-
Jedna dawka psylocybiny znacząco i szybko złagodziła objawy OCD u części pacjentów, a efekt utrzymywał się przez kilka miesięcy.
-
Badanie wykazało wyraźne trudności metodologiczne, w tym problemy z zachowaniem ślepej próby i bezpieczeństwem uczestników.
-
Autorzy podkreślają potrzebę dalszych, większych badań w celu ocenienia skuteczności, bezpieczeństwa i optymalnych warunków terapii psylocybiną.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne, czyli OCD, to nie jest po prostu zamiłowanie do porządku czy powtarzania pewnych rytuałów. To choroba, w której natrętne myśli i przymusowe czynności potrafią zdominować codzienne życie. Szacuje się, że dotyczy od 1 do 3 proc. ludzi. Standardem leczenia są psychoterapia i leki przeciwdepresyjne, ale od 40 do 60 proc. pacjentów nie odpowiada na takie leczenie w wystarczającym stopniu.
Właśnie dlatego tak duże zainteresowanie budzą psychodeliki. Psylocybina, czyli substancja aktywna obecna w tzw. magicznych grzybach, od kilku lat pojawia się w badaniach nad depresją, uzależnieniami i innymi zaburzeniami psychicznymi. Teraz przyszła kolej na OCD. Zespół kierowany przez Christophera Pittengera z Yale School of Medicine przeprowadził pierwsze randomizowane badanie z placebo, które miało sprawdzić, czy pojedyncza dawka psylocybiny rzeczywiście może pomóc tej grupie chorych.
Do badania włączono 28 dorosłych, którzy zmagali się z OCD średnio od około 20 lat i bez powodzenia wypróbowali co najmniej dwie różne metody leczenia. Nasilenie objawów oceniano za pomocą standardowej skali od 0 do 40 punktów. Następnie uczestników losowo przydzielono do dwóch grup. Jedna otrzymała pojedynczą doustną dawkę psylocybiny w ilości 0,25 mg na kilogram masy ciała, druga niacynę, czyli witaminę B3, w dawce 250 mg, która pełniła rolę placebo.
-
Grzyby halucynogenne zdumiały wszystkich. Są dziwniejsze niż myślimy
-
Grzyby halucynogenne mogą pomóc w leczeniu alkoholizmu
Dawka psylocybiny była wystarczająca, by wywołać pełne doświadczenie psychodeliczne. Jak ujął to Pittenger, było ono „dość intensywne, choć różni się w zależności od osoby” – mówi badacz cytowany przez „New Scientist”. To ważne, bo w badaniach nad psychodelikami właśnie intensywność przeżycia bardzo utrudnia zachowanie ślepej próby. Pacjenci zazwyczaj dość szybko orientują się, czy dostali substancję aktywną.
Psylocybina a OCD. Szybki efekt po 48 godzinach
Pierwsze wyniki pojawiły się bardzo szybko. Po 48 godzinach średni wynik w skali objawów OCD w grupie przyjmującej psylocybinę spadł o 9,76 punktu. W grupie placebo praktycznie się nie zmienił. Taki tempo poprawy zrobiło wrażenie także na badaczach spoza zespołu. „Szybkość i trwałość poprawy obserwowanej po pojedynczej dawce psylocybiny są niezwykłe” – mówi Alex Kwan z Cornell University, cytowany przez „New Scientist”.
Tydzień po podaniu substancji około 70 proc. osób z grupy psylocybinowej nadal miało poprawę rzędu około 35 proc. względem punktu wyjścia. Co więcej, korzyści utrzymywały się także podczas kontroli po 12 tygodniach. David Nutt z Imperial College London, który nie brał udziału w tym badaniu, ocenił, że to wynik szybszy i lepszy od efektów uzyskiwanych po innych lekach stosowanych w OCD. „Jeśli damy ci trip, sądzimy, że możemy przerwać cykle obsesyjnego myślenia i zachowania” – mówi Nutt. I dodaje: „Cały sens terapii OCD polega na uczeniu ludzi, by zachowywali się inaczej. Zamiast sprawdzać światła 15 razy, sprawdzasz je dwa razy” – tłumaczy.
Badacze nie wiedzą jeszcze dokładnie, dlaczego psylocybina może działać w ten sposób. Jedna z hipotez mówi, że zwiększa plastyczność mózgu, dzięki czemu myśli, które wcześniej wydawały się sztywne i dominujące, tracą swoją siłę. Inna zakłada, że zmienia relacje między tzw. siecią stanu domyślnego, powiązaną z ruminacjami i poczuciem „ja”, a innymi obszarami mózgu. W grę może wchodzić także osłabienie stanu zapalnego, który bywa łączony z zaburzeniami psychicznymi.
To zresztą nie pierwszy sygnał, że psychodeliki mogą działać szybko po jednorazowym podaniu. W lutym 2026 r. opublikowano badanie, w którym jedna dawka DMT podana wraz ze wsparciem psychoterapeutycznym zmniejszała objawy depresji bardziej niż placebo. Tam różnica po dwóch tygodniach wynosiła średnio 7,4 punktu na skali depresji, a efekt utrzymywał się przez trzy miesiące, a u części uczestników nawet pół roku. Coraz wyraźniej widać więc wspólny schemat: krótkie, intensywne doświadczenie psychodeliczne może otwierać okno szybkiej zmiany psychicznej.
Co naprawdę pokazuje badanie psylocybiny
Mimo obiecujących wyników autorzy podkreślają, że to dopiero początek. Najważniejszy problem dotyczy bezpieczeństwa. W badaniu Yale jedna osoba, która już wcześniej miała uporczywe myśli samobójcze, zaczęła aktywnie planować samobójstwo. Sytuację udało się opanować dzięki standardowemu monitoringowi, ale sam Pittenger zaznacza, że to wyraźny sygnał ostrzegawczy. Terapia psylocybiną, jeśli miałaby wejść do praktyki klinicznej, wymagałaby bardzo ścisłych zabezpieczeń.
Drugi problem jest metodologiczny. Aby badanie było naprawdę wiarygodne, uczestnicy nie powinni wiedzieć, czy dostali placebo, czy lek. W praktyce przy psychodelikach to bardzo trudne. Zespół próbował ograniczyć ten problem, stosując niacynę, która może wywoływać pewne cielesne objawy, takie jak zaczerwienienie skóry czy przyspieszone bicie serca. Mimo to większość uczestników i tak domyśliła się, co otrzymała. Sam Pittenger przyznaje, że to słabość badania, podobnie jak wielu innych prac w tej dziedzinie.
Dodatkowego kontekstu dostarcza opublikowane wcześniej badanie z „Comprehensive Psychiatry”, w którym 19 dorosłych z OCD otrzymało najpierw 1 mg, a później 10 mg doustnej psylocybiny. Tam także zaobserwowano szybki efekt, ale znacznie krótszy. Po tygodniu od dawki 10 mg nasilenie objawów spadło bardziej niż po dawce kontrolnej, z umiarkowanie dużą wielkością efektu. Korzyść była jednak wyraźna głównie po tygodniu, a później słabła. Co ciekawe, badacze zauważyli silniejszy wpływ na kompulsje niż na obsesje, a jednocześnie nie stwierdzili istotnej poprawy w objawach depresyjnych.
To ważne, bo sugeruje, że różne schematy dawkowania mogą prowadzić do różnych rezultatów. W badaniu Yale użyto dawki zależnej od masy ciała, wystarczającej do wywołania silnego doświadczenia psychodelicznego. W badaniu brytyjskim zastosowano 10 mg, czyli dawkę określaną raczej jako łagodną lub umiarkowaną. Autorzy tej pracy argumentowali, że pacjenci z OCD mogą obawiać się utraty kontroli nad myślami, dlatego mniejsza dawka może być dla nich łatwiejsza do zaakceptowania i bezpieczniejsza. Jednocześnie słabsze doświadczenie może ułatwiać prowadzenie badań, bo trochę trudniej odróżnić je od kontroli.

Na razie nie wiadomo też, kto najbardziej skorzystałby z takiej terapii. W badaniu z „Comprehensive Psychiatry” średni wiek uczestników wynosił 38 lat, 58 proc. przyjmowało SSRI, a niemal trzy czwarte wcześniej nie miało kontaktu z psychodelikami. Nie znaleziono mocnych dowodów, że stosowanie SSRI istotnie zmienia odpowiedź na leczenie, ale próba była mała. Właśnie dlatego potrzebne są większe badania, które pozwolą ocenić nie tylko skuteczność i bezpieczeństwo, lecz także najlepszą dawkę, optymalny model wsparcia psychologicznego oraz grupy pacjentów o najwyższym i najniższym ryzyku.
Na tym etapie najbardziej uczciwy wniosek brzmi więc ostrożnie. Psylocybina nie jest jeszcze gotowym lekiem na OCD. Ale pierwsze kontrolowane badanie pokazuje, że u części pacjentów może działać szybko, wyraźnie i przez co najmniej kilka miesięcy. W psychiatrii, gdzie wiele terapii potrzebuje tygodni, by zacząć działać, a część chorych nie reaguje na nic, to sygnał, którego trudno nie zauważyć.
W kolejnych latach kluczowe będzie rozstrzygnięcie, czy za tym sygnałem stoi rzeczywisty efekt biologiczny, czy częściowo także siła oczekiwań i samego doświadczenia psychodelicznego. Dla pacjentów z wieloletnim, lekoopornym OCD nawet taka ostrożna odpowiedź może jednak brzmieć jak coś, czego w tej dziedzinie od dawna brakowało: nowa, sensowna możliwość.