-
Konfederacja nie podjęła jeszcze decyzji o wsparciu zbiórki podpisów pod referendum, dotyczącym odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego.
-
Wewnątrz Konfederacji trwa spór między Ruchem Narodowym a Nową Nadzieją o to, kto powinien być twarzą inicjatywy związanej ze zbiórką podpisów.
-
W tle konfliktu znajduje się rywalizacja o pierwsze miejsce na liście wyborczej w Krakowie i spór o subwencję dla partii.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Nadchodzące miesiące będą kluczowe dla politycznej przeszłości Aleksandra Miszalskiego. Od trzech dni trwa zbiórka podpisów pod wnioskiem o referendum, a pod listami podpisało się już 10 tys. osób. Żeby do głosowania nad odwołaniem prezydenta Krakowa doszło trzeba zebrać ok. 58 tys. podpisów mieszkańców Krakowa do połowy marca.
Choć o przeprowadzeniu referendum mówili od kilku miesięcy politycy PiS i Konfederacji, to komitet referendalny oficjalnie zarejestrował Jan Hoffman, radny dzielnicy Stare Miasto, a w jego skład wchodzi 21 osób w tym m.in. były sędzia, dziennikarz i śpiewaczka operowa.
Mimo deklaracji o pełnej apolityczności i obywatelskim charakterze inicjatywy, gotowość do zbierania podpisów ogłosiły już liczne środowiska partyjne. Wśród nich znalazło się Prawo i Sprawiedliwość, działacze skupieni wokół stowarzyszenia „Kraków dla Mieszkańców” Łukasza Gibały, który przegrał z Miszalskim o włos w ostatnich wyborach, a także cześć przedstawicieli partii Razem.
Referendum w Krakowie. Co zrobi Konfederacja?
W referendalnej układance postawa Konfederacji wciąż pozostaje zagadką. Choć we wtorek – tuż po starcie zbiórki podpisów – Ruch Narodowy (część Konfederacji) ogłosił pełne zaangażowanie w akcję, sytuacja szybko nabrała nieoczekiwanego obrotu.
Początkowo Wojciech Jaskółka (prezes Ruchu Narodowego w Małopolsce) i Piotr Bartosz (szef Ruchu Narodowego w Krakowie) opublikowali w swoich mediach społecznościowych oświadczenie Ruchu Narodowego i Konfederacji. Wzywali w nim m.in. do zaangażowania się w zbiórkę podpisów „wyborców Konfederacji”. Kilka godzin później wpis został wyedytowany: nazwa formacji zniknęła zarówno z nagłówka, jak i treści komunikatu.
– Konfederację tworzą Ruch Narodowy i Nowa Nadzieja. Mamy równe prawo do szyldu, ale jeśli jedna ze stron nie wyrazi zgody na jego użycie przy danej akcji, musimy to uszanować. Tak było w tym wypadku – mówi w rozmowie z Interią Piotr Bartosz.
Z naszych ustaleń wynika, że interweniował Bartosz Bocheńczak, sekretarz Nowej Nadziei i bliski współpracownik Sławomira Mentzena. To on miał wysłać wiadomość do Piotra Bartosza z prośbą o usunięcie nazwy.
– Konfederacja to jest koalicja i dobrą praktyką, zanim się wyda jakieś oświadczenie, jest poinformowanie drugiej strony o takim zamiarze. Nie było żadnej rozmowy, a przecież takie oświadczenie to poważna deklaracja polityczna – mówi Interii Wojciech Machulski, rzecznik prasowy Nowej Nadziei. – Co do kwestii samego referendum nasza ocena prezydenta Miszalskiego się nie zmienia. Ta akcja referendalna jest skutkiem jego fatalnej polityki – wyjaśnia. I dodaje, że Nowa Nadzieja daje sobie czas, aby się do całej akcji ustosunkować.
W Konfederacji wrze. Spór o lidera przyszłej listy
Spór o wycięcie nazwy „Konfederacja” z oświadczenia ma drugie dno: to walka o polityczne życie i przyszłe miejsca na wyborczych listach. Kością niezgody między narodowcami a ludźmi Sławomira Mentzena jest pytanie o to, kto z Konfederacji miałby stać się twarzą zbiórki podpisów pod odwołaniem Aleksandra Miszalskiego.
Od miesięcy temat referendalny lokalnie nakręca Piotr Bartosz z Ruchu Narodowego. To właśnie jego aktywność ma budzić lęk w kierownictwie Nowej Nadziei. Założenie jest proste: jeśli referendum zakończy się sukcesem, Bartosz „urośnie” na tyle, by w najbliższych wyborach parlamentarnych zażądać pierwszego miejsca na krakowskiej liście.
A to uderzyłoby bezpośrednio w Konrada Berkowicza, wiceprezesa Nowej Nadziei, który do tej pory był „jedynką”. Poseł zasłynął ostatnio próbą wyniesienia z Ikei nieopłaconych zakupów.
W samej Nowej Nadziei zdania są podzielone, część lokalnych działaczy chce pełnego zaangażowania w zbiórkę, widząc realny szansę na sukces. Głos w sprawie zabrała Ewa Zajączkowska-Hernik, która na portalu X wprost wezwała do zbierania podpisów, stając w kontrze do zachowawczej postawy szefostwa partii.
Kraków. Odwołanie Miszalskiego i obawa o miliony z subwencji
Krakowskie spięcie między Ruchem Narodowym a Nową Nadzieją to zaledwie wierzchołek politycznego sporu. Choć sondaż IBRiS dla Onetu daje Konfederacji silne 12,8 proc. poparcia, relacje między jej liderami nie istnieją.Krzysztof Bosak i Sławomir Mentzen niemal ze sobą nie rozmawiają, a ich kontakty ograniczają się do rzadkich, czysto kurtuazyjnych wymian zdań.
Jak słyszymy, w tle tej atmosfery toczy się gra o ogromne pieniądze, 12 mln zł z subwencji. Sprawa czeka na rozstrzygnięcie w Sądzie Najwyższym po tym, jak PKW odrzuciła sprawozdanie finansowe za 2024 r. Jeśli decyzja PKW zostanie podtrzymana, partia straci miliony w ciągu najbliższych lat.
– Sławek woli się teraz nie wychylać. Choć ostateczna decyzja należy do sądu, wszyscy widzieliśmy, jak potraktowano PiS – mówi nasz rozmówca. Chodzi o precedens, w którym minister finansów Andrzej Domański miesiącami wstrzymywał przelewy dla partii Kaczyńskiego, mimo korzystnej decyzji sądu. Chodzi o decyzję PKW, która nie odrzuciła sprawozdanie partii za 2023 r., ale PiS skutecznie się od tej decyzji odwołał.
W partii Mentzena panuje przekonanie, że otwarte zaangażowanie w obalenie prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego, który jest jednocześnie szefem małopolskich struktur Koalicji Obywatelskiej, mogłoby stać się pretekstem do finansowego „zagłodzenia” Konfederacji.
Odwołanie Aleksandra Miszalskiego. Kiedy odbędzie się referendum?
Aby referendum doszło do skutku, organizatorzy muszą pozyskać poparcie co najmniej 10 proc. uprawnionych do głosowania Krakowian, czyli ok. 58 tys. osób.
Kolejnym etapem będzie samo głosowanie, które ewentualnie odbyłoby się w połowie czerwca. Aby odwołać skutecznie Miszalskiego, do urn musi pójść 60 proc. wyborców, którzy wzięli udział w drugiej turze wyborów, czyli 158 579 wyborców.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: [email protected]
-
Kraków tonie w długach, a ludzie prezydenta dostali ekstra tysiące złotych
-
Kraków reaguje na zachowanie dyrektora liceum. „Nie ma zgody”