazała agencja prasowa Yonhap, wizyta białoruskiego polityka w Korei Północnej zakończy się prawdopodobnie w czwartek (26 marca). W jej trakcie Łukaszenka i Kim rozmawiać będą o warunkach współpracy – kraje te chcą bowiem zacieśnić relację. Zanim doszło do spotkania, Kim ogłosił przed członkami parlamentu (Najwyższego Zgromadzenia Ludowego), że zamierza podjąć kroki, mające na celu polepszenie stosunków z „państwami tradycyjnie przyjaznymi”, czyli m.in. Białorusią.
Łukaszenka odwiedził Pjongjang m.in. po to, by podpisać z Kimem traktat o przyjaźni i 10 porozumień sektorowych.
Tak wygląda dziś współpraca na linii Korea Północna-Białoruś. Trochę mięsa za garść kosmetyków
I choć mogłoby się wydawać, że Mińsk i Pjongjang mocno współpracują ze sobą, m.in. w zakresie handlu, to w rzeczywistości tak nie jest. Wprawdzie z Białorusi do Korei wędruje mięso czy nabiał, za co państwo odwdzięcza się, wysyłając kosmetyki czy części do maszyn, to jednak są to transakcje warte łącznie góra kilkaset tysięcy dolarów.
Nie zmienia to jednak faktu, że dyktatorzy, dzierżący niepodzielnie władzę w swoich ojczyznach, spotkali się, by pokazać światu, że działają razem, współpracują i są silne.
Aleksander Łukaszenka ma plan?
Po co Łukaszence wizyta w Pjongjangu?
– Jedzie do KRLD, żeby podkreślić, że spotkania z Amerykanami to tylko sprytna gra, ale tak naprawdę stoi po stronie Chin i Rosji. I że nie wstydzi się, w odróżnieniu od innych przywódców, jechać do Korei Północnej – zauważył Wital Cyhankou na antenie stacji Biełsat (cytat za Dziennikiem Gazetą Prawną).