-
Na lotnisku Lipsk/Halle znaleziono drona z materiałem wybuchowym, co stanowi pierwszy tego typu przypadek w Niemczech i budzi obawy o nowe zagrożenia wojskowe.
-
Śledczy prowadzą postępowanie, natomiast część polityków wskazuje na możliwość rosyjskiego udziału i domaga się konsultacji z NATO, choć nie przedstawiono oficjalnego dowodu.
-
Niemieckie służby odnotowały nie tylko narastające incydenty z dronami nad infrastrukturą krytyczną, ale również wzmożoną aktywność dezinformacyjną w mediach społecznościowych przed wrześniowymi wyborami.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Niepokojące jest tempo, w jakim poszerza się katalog działań hybrydowych przeciw Niemcom. Z jednej strony Rosja produkuje fałszywe materiały i uruchamia machinę propagandową w mediach społecznościowych. Z drugiej pojawiają się drony z ładunkami wybuchowymi, przed którymi eksperci od dawna ostrzegali. Jeżeli rosyjski trop się potwierdzi, Niemcy będą musiały zmierzyć się z nowym wymiarem wojny hybrydowej.
Dron przy samolotach Antonowa
W nocy z 4 na 5 sierpnia kierowca autobusu lotniskowego zauważył drona z urządzeniem wybuchowym. Maszyna znajdowała się w chronionej części lotniska Lipsk/Halle, w pobliżu południowego pasa startowego. Specjaliści Bundespolizei, czyli policji federlanej, użyli robota pirotechnicznego, usunęli zapalnik, a ładunek kontrolnie zdetonowali. Ruch lotniczy został wstrzymany na kilka godzin.
Śledztwo prowadzą saksoński urząd kryminalny i Prokuratura Generalna w Dreźnie. Nie wskazały dotąd ani sprawców, ani ich motywacji. Według ustaleń grupy śledczej NDR, WDR i „Süddeutsche Zeitung” do drona przymocowano pakunek zawierający silne materiały wybuchowe.
Maszynę znaleziono w bezpośrednim sąsiedztwie czterech samolotów transportowych ukraińskich linii Antonov Airlines. To ustalenia mediów oparte na dokumentach śledztwa, a nie jego końcowy wynik.
Tej samej nocy samolot transportowy, który z powodu alarmu nie mógł wylądować w Lipsku, zderzył się na wysokości kilkuset metrów z nieznanym obiektem. Doleciał do Hanoweru, gdzie stwierdzono niewielkie uszkodzenia. Trwają poszukiwania szczątków możliwego drugiego drona. Nie wiadomo, czy oba zdarzenia są powiązane.
Politycy wskazują Rosję, śledczy pozostają ostrożni
Minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt nazwał wydarzenia w Lipsku „hybrydowym scenariuszem ataku” i „nową jakością zagrożenia”. Jego zdaniem operacja wymagała wiedzy technicznej i doświadczenia z materiałami wybuchowymi. Nie wykluczył udziału „obcych mocarstw”, ale przestrzegł przed wskazywaniem sprawców.
Potwierdził też, że to pierwszy znany w Niemczech przypadek drona wyposażonego w ładunek wybuchowy, który mógł mieć charakter wojskowy.
Znacznie dalej idzie Roderich Kiesewetter, ekspert CDU do spraw bezpieczeństwa. Mówi o „próbie aktu terrorystycznego sterowanego przez Rosję” i domaga się konsultacji NATO w trybie artykułu 4 Traktatu Waszyngtońskiego. Pozwala on państwu członkowskiemu zażądać rozmów z sojusznikami, gdy uzna, że jego bezpieczeństwo jest zagrożone.
Przewodnicząca frakcji Zielonych Katharina Dröge chce zwołania niemieckiej Narodowej Rady Bezpieczeństwa i mówi o „terroryzmie państwowym”. Na Rosję wskazuje również ambasador Ukrainy w Niemczech Ołeksij Makejew. To polityczne oceny. Oficjalnego dowodu prowadzącego do Moskwy dotąd nie przedstawiono.
Lipsk/Halle jest ważnym europejskim portem cargo, zapleczem logistycznym NATO i węzłem wykorzystywanym do transportów pomocy dla Ukrainy. Firma Antonov buduje tam nowy hangar serwisowy.
W 2024 roku w centrum DHL w Lipsku zapaliła się przesyłka, która miała trafić samolotem do Wielkiej Brytanii. Niemieccy śledczy uznali to za operację rosyjskich służb. Pięć osób podejrzanych o udział w tej siatce odpowiada przed sądem na Litwie.
System był, lecz maszyny nie wykrył
Niezidentyfikowane drony pojawiały się nad niemiecką infrastrukturą krytyczną już w 2024 roku. Obserwowano je m.in. nad terminalem LNG i zakładami przemysłowymi w Brunsbüttel, bazą USA w Ramstein oraz zakładami chemicznymi BASF. Mimo zaangażowania policji nie udało się zabezpieczyć żadnej podejrzanej maszyny ani ustalić, skąd startowały.
Tylko w pierwszym półroczu 2026 roku niemiecka kontrola ruchu lotniczego odnotowała wokół lotnisk 145 zakłóceń związanych z nielegalnymi lotami dronów. W większości przypadków operatorów nie znaleziono.
Lotnisko Lipsk/Halle ma system obrony przed dronami, ale nie wykrył on maszyny, która znalazła się przy pasie startowym. Jednocześnie port ten oraz lotniska w Berlinie, Monachium, Düsseldorfie, Stuttgarcie, Hamburgu i Kolonii/Bonn nadal czekają na obiecane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych pełne wyposażenie w technikę wykrywania i zwalczania bezzałogowców.
Fałszywe nagrania przed wyborami
Równolegle niemieckie służby obserwują nasilenie rosyjskiej dezinformacji przed wrześniowymi wyborami regionalnymi. Od 24 czerwca na platformach X, Bluesky i TikTok wykryto ponad 180 zmanipulowanych wpisów przypisywanych operacji „Matrjoszka”, znanej też jako „Overload”.
Fałszywe filmy wykorzystują logotypy „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, „Die Zeit”, „Bilda”, Spiegla, Tagesschau (ARD) i „taz”.
Kandydatowi Lewicy Ericowi Stehrowi przypisano m.in. zamordowanie babci dla mieszkania i zabójstwo internetowej modelki. Policja potwierdziła, że nie jest podejrzany o żadne zabójstwo.
Burmistrzowi Berlina Kaiowi Wegnerowi z CDU przypisano śmierć zawodowego tenisisty, a premierowi Saksonii-Anhalt Svenowi Schulzemu plan finansowania „nowego muru berlińskiego”. Inni kandydaci mieli brać łapówki, zażywać nielegalne substancje albo dopuszczać się molestowania.
Wśród celów są politycy CDU, SPD, Zielonych, FDP i Lewicy. Badacze nie znaleźli podobnych fałszywych materiałów wymierzonych w AfD ani Sojusz Sahry Wagenknecht. Obie partie chcą ograniczenia pomocy dla Ukrainy i złagodzenia polityki wobec Moskwy. Eksperci oceniają, że wybór celów może służyć wzmacnianiu ugrupowań przychylniejszych Rosji.
Podobny mechanizm Rosja wykorzystała przed igrzyskami olimpijskimi w Paryżu. Rosyjskie konta wyolbrzymiały problem pluskiew, łączyły go z uchodźcami z Ukrainy i rozpowszechniały fałszywe ostrzeżenia przed zamachami, aby wywołać poczucie chaosu i zniechęcić ludzi do przyjazdu.
Dron z ładunkiem i fałszywy film o kandydacie nie są tym samym. Łączy je jednak mechanizm wojny hybrydowej: sprawca pozostaje w cieniu, a państwo musi angażować policję, służby, media i administrację. Przypadek z Lipska pokaże, czy po dwóch latach ostrzeżeń Niemcy potrafią stworzyć skuteczniejszy system ochrony infrastruktury krytycznej.
Z Berlina dla Interii Tomasz Lejman