Kazimierz Marcinkiewicz poinformował w mediach społecznościowych, że we wtorek 20 stycznia sąd uprawomocnił uchylenie obowiązku alimentacyjnego wobec Izabeli Olchowicz-Marcinkiewicz. „Wygrałem 10 lat walki i od dziś nic mnie wreszcie nie łączy z osobą, od której uciekłem 12 lat temu. Przyjaciele mówią, że czyściec – jeśli istnieje – już przeszedłem, teraz czeka mnie już tylko niebo” – przekonywał były premier rządu PiS.
Pełnomocniczka byłej żony Marcinkiewicza Martyna Kalinowska-Chandu w oświadczeniu dla „Faktu” zaznaczyła, że Olchowicz „nie zgadza się z tym rozstrzygnięciem oraz nie wyklucza skorzystania z nadzwyczajnych środków zaskarżenia, w tym złożenia skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka”. Mec. Kalinowska-Chandu argumentowała, że „sąd jednostronnie spojrzał na sprawę”.
Kazimierz Marcinkiewicz i alimenty dla Izabeli Olchowicz. Pełnomocniczka „Isabel” komentuje
Za kluczowy argument uznał bowiem tylko upływ czasu od rozwiązania małżeństwa, a nie okoliczności związane ze stanem zdrowia „Isabel”. „Oceniając ten wyrok, warto spojrzeć szerzej na instytucję małżeństwa oraz trwałość wynikających z niego zobowiązań. Małżeństwo tradycyjnie postrzegane jest jako instytucja, która powinna zapewniać stronom określone gwarancje i poczucie bezpieczeństwa” – komentowała prawniczka.
„W naszej kulturze bardzo często to kobiety dostosowują swoje życie do małżeństwa, poświęcają własne plany dla wspólnego związku i w większym stopniu angażują się w życie rodzinne” – dodała Kalinowska-Chandu. Według pełnomocniczki Olchowicz „prawo powinno zapewniać małżonkom określone gwarancji też po rozwodzie, zwłaszcza gdy jeden z nich jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej i zdrowotnej oraz jest osobą z niepełnosprawnością, powstałą podczas małżeństwa”.
Były premier rządu PiS o końcu „koszmaru”. „Worek kamieni spadł”
Marcinkiewicz wspomniał o końcu „koszmaru”. „Wiem, że ona będzie robiła wszystko by dalej, tak jak przez ostatnie 15 lat, żyć na mój koszt, bo od zawarcia małżeństwa rzuciła pracę i namówić ją na jakąkolwiek pracę czy studia nie było sposobu. Chciała być tylko modelką. To symboliczne, że młoda jeszcze osoba nie myśli o tym, jak pracować i ułożyć sobie życie, tylko jak jeszcze raz przyczepić się do mnie. Koniec. Zwycięstwo. Worek kamieni spadł” – ocenił były premier rządu PiS.
Marcinkiewicz podsumował, że jego była już żona „żyła wyłącznie na jego koszt, kiedy byli małżeństwem w latach 2009 – 2013”. „Dwa lata separacji 2013-2015 wydałem na nią 312 tys. zł. 10 lat alimentów 2015-2025 wydałem 566 tys. 500 zł – tyle kosztował mnie finansowo czyściec, o piekle, jakie mi robiła w mediach i sądach, nie wspomnę, bo niebo już jest błękitne” – zakończył były szef rządu Prawa i Sprawiedliwości.