-
Tegoroczna dziura ozonowa nad Antarktydą osiągnęła 27 mln kilometrów kwadratowych, co czyni ją siódmym największym ubytkiem od 48 lat.
-
Naukowcy wskazują, że za tak duże rozmiary zjawiska odpowiada wyjątkowo silny wir polarny oraz mniejsza aktywność wielkoskalowych układów pogodowych w sierpniu i wrześniu.
-
Eksperci podkreślają, że mimo tegorocznego rekordu, międzynarodowe ograniczenia emisji substancji niszczących ozon pozwalają na długofalową regenerację warstwy ochronnej.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Tegoroczny ubytek ozonu był według amerykańskich agencji siódmym największym od początku prowadzenia pomiarów, czyli od 48 lat. Eksperci wskazują, że istotną rolę odegrał wyjątkowo silny wir polarny, który sprzyjał utrzymywaniu się niekorzystnych warunków w atmosferze. Ozon stratosferyczny pochłania część promieniowania ultrafioletowego docierającego do Ziemi ze Słońca, dlatego tak ważna jest jego obecność.
Dziura ozonowa znowu większa
Tegoroczne wyniki badań wyraźnie kontrastują z sytuacją z 2025 r. Wówczas dziura ozonowa należała do pięciu najmniejszych obserwowanych od 1992 r. Tym razem proces odbudowy warstwy ozonowej został sezonowo zakłócony przez warunki atmosferyczne panujące nad Antarktydą, wyjaśnia NOAA.
„Wir polarny był w tym roku wyjątkowo rozległy. Przyczyniła się do tego między innymi mniejsza aktywność wielkoskalowych układów pogodowych, które zazwyczaj przemieszczają się z niższych warstw atmosfery i osłabiają wir. Szczególnie słabe były one w sierpniu i wrześniu, co pozwoliło utrzymać warunki sprzyjające ubytkowi ozonu” – komentuje Amy Butler z NOAA.
Z danych NOAA i NASA wynika też, że największy zasięg dziury ozonowej odnotowano 18 września 2026 r. Jej powierzchnia wyniosła ok. 27 mln km kwadratowych. To obszar odpowiadający około 90 proc. największego zasięgu dziury ozonowej zaobserwowanego w 2000 r.
-
Bardzo groźne zjawisko powraca. I naukowcy już wiedzą, dlaczego
Warstwa ozonowa i jej znaczenie
Mimo dość niepokojących danych z tego roku naukowcy podkreślają, że sytuacja mogłaby być znacznie poważniejsza, gdyby nie działania ograniczające emisję substancji niszczących ozon. NASA zaznacza, że gdyby stężenie tych związków w atmosferze było obecnie tak wysokie jak np. w 2000 r., dziura ozonowa mogłaby być większa o dodatkowe ponad 5 mln km kwadratowych.
Przez wiele dziesięcioleci chlorofluorowęglowodory (CFC) oraz inne związki chemiczne niszczące ozon były powszechnie wykorzystywane między innymi w aerozolach, urządzeniach chłodniczych, klimatyzatorach i do produkcji pianek. Ich uwalnianie do atmosfery przyczyniło się do znacznego zmniejszenia ilości ozonu w stratosferze.
Warstwa ozonowa pełni funkcję ochronną, bo działa jak naturalny filtr, który ogranicza ilość szkodliwego promieniowania ultrafioletowego docierającego do powierzchni Ziemi. Jej osłabienie może zdaniem medyków zwiększać ryzyko zachorowania na raka skóry, występowania zaćmy oraz powodować negatywne skutki dla reszty środowiska: roślin, upraw i organizmów żyjących w ekosystemach wodnych.
Określenie „dziura ozonowa” nie oznacza przerwania warstwy ozonowej. Dziura ozonowa to zjawisko polegające na znaczącym spadku stężenia ozonu (O₃) w stratosferie, głównie nad obszarami podbiegunowymi, zwłaszcza nad Antarktydą. Naturalna zawartość ozonu zmienia się z szerokością geograficzną, dlatego trudno jest podać uniwersalną wartość stężenia granicznego, które określa pojawienie się dziury ozonowej.
Według prognoz naukowców całkowita odbudowa warstwy ozonowej nad Antarktydą może nastąpić dopiero w latach 70. XXI w., czyli za ponad 40 lat.