W środę 21 stycznia prezydent USA Donald Trump wygłosił wyjątkowo dziwne i agresywne przemówienie, szantażując kraje europejskie w sprawie Grenlandii. Co jeszcze bardziej zaskakujące, po swoim wystąpieniu niespodziewanie złagodził narrację odnośnie wyspy i mówił o rozmowie z szefem NATO Markiem Rutte.
Sojusznicy zmęczyli się Trumpem
Trump stwierdził, że wraz z sekretarzem generalnym NATO „stworzył ramy przyszłej umowy dotyczącej Grenlandii, a właściwie całego regionu arktycznego”. Zapewniał, że w drodze tego porozumienia jego kraj dostanie „wszystko, czego chce”. – To długoterminowa umowa. To ostateczna długoterminowa umowa i myślę, że stawia wszystkich w bardzo dobrej pozycji, zwłaszcza jeśli chodzi o bezpieczeństwo i minerały i wszystko inne – podkreślał.
Mark Rutte w rozmowie z Fox News zaznaczał, że kwestia własności wyspy nie była tematem rozmowy. — Mocno skoncentrowaliśmy się na tym, co musimy zrobić, by zapewnić ochronę tego wielkiego regionu Arktyki, który się zmienia, na którym Chińczycy i Rosjanie są coraz bardziej aktywni – oznajmił. Piszący nieoficjalnie o szczegółach „New York Times” zapowiadał, że może chodzić o bazy wojskowe USA na wyspie.
Europejscy politycy już pierwszego dnia szczytu w Davos pokazali, że są zmęczeni coraz dziwniejszymi żądaniami Donalda Trumpa i nie zamierzają mu dłużej ulegać. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała liczne reformy, które mają przyciągnąć inwestorów na Stary Kontynent. UE ogłosiła też, że odpowie na cła Trumpa własnymi, których wartość wyniesie 93 mld euro. Prezydent USA ostatecznie wycofał się z groźby nakładania ceł na kraje Europy.
Jeszcze ostrzej Trumpowi odpowiedział prezydent Francji Emmanuel Macron, podkreślając konieczność ściągnięcia chińskich inwestycji na nasz kontynent. Tłumaczył to tym, że USA „wymagają maksymalnych ustępstw i otwarcie dążą do osłabienia i podporządkowania Europy”. Dostrzegał jednocześnie, że Chiny „grożą przytłoczeniem całych europejskich sektorów przemysłowych i handlowych”. – Odpowiedzią na ten problem jest większa współpraca. I budowanie nowych podejść. I to właśnie budowanie większej suwerenności gospodarczej – mówił.
Cierpliwość do prezydenta USA stracił też premier Kanady Mark Carney, który bez wspominania nazwiska Trumpa, poświęcił mu sporą część swojego wystąpienia. Ostrzegał przed odejściem od współpracy międzynarodowej i stosowaniem polityki szantażu ekonomicznego. Wyraził swój sprzeciw wobec amerykańskich planów aneksji Grenlandii i przypomniał o rosyjskiej okupacji wschodniej Ukrainy oraz zbrodniczej wojnie Władimira Putina przeciw Ukraińcom.
Polska na forum ekonomicznym w Davos
Jak w tym wszystkim odnalazła się Polska? W bardzo trudnej sytuacji był prezydent Karol Nawrocki, którego Trump zaprosił do kontrowersyjnej Rady Pokoju. To grono, w którym zasiadać mają m.in. wspomniany Putin oraz prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka. I bez nich zresztą projekt wzbudza kontrowersje.
– To bardzo trudny moment. Z jednej strony ciężko odrzucić jednoznacznie zaproszenie od Trumpa, ale z drugiej widzimy, jakie towarzystwo miałoby się w tej radzie znaleźć. Nie powinniśmy siedzieć przy tym samym stole i rozmawiać z Władimirem Putinem. To jest po prostu nieprzyzwoite, że w Radzie Pokoju miałby zasiadać przywódca państwa toczący morderczą wojnę, w której giną cywile. Tam miejsca dla Putina nie ma, ale rozumiem, że Nawrocki byłby w bardzo trudnej sytuacji, gdyby zajął pryncypialne stanowisko i oświadczył, że z Putinem przy stole nie usiądzie, bo obrazić mógłby się nie tyle Putin, co i tak nie ma znaczenia, ale Trump – mówił w rozmowie z Wprost.pl amerykanista prof. Zbigniew Lewicki.
Ostatecznie szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz poinformował, że Nawrocki będzie uczestniczył w ceremonii podpisania dokumentu o powołaniu Rady Pokoju, ale niczego nie podpisze. – Nie dojedzie do złożenia podpisu przez prezydenta w sensie prawnym. Natomiast poparcie o charakterze politycznym zostanie wyrażone poprzez obecność na spotkaniu – przekazał.
– Moje wsparcie dla prezydenta Trumpa jest niezachwiane, ale żebyśmy mogli podpisać pewne zobowiązania, musi to przejść procedurę konstytucyjną przez rząd i Sejm. To zostało przyjęte ze zrozumieniem – mówił sam Nawrocki. Warto zaznaczyć, że wiele europejskich państw odmówiło podpisania umowy. Zrezygnowały m.in. Francja i Wielka Brytania, a nawet Włochy, których liderka Giorgia Meloni ma dobre relacje z prezydentem Trumpem. Swoją rolę do odegrania w Davos miał też wicepremier Radosław Sikorski.
Minister spraw zagranicznych przypominał o wojnie w Ukrainie i podkreślał, że „sprawiedliwe rozwiązanie wymaga wywarcia presji na agresora, a nie ofiarę, a także zapewnienia Ukrainie trwałych granic możliwych do obrony”. – Jeśli w wyniku porozumienia, które mam nadzieję, zostanie zawarte, Ukraina nie uzyska granic umożliwiających obronę, zasiejemy ziarno kolejnej wojny – podkreślił.
Polityk KO zaznaczał, że „niezwykle ważne jest w tym kontekście zrozumienie, że wbrew temu, do czego próbuje przekonywać rosyjska propaganda, Władimir Putin nie jest człowiekiem pokoju”. Wspominał o rosyjskich atakach na infrastrukturę energetyczna Ukrainy w momencie siarczystych mrozów.
– Mieszkańcy są zależni od lokalnych ciepłowni, które dostarczają im ciepło i prąd. Gdy brakuje ciepła i prądu, trzeba spuszczać wodę z kaloryferów, a wtedy ich domy stają się niezdatne do zamieszkania. Teraz mamy exodus z głównych ośrodków miejskich, w tym z Kijowa. Ci ludzie niczym na to nie zasłużyli. Celowe atakowanie infrastruktury cywilnej jest zbrodnią wojenną. Władimir Putin nie jest człowiekiem pokoju – mówił.