-
Brazylia odrzuciła wnioski wizowe dwóch urzędników administracji Donalda Trumpa ze względu na obawy o możliwy wpływ na wybory prezydenckie.
-
Według informacji podanych przez Reutersa, dokumentów odmówiono Rileyowi M. Barnesowi i jego zastępcy Samuelowi Samsonowi.
-
Flavio Bolsonaro, kandydat na prezydenta Brazylii, wezwał społeczność międzynarodową do wysłania obserwatorów wyborczych.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Informacje o odmowie wydania dokumentów uprawniających do podróży agencja Reutera przekazała, powołując się na słowa dwóch anonimowych brazylijskich urzędników.
Jak wskazano, amerykańscy oficjele, którym odmówiono wstępu, to Riley M. Barnes, asystent sekretarza stanu USA ds. demokracji, praw człowieka i pracy, oraz jego zastępca Samuel Samson.
Brazylia odmówiła wstępu urzędnikom Donalda Trumpa
– Wniosek został odrzucony na podstawie dowodów wskazujących na kolejną próbę politycznego wykorzystania sytuacji i podważenia systemu wyborczego – przekazał jeden z brazylijskich rozmówców Reutersa.
Na październik zaplanowano w Brazylii wybory prezydenckie. Zmierzą się w nich obecny prezydent, lewicowy Luiz Inacio Lula da Silva i pozostający w dobrych relacjach z Trumpem senator Flavio Bolsonaro, syn byłej głowy państwa, Jaira Bolsonaro.
Polityk ten jest powszechnie uważany za ideowego spadkobiercę swojego ojca, byłego kapitana armii i działacza skrajnej prawicy, który wielokrotnie próbował podważyć zaufanie do brazylijskiego systemu wyborczego.
Brazylijczycy obawiają się ingerencji w wybory
Na kilka miesięcy przed wyborami, ostatecznie wygranymi przez Lulę, były prezydent zwołał zagranicznych dyplomatów, aby przedstawili bezpodstawne zarzuty, że brazylijski elektroniczny system głosowania jest podatny na oszustwa.
Podjęta przez Bolsonaro próba została uznana przez nadzorujący proces demokratyczny w tym państwie Wyższy Sąd Wyborczy Brazylii za poważne nadużycie, w efekcie którego polityk otrzymał zakaz ubiegania się o funkcje publiczne do 2030 roku.
W sprawie byłego prezydenta niedługo później zapadł kolejny wyrok – sąd skazał go na 27 lat pozbawienia wolności za spisek mający na celu unieważnienie wyników wyborów i utrzymanie się u władzy. Jego narrację kontynuuje jednak syn, który w zeszłym tygodniu wezwał społeczność międzynarodową do wysyłania obserwatorów wyborczych do Brazylii.
Ani amerykański Departament Stanu, ani Flavio Bolsonaro nie odpowiedzieli na prośbę o komentarz.
Źródło: Reuters