O tym, że lotniskowiec USS Abraham Lincoln oraz kilka niszczycieli przekroczyły granicę przybrzeżną regionu Bliskiego Wschodu, poinformowali agencję Reutera dwaj amerykańscy urzędnicy.
Flota USA dociera do Bliskiego Wschodu. Widmo konfliktu z Iranem
Region podlega kontroli Centralnego Dowództwa USA. W ubiegły czwartek Donald Trump potwierdził, że Stany Zjednoczone stworzyły „armadę„ zmierzającą w stronę Iranu. Jak jednak podkreślał, wojsko ma nadzieję jej nie używać.
Okręty wojenne wypłynęły z regionów Azji i wód Pacyfiku na początku stycznia po tym, jak w Iranie doszło do krwawego tłumienia protestów antyrządowych.
Amerykański przywódca wielokrotnie groził interwencją zbrojną w Iranie, jeśli w protestach będą ginąć ludzie, a władze zdecydują się na publiczne egzekucje tych, których określano mianem zdrajców narodu. Ogólnokrajowe demonstracje od tamtej pory osłabły, wobec czego Trump miał wstrzymać przygotowania do ewentualnego ataku.
Trump powtarza schemat? Wojsko w gotowości do ataku
Teraz jednak sytuacja zdaje się zmieniać. Agencja Reutera zauważyła, że podobna mobilizacja amerykańskiej armii na Bliskim Wschodzie miała miejsce w ubiegłym roku przed czerwcowym atakiem na Iran. Wówczas USA wsparły Izrael w bombardowaniu infrastruktury atomowej tego kraju.
Oprócz lotniskowca i okrętów wojennych, Pentagon przenosi także myśliwce i systemy obrony powietrznej na Bliski Wschód.
Co więcej, w weekend amerykańskie wojsko ogłosiło, że przeprowadzi ćwiczenia w regionie, „aby zademonstrować zdolność do rozmieszczenia, rozproszenia i utrzymania amerykańskiej siły powietrznej w walce”.
Urzędnicy Teheranu publicznie komentowali, że jakikolwiek atak na Iran będzie oznaczał „pełnoskalową wojnę”. Z kolei Zjednoczone Emiraty Arabskie zaznaczyły, iż nie zgodzą się na udostępnienie przestrzeni powietrznej, terytorium lądowego ani swoich wód do działań przeciwko Iranowi.
Stanowisko ZEA zdaje się istotne z uwagi na funkcjonowanie w Abu Zabi centrum Sił Powietrznych USA, które wspiera kluczowe misje przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu.