„Wobec rodziny prowadzona była już procedura interdyscyplinarna, Niebieska Karta oraz sprawowany był nad nią nadzór sądowy” – poinformowała Komenda Stołeczna Policji.
Dodano, że „nie miało ono charakteru decyzyjnego w zakresie zastosowania przez Policję środków przewidzianych w ustawie. Należy zaznaczyć, że Komendant Stołeczny Policji nie uczestniczył w tym spotkaniu”.
„Sprawa ma charakter wielowątkowy i pozostaje w zainteresowaniu właściwych organów, a sytuacja w rodzinie ulegała zmianie na przestrzeni czasu. Jest to istotne dla właściwego odczytania chronologii podejmowanych działań. Fakt, że na wcześniejszym etapie nie zastosowano określonych środków, nie oznacza, że po uzyskaniu nowych informacji nie należało dokonać ponownej oceny sytuacji” – zaznaczono w komunikacie.
Horna-Cieślak zabrała głos. „Sprzeciwiam się jakimkolwiek formom przemocy”
Do sprawy odniosła się też sama Monika Horna-Cieślak, która pojawiła się na antenie Polsat News. Rzeczniczka Praw Dziecka podkreśliła, że sprzeciwia się „jakimkolwiek formom przemocy wobec dzieci”., otwiera się w nowym oknie
– Jako rzecznik praw dziecka będę reagować w momencie, kiedy jestem świadkiem tego, że małe dzieci są wyzywane, szarpane w momencie, kiedy dochodzi do przemocy wobec dzieci – tłumaczyła.
Odnosząc się do całego zdarzenia z 14 sierpnia Horna-Cieślak doprecyzowała, że kiedy czekała na przystanku autobusowym była „świadkiem bezpośrednim stosowania agresywnej przemocy fizycznej i psychicznej wobec dzieci”.
Horna-Cieślak dopytywana o orzeczenie sądu powołała się ponadto na sprawę ośmioletniego Kamilka z Częstochowy.
– Proszę pamiętać o tym, że w sprawie Kamilka też wcześniej były sygnały świadczące o tym, co się dzieje w rodzinie. I naszą rolą, moją rolą jako Rzecznika Praw Dziecka jest reagowanie, kiedy widzimy czynniki krzywdzenia dziecka. I te czynniki krzywdzenia dziecka po prostu były. I ja zareagowałam jako świadek przemocy wobec dzieci – wyjaśniła na antenie Polsat News.
Rzeczniczka Praw Dziecka ujawniła ponadto, że „obecnie dzieci nie znajdują się w środowisku domowym„.
Do sprawy odnieśli się politycy opozycji. Paweł Jabłoński na antenie Polsat News wskazał, że cała sprawa wygląda tak, „jakby pani Horna-Cieślak wykorzystywała narzędzia władzy, żeby dokonywać jakiejś prywatnej zemsty i odbierać małe dzieci rodzicom, wykorzystywać narzędzie nacisku na policję, na kuratora, na sąd”.
– To wszystko musi być wyjaśnione. Ja już złożyłem dzisiaj zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, przekroczenia uprawnień na szkodę interesu prywatnego, czyli artykuł 231 kodeksu karnego. To się łączy z wnioskiem o bardzo pilne zabezpieczenie dowodów, żeby tam nikt nie próbował mataczyć, jeśli chodzi o to jakie ona polecenia wydawała swoim pracownikom, no i musi być też wniosek o uchylenie immunitetu przez Sejm – mówił.
Przypomnijmy, że jak podał portal Zero.pl Monika Horna-Cieślak była świadkiem ulicznego incydentu, podczas którego matka szarpnęła dziecko i krzyczała na nie, a następnie została przez kobietę obrażona. Choć policja, kurator sądowy ani sąd nie widzieli podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci i umieszczenia ich w pieczy zastępczej, trafiły one do placówki opiekuńczo-wychowawczej.
Sąd nakazał natychmiastowy powrót dzieci do rodziców. W uzasadnieniu, do którego dotarło Zero.pl, wskazał, że działania wobec rodziny „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej” i były „rażąco nieproporcjonalne do zaistniałego zdarzenia”.
Dzieci zabrane do domu dziecka mimo opinii sądu
„Zaraz po zajściu rzeczniczka zgłasza sprawę policji i informuje o sytuacji dotyczącej dzieci. W świetle ustawy o policji, w przypadku gdy dzieci znajdą się w niebezpieczeństwie, funkcjonariusze mogą wydać zakaz zbliżania się do nich i nakaz opuszczenia lokalu” – przekazał portal Zero.
Policjanci sprawdzili rodzinę, ale nie znaleźli podstaw interwencji. Sprawa trafiła do sądu rodzinnego. „Jeszcze tego samego dnia do sędziego, który ma wydać orzeczenie, dzwoni pracownik biura Rzecznika Praw Dziecka, otwiera się w nowym oknie” – czytamy.
Sędzia miał być przekonywany, że małoletnich trzeba zabrać rodzicom. Portal Zero zauważa, że jest to nietypowe zaangażowanie organu, który nie powinien wpływać na wymiar sprawiedliwości.
Sąd nie stwierdził podstaw do zatrzymania, ale w trybie pilnym zlecił kuratorowi sądowemu kontrolę. Jednak kolejne czynności sprawdzające także nie wykazały potrzeby natychmiastowego rozdzielenia rodziny. Do sądu – jak informuje Zero – wykonano kolejny telefon z RPD, próbując nakłonić go do wydania orzeczenia o odebraniu dzieci. Padła kolejna odmowa.
Oświadczenie Biura RPD i rzeczniczki praw dziecka
Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich w oświadczeniu przesłanym redakcji portalu Zero tłumaczy, że rzeczniczka była świadkiem „stosowania silnej i gwałtownej przemocy psychicznej i fizycznej wobec małych dzieci w miejscu publicznym”. To – jak wynika z pisma – uzasadnia podjęcie działań wobec rodzica. „Monika Horna-Cieślak, jako bezpośredni świadek przemocy, miała więc prawny obowiązek podjęcia działań” – wskazano.
Urzędnicy zapewnili, że działania Biura RPD są stosowne do posiadanych ustawowych kompetencji i mają oparcie w „szerokim materiale dowodowym dotyczącym dzieci”.
„Nie tylko Biuro Rzecznika Praw Dziecka, ale również inne właściwe służby, podjęły i nadal podejmują działania mające na celu zabezpieczenie dzieci, gdyż ich sytuacja niezmienne wymaga ochrony. Zasadność działań podjętych przez Biuro Rzecznika Praw Dzieci oraz innych służb jednoznacznie potwierdza obecne miejsce pobytu dzieci” – napisano.